Sport

Stawiam na Urbana

Rozmowa z Jerzym Engelem, byłym selekcjonerem reprezentacji Polski

Jerzy Engel jest pewien, że Polska awansuje na najbliższy mundial. Fot. Rafal Oleksiewicz / PressFocus

Cezary Kulesza mówi, że dokonał wyboru selekcjonera, że wszystko zostało ustalone, ale dni mijają, a nazwisko wciąż nie zostało ogłoszone. No właśnie - to wybrał, czy to dalej gra z kibicami i dziennikarzami?

- Dowiemy się za chwilę, każdy ma własną metodę na wybór selekcjonera. Na pewno nie jest to przyjemne dla tych, którzy rozmawiają z prezesem. Powinno się postawić na jednego, maksimum dwóch i zakończyć temat. W obecnej sytuacji wielu trenerów jest przy nadziei, a potem zostaną z niczym.


Jan Urban, Jacek Magiera, Jerzy Brzęczek - każdy z nich miał być bardzo blisko na różnym etapie. Zanim zapytam o nazwisko, proszę powiedzieć: jaki powinien być selekcjoner reprezentacji Polski?

- Skuteczny, przede wszystkim skuteczny. Będzie miał dwa trudne zadania do wykonania - awans do mistrzostw świata oraz powrót na najwyższą półkę w Lidze Narodów. To dwa potężne wyzwania, jeśli chodzi o reprezentację.

Kto byłby najbardziej skuteczny?

- Tego nie wie nikt. Zwykle jest tak, że dopiero gdy zobaczymy wyniki, będziemy mogli ocenić skuteczność pracy trenera. Jeśli chodzi o moje zdanie, to już wcześniej mówiłem: znam dobrze Jana Urbana. Jest na tyle doświadczonym trenerem klubowym, żeby zmierzyć się z takim wyzwaniem.

Jan Urban uchodzi za faworyta kibiców i dziennikarzy. Czy jeśli jego nazwisko ogłosi Cezary Kulesza, można to porównać z sytuacją Franciszka Smudy, który również był "wyborem ludu"?

- Nie, to było zupełnie co innego. W tamtym czasie był wydział szkolenia. Jako dyrektor sportowy przedstawiłem wtedy kandydaturę człowieka, który według naszej oceny powinien objąć kadrę w tamtym momencie. Była to Henryk Kasperczak, ale ówczesny prezes podjął inną decyzję, biorąc na siebie całą odpowiedzialność. Taka jest rola prezesa, który dokonuje wyboru, a inni mogą jedynie doradzać. W ten sposób selekcjonerem został Franciszek Smuda.

Dlaczego pana zdaniem prezes Kulesza nie ogłasza selekcjonera, jeśli wyboru faktycznie już dokonał?

- Ja tego nie wiem. Komunikat jest taki, że rozmowy trwają. Co rusz pojawiają się medialne informacje, że selekcjonerem zostanie raz ten, raz inny trener, jednym razem Polak, za chwilę zagraniczny. To z drugiej strony wszystko jest normalne, bo pamiętam, że gdy wybieraliśmy selekcjonera, mieliśmy... 32 kandydatów! To nie jest takie proste.

Pana zdaniem może dojść do jakiegoś totalnego zaskoczenia

- Wydaje mi się, że... może tak być. To o czym czytamy w mediach nie ma żadnego przełożenia na decyzję prezesa. On ma swój sposób wyboru. Jest najważniejszym selekcjonerem, bo musi wybrać tego, który potem ma odnosić sukcesy. Jestem przekonany, że wybierze dobrze.


Mecz z Finlandią może zadecydować o wszystkim w kontekście awansu na mundial. Fińskie kluby ostatnio wstydliwie przegrywają z klubami z Wysp Owczych na najwcześniejszym etapie eliminacji europejskich pucharów. Nie jest trochę ujmą na honorze, że przegraliśmy z taką reprezentacją?

- Ja tak tego nie widzę. Zanim zagramy z Finlandią, jest jeszcze mecz z Holandią. Widzę, że będzie nowe rozdanie, nowy entuzjazm wokół reprezentacji. Dwa trudne mecze przed nami i trzeba się do nich dobrze przygotować. Uważam, że trzeba spokojnie ograć Finlandię u siebie i awansować po barażach do mistrzostw świata.

W środowisku zapanowała opinia, że wybór selekcjonera musi "pobłogosławić" Robert Lewandowski.

- To są medialne historie, nie wierzę w takie cuda. Nie zdarzało się, żeby jakikolwiek piłkarz miał opiniować wybór selekcjonera. To jest bardziej zabawa medialna nie mająca wiele wspólnego z rzeczywistością.


Jakby jednak nie patrzeć trzech ostatnich selekcjonerów były kapitan jednak "zwolnił". O ile w przypadku Jerzego Brzęczka i Czesława Michniewicza nie wprost, to z Michałem Probierzem postawił sprawę wprost: albo ja albo on.

- To była według mnie kwestia braku umiejętności współpracy selekcjonera z zespołem i rozwiązywania trudnych spraw, które w futbolu właściwie dzieją się codziennie.

Michał Probierz cofnął nas kilka lat?

- Nie, tak bym nie powiedział! Największa przykrość to fakt, że spadliśmy z dywizji A Ligi Narodów. Mamy jednak wciąż otwartą szansę na awans na mundial i trzeba to wykorzystać.

Jakie powinny być pierwsze działania selekcjonera, gdy już zostanie ogłoszony?

- Wszystkie są tak naprawdę takie same. Przede wszystkim trener, który obejmie kadrę, musi mieć już przygotowaną koncepcję, wizję i będzie musiał przekonać do niej piłkarzy, których sobie do tego wybierze. Praca jest zawsze taka sama dla każdego selekcjonera.

Awansujemy na przyszłoroczny mundial?

- Jestem pewien, że tak.

O, nie wahał się pan nawet sekundy. Odważnie, biorąc pod uwagę porażkę z Finlandią...

- Finowie mieli szczęście, że akurat trafili na nas w nie najlepszym momencie organizacyjnym. To sprawiło, że zawodnicy nie byli właściwie skoncentrowani na meczu. Uważam, że w rewanżu wygramy spokojnie i zajmiemy co najmniej drugie miejsce w grupie.

Mecz o punkty eliminacji najważniejszej imprezy na świecie wróci na Stadion Śląski. To dobrze, że PGE Narodowy nie ma monopolu na kadrę?

- Skoro takie decyzje podjęto, to trzeba się z tego cieszyć, bo reprezentacja wszędzie powinna się czuć znakomicie. Niemniej uważam, że po to został zbudowany stadion typowo piłkarski w Warszawie, aby reprezentacja grała na nim.

Kiedy pan obejmował kadrę, która potem po 16 latach awansował na mistrzostwa świata, atmosfera wokół kadry nie była najlepsza. Obecnie mamy podobną sytuację?

- Tak, jesteśmy w podobnym momencie, bo reprezentacja ma zły wizerunek. Trzeba to odwrócić i naprawić. To wszystko może zrobić nowy selekcjoner. Wierzę w to i jestem przekonany, że tak właśnie będzie.

To kogo ogłosi prezes Kulesza?

- Postawiłbym na Jana Urbana.

Rozmawiał Mariusz Rajek