Sport

Strzelające „dziewiątki”

Maksymilian Stangret i Kacper Wełniak wykonali swoje snajperskie zadania.

Maksymilian Stangret zdobył pierwszego gola w barwach GKS-u Tychy. Fot. Łukasz Sobala / Press Focus

GKS TYCHY

Podsumowując okres letnich transferów GKS-u Tychy, choć okienko nie zostało jeszcze zamknięte, na progu sezonu kibice trójkolorowych niepokoili się o atak. Przecież z drużyny Artura Skowronka odeszła cała czwórka najskuteczniejszych zawodników, którzy wystrzelali mistrzostwo wiosny w I lidze. Padały więc pytania, kto zastąpi Juliusa Ertlthalera, Bartosza Śpiączkę, Natana Dzięgielewskiego i Jakuba Budnickiego?

W piłce nożnej wszystko zmienia się jednak błyskawicznie. Wystarczyła bowiem jedna (pierwsza) kolejka nowego sezonu na zapleczu ekstraklasy, żeby fani tyskiego zespołu rozpływali się w zachwytach nad skuteczną grą ofensywną, która w sobotę zapewniła zwycięstwo 4:3. Podkreślają też, że w ostrym strzelaniu na bramkę Miedzi Legnica wzięli udział dwaj środkowi napastnicy. Najpierw młodzieżowiec Maksymilian Stangret rozpoczął bramkowy taniec i ani Babacar Diallo tuż przed szesnastką, ani Mateusz Grudziński w polu karnym nie dotrzymali mu kroku. 20-latek dobiegł do narożnika pola bramkowego i mocnym strzałem między nogami bramkarza zdobył swoją pierwszą bramkę dla GKS-u Tychy w 24. występie w koszulce z trójkolorowym trójkątem na piersiach. I trzeba dodać, że zrobił to w odpowiednim momencie, bo utyskiwania, że gra i nie strzela goli, były coraz głośniejsze.

Gol niezmiernie cieszy

– Dzięki tej bramce zeszło ze mnie trochę ciśnienie – podkreślił w klubowych mediach autor gola na 2:1. – Przez cały ten okres, gdy bramek nie było, starałem się kontrolować emocje i nie nakręcać się negatywnie. Wiadomo jednak, że zawsze z tyłu głowy to siedzi. Najważniejsze, że udało się w końcu strzelić.

Na plus dla tyszan należy też zapisać radość z gry i ambitną walkę o zwycięstwo do samego końca, choć przeciwnicy drużyny Artura Skowronka aż trzykrotnie doprowadzali do wyrównania.

– Nigdy nie jest łatwo, gdy strzelasz gola i po chwili dostajesz odpowiedź – dodał Stangret. – Trzeba więc sobie wyraźnie powiedzieć, że nie możemy dopuszczać do takich sytuacji. Jestem jednak dumny z drużyny. Daliśmy radę i po każdej straconej bramce ponownie szliśmy po swoje. To jest właśnie nasza mentalność. Bardzo dobrze przepracowaliśmy okres przygotowawczy. Mieliśmy czas na to, żeby się zgrać. Na pewno nie jest to jeszcze maksimum naszych możliwości, ale jestem przekonany, że z meczu na mecz będzie to wyglądało coraz lepiej. Wspólna praca będzie procentować. Skoro potrafiliśmy podnieść się po każdym straconym golu, to znaczy, że pokazaliśmy, że jako drużyna jesteśmy jednością.

W doliczonym czasie

Ukoronowaniem ofensywnej gry tyszan okazała się bramka zdobyta w doliczonym czasie gry przez zmiennika Stangreta. Kacper Wełniak wszedł na szpicę w 70 minucie i po dośrodkowaniu Mamina Sanyanga, główkując z bliska do pustej bramki, zakończył mecz, stając przed kibicami i krzycząc: „Kto wygrał mecz?!”.

– To naprawdę fajne uczucie – tym bardziej po bardzo trudnym psychicznie dla mnie poprzednim sezonie, w którym minut spędzonych na boisku nie było zbyt wiele – powiedział w klubowych mediach zdobywca bramki na 4:3. – Jestem wdzięczny za szansę, którą otrzymałem w GKS-ie. Czuję wsparcie. Takie momenty, jak ten po zwycięskim golu w doliczonym czasie, niewątpliwie budują drużynę. Pierwszy mecz, zwycięstwo wyszarpane w końcówce – jak mawia klasyk: tak się buduje legendę. Ja w okresie przygotowawczym borykałem się z drobną kontuzją. Treningów zaliczyłem nieco mniej niż pozostali zawodnicy. Uważam jednak współpracę z trenerem Arturem Skowronkiem za bardzo owocną. Za nami intensywny okres przygotowawczy. Tak ciężko w swojej przygodzie z piłką jeszcze nie trenowałem. W meczu z Miedzią było to widać. Czy istnieje pole do poprawy? Na pewno, bo chcielibyśmy tracić w kolejnych spotkaniach mniej goli.

Ładunek emocjonalny

Napastnik pozyskany z Motoru Lublin rozbudził emocje na trybunach. Po jego trafieniu kibice najgłośniej, jak się dało, skandowali nazwisko strzelca, a po ostatnim gwizdku odpowiadali na jego pytanie, skandując: „GKS, GKS, GKS!”.

– Zrobiło to na mnie wrażenie. Szalony mecz w drugiej połowie, bo przecież w pierwszym kwadransie padło pięć bramek. Takie rollercoastery to zawsze potężny ładunek emocjonalny. Bardzo mi się to podobało i nie tylko dlatego, że to ja strzeliłem ostatniego, zwycięskiego gola. Dla wszystkich w klubie najważniejsze jest to, żeby napastnicy strzelali gole. Nie ma znaczenia, czy do siatki będę trafiał ja, czy też Maks. Drużyna ma się z nami na boisku czuć komfortowo i regularnie punktować – podkreślił Wełniak.

Jerzy Dusik

519 DNI czekał Maksymilian Stangret na pierwszego gola w GKS-ie Tychy. W górnośląskim zespole zadebiutował 16 lutego 2024 roku w starciu z Odrą Opole. Nieco ponad miesiąc wcześniej przeszedł do tyskiej drużyny z Legii Warszawa, w której się wychował. Po kilku miesiącach w GKS-ie przeniósł się do drugoligowej Skry Częstochowa, w której w 17 meczach zdobył cztery gole. Wrócił na stadion przy ulicy Edukacji zimą poprzedniego sezonu, ale dopiero w pierwszej kolejce bieżących zmagań zaliczył debiutanckie trafienie.