Sport

Srebro zaciemniające obraz

Spadek wrocławian po 17 latach gry w ekstraklasie był największą sensacją długiego okresu klubowej rywalizacji nad Wisłą.

Słoweński trener Ante Simundża ma poprowadzić Śląsk do powrotu. Fot. Gleb Soboliev/Pressfocus.

Aż trudno uwierzyć, że w ciągu roku tak stoczyć się mógł wicemistrz Polski, który na finiszu sezonu 2023/24 zdobył tyle samo punktów, co mistrzowska Jagiellonia Białystok, a następnie reprezentował Polskę w europejskich pucharach. I to klub, który w sezonie 2011/12 był mistrzem Polski, rok wcześniej srebrnym, a rok później brązowym medalistą ekstraklasy.

Beznadziejnie zarządzany

Te cztery krążki piłkarzy ze stolicy Dolnego Śląska zamiast rozjaśnić zaciemniły obraz klubu, słabo zarządzanego, o fatalnej polityce transferowej, będącego w gestii władz miejskich Wrocławia. Ta degrengolada odbiła się siłą tsunami na wynikach sportowych Śląska – zwłaszcza w ostatnich latach, naturalnie pomijając wspomniane srebro pod wodzą Jacka Magiery, zdobyte jednak na wyrost. W Śląsku zachłyśnięto się wynikami, bo trzeba pamiętać, że wcześniej drużyna także sytuowała się w ligowej czołówce, choć bez medalu – w 2019/20 na piątej, a w 2020/21 na czwartej pozycji. Te miejsca wygasiły sygnalizatory, że jest gorzej niż lepiej. Nie dały sygnału zwiastującego kryzys, a potem katastrofę, choć dwukrotne zajęcie 15. miejsca, ostatniego bezpiecznego w ekstraklasie, było poruszaniem się na krawędzi urwiska.

Strażak Magiera

Ściągnięty po raz kolejny do klubu w roli strażaka trener Magiera uratował WKS po szaleńczym finiszu sezonu 2022/23, choć tlen pomagający uniknąć degradacji podali także rywale, zwłaszcza Wisła Płock. Kolejnego cudu we Wrocławiu już nie było, czyż jednak przyczyn pożegnania z elitą klubowej piłki po 17 latach należy upatrywać w zjawiskach nadprzyrodzonych? Zdecydowanie nie. Po wicemistrzowskiej kampanii odszedł z drużyny jej kapitan, król strzelców ekstraklasy, wiodąca postać i dobra dusza Śląska, jeden z najlepszych stranieri biegających po polskich boiskach, Erik Exposito. I tak można by mnożyć przymiotniki zachwytów nad urodzonym w Santa Cruz de Tenerife hiszpańskim napastnikiem, którego zastąpienie okazało się niemożliwe. Jego śladami poszli również Nahuel Leiva, odpowiadający za ofensywne kreacje, oraz Duńczyk Patrick Olsen, którzy również sporo dawali drużynie. Z tak mocno przetrąconym kręgosłupem zespół przystąpił do rozgrywek, nieświadom zagrożenia. Nic dziwnego, że w 2025 rok wchodził z łatką „czerwonej latarni”.

Simundża trochę za późno

Trudno też było zrozumieć klubowych działaczy, gdy przekazywali drużynę w ręce niedoświadczonego duetu trenerów, Michała Hetela i Marcina Dymkowskiego. Ostatecznie stery przejął ten pierwszy, w pięciu meczach gromadząc remis i cztery porażki, co gorsza, z tak samo nisko notowanymi: Puszczą Niepołomice (0:1) i Radomiakiem (1:2) u siebie i w Gdańsku (0:1) z Lechią. Wtedy do Wrocławia został sprowadzony Ante Simundża. Słoweński trener wziął się do roboty i udowodnił, że jest dobrym fachowcem. Śląsk walczył, potrafił wygrać z Lechem czy na wyjeździe z Cracovią, jednak do uratowania ekstraklasy zabrakło dystansu. - Spadek po 17 latach był tragedią dla wielu osób, ale obecnie wszyscy w klubie są skoncentrowani na celu, jakim jest powrót do ekstraklasy. Jednak trzeba robić wszystko z głową - stwierdził nowy prezes Śląska Michał Mazur.

Nowy-stary jest także dyrektor sportowy, Dariusz Sztylka, który ostatnio związany był z Wisłą Płock, ale wcześniej pracował we Wrocławiu. - Śląsk to dla mnie dom. Miejsce, któremu oddałem ogromną część życia. Chcę to robić nadal. Zrobię wszystko, by WKS podniósł się z tej niezwykle trudnej sytuacji, w której się znajduje. Przed nami mnóstwo pracy, ale jestem bardzo zdeterminowany i dobrze do niej przygotowany. Zdobyłem wiele doświadczenia w roli dyrektora sportowego, zarówno Śląska, jak i Wisły Płock. Chcę to wykorzystać – powiedział na starcie Dariusz Sztylka.

Start nowego projektu

Powrót do ekstraklasy ma być początkiem projektu budowy mocnego Śląska, a na jego czele stanie trener Simundża, z którym przedłużono umowę. Jak ocenił prezes Mazur, to fachowiec przez duże „F” i stwierdził, że jest pod wrażeniem jak odmienił drużynę. Wyraził też przekonanie, że gdyby jesienią szkoleniowcem był właśnie Słoweniec, atmosfera spotkania ze sponsorami byłaby całkiem inna.

Zbigniew Cieńciała

35 MILIONAMI złotych chciałby dysponować w I lidze prezes Śląska Michał Mazur. W momencie spadku koszty utrzymania klubu oscylowały w granicach 80 mln zł