Stopa się lekko zmoczyła
Iga Świątek przegrała pierwszego seta w Wimbledonie, ale awansowała do trzeciej rundy. W sobotę o 1/8 finału zagra z uszczypliwą Danielle Collins.
Iga Świątek czasem była bojowa, a czasem sfrustrowana, zależy jak patrzeć… Fot. PAP/EPA
Rozstawiona z numerem 8 Polka jest w tej połowie tenisistek z pierwszej dziesiątki rankingu, która na razie potrafi oprzeć się własnym słabościom i naporowi mniej utytułowanych rywalek. W czwartek Iga Świątek pokonała Amerykankę Caty McNally 5:7, 6:2, 6:1 i obok Aryny Sabalenki (nr 1), Madison Keys (6), Mirry Andriejewej (7) i Emmy Navarro (10) awansowała do 3. rundy na trawiastych kortach Wimbledonu.
Co nie znaczy, że po pokonaniu w dwóch setach Rosjanki Poliny Kudiermietowej przez drugą przeszkodę 24-letnia była liderka rankingu przeszła suchą stopą. Świątek potrzebowała prawie 2,5 godziny, by uporać się z 208. w rankingu waleczną tenisistką z Cincinnati, o pół roku młodszą swoją dobrą znajomą z czasów juniorskich.
Po co z taką siłą...?!
Niski ranking McNally był zwodniczy, bo ta znakomita w swoim czasie juniorka trzy lata temu była 54. na świecie, a także 11. w rankingu deblowym, z 8 tytułami na koncie w grze podwójnej. Po ubiegłorocznej operacji łokcia odbudowuje stopniowo pozycję, a w głównej drabince w Londynie znalazła się dzięki skorzystaniu z „zamrożenia rankingu” (na 71. miejscu).
I w pierwszej partii Amerykanka pokazała, dlaczego była o krok od Top 50, zanim dopadła ją kontuzja. Dwukrotna finalistka Wielkiego Szlema w grze podwójnej zagrała kilka świetnych wolejów, odrobiła stratę 1:4 i po godzinie walki niespodziewanie wyrwała pierwszego seta faworytce.
Inna sprawa, że inteligentnie grająca Polka nieraz zadziwia maksymalizmem i brakiem czytania gry. Gdy po świetnej akcji rywalka zbiera buty za linią końcową, odsłaniając cały kort, Iga z całą mocą wali piłkę w aut, gdy wystarczy ledwie przebić na drugą stronę… Łącznie w pierwszym secie popełniła 17 niewymuszonych błędów, wobec zaledwie siedmiu rywalki.
Siedem gemów z rzędu
Od początku drugiego seta Świątek wróciła do dobrej gry, a kluczowy był drugi gem - zawzięta McNally obroniła 5 break pointów, ale Polka wykorzystała szóstą szansę, przełamując rywalkę crossowym bekhendem. I potem już poszło - tym razem nie roztrwoniła zaliczki 4:1 i wyrównała stan meczu. Po siódmym kolejnym wygranym gemie w trzeciej partii zrobiło się 5:0, choć McNally momentami broniła się niesłychanie ofiarnie, nawet sytuacyjnie odgrywając piłkę za plecami, za co dostała gromkie brawa. Przy wyniku 5:1 Amerykanka zdobyła jeszcze trzy break pointy, ale siła Świątek dała o sobie znać - Polka zamknęła mecz swoim piątym asem.
- W drugim i trzecim secie grałam tak, jak chciałam. W pierwszym trochę się zacięłam, mając dobry wynik. Oczywiście wiedziałam, że potrafię grać dobrze, bo tak było na początku meczu, ale straciłam jakość, popełniłam kilka niewymuszonych błędów. Na trawie czuję, że dynamika może się zmienić dość szybko, chodzi o bycie bardziej odważną, proaktywną i pracę nóg. Dlatego cieszę się, że wróciłam i grałam już do końca swoją grę - podsumowała 5-krotna mistrzyni Wielkiego Szlema, której największym sukcesem w Wimbledonie jest „tylko” ćwierćfinał sprzed dwóch lat.
Utrzeć nosa „Danimal”
Jej kolejną rywalką będzie w sobotę Danielle Collins, była 7. rakieta na świecie, aktualnie… 54., czyli jak w najlepszym momencie kariery była McNally. Oprócz sportowego to będzie także emocjonalne wyzwanie, bo rok temu Amerykanka zasłynęła pretensjami do Igi „o nieszczerość” w ćwierćfinale igrzysk olimpijskich w Paryżu, w którym w dziwnych okolicznościach skreczowała w trzecim secie. Od tego czasu Collins regularnie „szczypie” Polkę w mediach społecznościowych i w wywiadach. W sumie z o 7 lat starszą Danielle Iga zmierzy się po raz dziesiąty. Wygrała 7 razy i poniosła dwie porażki - pierwszą w półfinale Australian Open 2022, a drugą w ich ostatnim pojedynku, dwa miesiące temu w 3. rundzie turnieju w Rzymie. Nadarza się szybka okazja rewanżu, by utrzeć nosa krnąbrnej „Danimal”…
Tomasz Mucha
Dwa na plus, dwa na minus
Dwójka z piątki polskich tenisistów awansowała w czwartek do 2. rundy gier deblowych w Wimbledonie.
Jan Zieliński w parze z Czechem Adamem Pavlaskiem pokonali po dwóch tie-breakach Meksykanina Santiago Gonzalesa i Amerykanina Austina Krajicka 7:6 (8-6), 7:6 (7-4). W kolejnej fazie zagrają z rozstawionymi z nr 7. Włochami Simone Bolellim i Andreą Vavassorim.
Z kolei Magda Linette i Amerykanka Bernarda Pera wygrały z japońską parą Shuko Aoyama, Ena Shibahara 6:4, 6:4 i dalej zagrają także z „siódmymi” Ukrainką Ludmyłą Kiczenok i Australijką Ellen Perez.
Odpadli Katarzyna Piter w parze z Egipcjanką Mayar Sherif - przegrały z Czeszką Marie Bouzkovą i Kazaszką Anną Daniliną 3:6, 3:6, oraz Karol Drzewiecki i Piotr Matuszewski, którzy trafili do turniejowej drabinki z listy rezerwowych: polski duet przegrał jednakz Amerykanami Robertem Cashem i Jamesem Tracym 3:6, 6:7 (7-9).
3 IGA ŚWIĄTEK została trzecią tenisistką w XXI wieku, która dotarła do 3. rundy w 22 kolejnych występach w Wielkim Szlemie, obok Francuzki Amelie Mauresmo i Amerykanki Sereny Williams. Od czasu US Open 2019 Polka nie przegrała w tych imprezach ani razu przed 3. rundą, a jej ogólny bilans 2. rundy to 23-2.