Spuścić z balonika
Rozmowa z byłym piłkarzem Górnika Zabrze, Ruchu Radzionków czy Piasta Gliwice, królem strzelców ekstraklasy w sezonie 1999/2000, trenerem w akademii Górnika.
Adam Kompała wierzy, że Górnik pokona Lecha w Poznaniu. Czy Lukas Podolski pomoże zabrzanom golem lub asystą? Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
NA KOLEJKĘ ZAPRASZA ADAM KOMPAŁA
Początek sezonu ekstraklasy pana zaskoczył?
– Na pewno pierwsza kolejka. Drużyny, które uchodzą za faworytów, dostały lanie – i to spore. Jagiellonia, Lech, Pogoń... Duże niespodzianki. A czy sezon zaskakuje? To dopiero początek, jeszcze się rozpędza. Faworyci do zdobycia tytułu mistrzowskiego, w tym Legia, która miała mecz przełożony, będą się rozkręcać w miarę trwania rozgrywek.
Ekstraklasa pnie się w rankingu UEFA, będzie więcej miejsc w pucharach. Czy pan, śledząc rozgrywki przez lata, dostrzega, że faktycznie poziom idzie w górę i gonimy Europę?
– Może troszkę wyhamujmy. Najlepsze, topowe drużyny są poza naszym zasięgiem, ale powolutku, powolutku... Trochę mnie martwi, że gra u nas dużo obcokrajowców, niekoniecznie z jakością, lecz w tych mocniejszych finansowo klubach faktycznie coraz lepiej to wygląda.
Co do obcokrajowców, można też wskazać, że topowe kluby także się na nich opierają, a żeby mieć samych Polaków na odpowiednim poziomie i żeby ich opłacić – to wcale nie jest takie łatwe.
– Jestem może trochę stereotypowy, ale uważam, że zamiast kupić 10 obcokrajowców, to lepiej kupić trzech, ale dobrych. Trzeba iść w jakość. Wiadomo, że w ligach zagranicznych również występują piłkarze z innych krajów, lecz tam jest inna kasa i inny przelicznik. Powiem na przykładzie Górnika, któremu najbardziej kibicuję i najmocniej się interesuję. Niekiedy ilość nie przechodzi w jakość. Nie wszystkie transfery są trafione, chociaż wiadomo, że w naszej ekstraklasie jest kilka perełek. Ale jest też kilku takich, że Polacy byliby od nich lepsi.
Przywołał pan temat Górnika, więc chciałem zapytać pana jako byłego króla strzelców. Czy widzi pan w Zabrzu kandydata na kolejnego górniczego króla? Latem przyszli Grek Theodoros Tsirigotis czy Brazylijczyk Gabriel Barbosa...
– Sezon dopiero się rozpoczął. Trener Michal Gasparik jest w klubie od miesiąca, a zawodnicy też potrzebują czasu. Nie ma tam napastnika, który byłby w zespole dłużej – no oprócz „Poldiego”, ale wiadomo, że teraz on już bardziej podaje niż strzela. Poczekajmy. Widziałem Greka i mam nadzieję, że odpali, natomiast na kontuzjowanego Barbosę musimy jeszcze poczekać. No i jest jeszcze oczywiście Luka Zahović, ale on też będzie długo poza grą.
Górnik jedzie w tej kolejce na hit weekendu do Poznania. Czego możemy się spodziewać?
– Niespodzianki (śmiech). Oglądałem mecze Lecha i w pucharach, i w lidze. Myślę, że jego najsłabszą formacją jest obecnie defensywa. Z całym szacunkiem dla jego zawodników, mistrzów Polski, ale oni biegają, jakby mieli plecaki z kamieniami na plecach. Przy szybkich skrzydłowych Górnika mogą mieć problem.
Z czego może wynikać, że Lech dość powoli się rozpędza, skoro nie było tam wielkich roszad? Trzeba wręcz mówić o wzmocnieniu, bo transfer Roberta Gumnego jak na warunki ekstraklasy jest na papierze znakomity.
– Trzeba by pytać trenerów, jak pracowali z zespołem, bo być może robili tak, by forma rosła w miarę upływu sezonu. Wiadomo, że Lech gra w pucharach, marzy o tym, aby załapać się do Ligi Mistrzów i myślę, że o to chodzi. Żeby szczyt dyspozycji osiągnąć na najważniejsze mecze.
Dzisiaj do beniaminka z Płocka jedzie Piast Gliwice. Rywal w formie, kontynuuję świetną pracę z I ligi. Gliwiczanie – znak zapytania. Jak pan widzi ten mecz?
– Wisła gra bardzo fajną piłkę. Śledziłem ją już w tamtej rundzie, w I lidze. O Piaście trudno coś powiedzieć. Grał do tej pory tylko z Górnikiem – derby, dużo walki, specyficzne spotkanie. Zaszło też wiele zmian, zmienił się trener, kadra... Ciężko się jednak gra przeciwko drużynie z Gliwic. To doświadczony i zorganizowany zespół, z Jakubem Czerwińskim, Patrykiem Dziczkiem, Jorge Felixem. Trzon został utrzymany. To nie będzie łatwy mecz dla Wisły i stać Piasta na wywiezienie korzystnego rezultatu.
Pojawiła się informacja, że w kolejny mecz Piasta, z Lechem, zostanie przełożony przez europejskie puchary. W efekcie po 4 kolejkach gliwiczanie będą mieli za sobą tylko dwa spotkania, bo wcześniej przełożono też ich starcie z Legią. Czy to może stanowić jakiś problem?
– Uważam, że to niekomfortowa sytuacja dla sztabu Piasta. Tu grają, tu nie grają... W tym okresie ciężko znaleźć nawet sparingpartnera. Sztab ma problem, a ja sądzę, że to przekładanie meczów jest na wyrost. Nie przesadzajmy. Jeśli mamy równać do Europy, tak jak pan wspomniał, to po cholerę to przekładać? Po to mamy najsilniejsze kluby, żeby miały taką kadrę, by mogły sobie poradzić i tu, i tu. W Polsce jednak tak to wygląda, że jak grają w pucharach, to nie radzą sobie w lidze. Słyszałem zresztą, że Górnik także miał mieć przełożony ten mecz z Lechem, ale na szczęście poznaniacy w pierwszym spotkaniu pokonali Breidablik 7:1 i wymyślili sobie, że odwołają Piasta.
Kończąc górnośląskie wątki, chciałem zapytać jeszcze o mecz Widzew – GKS Katowice.
– Widzew będzie faworytem. Tak napompował balonik, że musi dźwigać ten ciężar, ale na razie szału tam nie ma. GieKSa jeszcze nie gra takiej piłki, jak w zeszłym sezonie, ale jest poukładana przez trenera Rafała Góraka i również może sprawdzić niespodziankę. Widzew się nakręca, będzie komplet, tym bardziej na mecz z GKS-em – wiadomo, jakie są układy kibicowskie. Ja jednak kibicuję wszystkim śląskim drużynom, chociaż oczywiście najbardziej Górnikowi (śmiech). Taka solidarność. Myślę jednak, że GieKSa może utrzeć nosa Widzewowi, żeby powietrze z tego balonika trochę spuścić.
Rozmawiał Piotr Tubacki
