Spełnienie marzeń
Rozmowa z Danielem Popielą, siatkarzem Norwida Częstochowa oraz reprezentantem Polski na XXXII Letniej Uniwersjadzie w Niemczech
Daniel Popiela zrobił ostatnio ogromny krok naprzód w rozwoju swojej kariery. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
Najpierw powołanie do szerokiej kadry przez Nikolę Grbicia, teraz gra w reprezentacji Polski w Letniej Uniwersjadzie w Berlinie. Pańska kariera nabrała tempa…
- Gra w biało-czerwonych barwach jest spełnieniem marzeń każdego siatkarza, sportowca i moich też. Jestem bardzo dumny, że udało mi się je spełnić.
Przed dwoma laty podczas poprzedniej uniwersjady w Chinach Polacy zdobyli srebro. Teraz też będzie finał?
- Nasz trener Dariusz Luks mówił nam, że trzeba brać wszystko powoli, małą łyżeczką, a nie chochlą. Trzeba po prostu skupić się na każdym, kolejnym meczu. Brzmi prosto i banalnie, ale taka jest prawda. Naszym celem jest zdobycie złotych krążków, czego nikt nie ukrywa. Musimy być jednak cały czas skoncentrowani, aby krok po kroku zmierzać do głównego celu.
Po treningach w Spale czuje się pan lepszym siatkarzem?
- Było świetnie! Piękne przeżycie, wspaniała atmosfera, naprawdę dobre treningi. Czego chcieć więcej? To była siatkówka na najwyższym, światowym poziomie, o czym przekonałem się na własnej skórze. Marzyłem o tym od dawna i sen się wreszcie spełnił. Jak wspomniałem wcześniej, rozpiera mnie z tego powodu duma. Podczas treningów wiele się nauczyłem od chłopaków, którzy mają więcej rozegranych meczów w drużynie narodowej i zdobytych trofeów. Od takich ludzi warto brać lekcje. Czas spędzony w Spale pokazał, że mogę rywalizować z najlepszymi na równym poziomie. Dał mi sporo pewności siebie.
A jak pan ocenia trenera Grbicia?
- Muszę przyznać, że akurat z trenerem Grbiciem na zgrupowaniu w Spale się minęliśmy. Kiedy ja przyjechałem, szkoleniowiec wraz z kadrą wyjeżdżał właśnie do Stanów Zjednoczonych na turniej Ligi Narodów. Trenowałem jednak z grupą chłopaków, którzy grają obecnie w Gdańsku w Lidze Narodów i pojadą na tegoroczne mistrzostwa świata. Ćwiczenia przeprowadzane były pod okiem innego świetnego trenera, Macieja Kołodziejczyka, który wiele nas nauczył. Mnie podpowiedział bardzo dużo w kwestiach siatkarskich.
W kadrze w rym roku zadebiutowali m.in. Jakub Nowak, Kewin Sasak, Aleksiej Nasewicz, Maksymilian Graniczny czy Jordan Zaleszczyk. Panu zagrać jednak nie dane było. Jest pan rozczarowany?
- Trudno powiedzieć, aczkolwiek niedosyt był wówczas, gdy nie otrzymałem powołania do reprezentacji od razu. Tego nie ukrywał chyba żaden z debiutantów, którzy tak samo jak ja, powołani zostali później. Tak czy owak, miłym ukłonem w kierunku m.in. moim było zaproszenie na ostatnie zgrupowanie w Spale. Cieszyłem się, że otrzymałem możliwość treningów z najlepszymi. Chciałem tę szansę wykorzystać i pokazać się z jak najlepszej strony, by w przyszłych latach trenerzy o mnie pamiętali.
W ostatnim sezonie ligowym zajęliście 8. miejsce. Patrząc na zmiany w kadrze, możecie zrobić kolejny krok do przodu?
- Z roku na rok Norwid robi krok naprzód i tak powinno być w nadchodzącym sezonie, ale nikt nie wie jak duży on będzie. Czasami jest tak, że aby zrobić krok naprzód, trzeba się cofnąć trzy razy w tył. Myślę, że nabraliśmy odpowiednio dużego rozpędu i będziemy starali się zajmować coraz wyższe lokaty. Nie ma co już teraz pompować balonika i mówić, że skończymy sezon w czwórce bądź z medalem. Na choćby wstępne oceny przyjdzie czas wraz z rozpoczęciem sezonu. Wtedy będzie można ewentualnie myśleć, na którym miejscu się znajdziemy.
Ostatnio Norwida opuścił, mimo podpisanego kontraktu, młody rozgrywający Amir Tizi-Oualou, bo dostał propozycję z Modeny. Czy ten ruch wpłynął na atmosferę w zespole?
- Zdecydowanie nie. Tak samo jak przed rokiem na atmosferę w zespole nie wpłynęła sytuacja z trenerem Igorem Kolakoviciem. Nie poznaliśmy się osobiście, nie mieliśmy wspólnych treningów, więc ten ruch, o którym mowa, w żaden sposób nie wpłynie na to, jak drużyna będzie funkcjonować. Po prostu, teraz trzeba będzie znaleźć zastępstwo za siatkarza z Francji i tyle.
Czy mieliście już spotkanie z nowym prezesem Łukaszem Żygadło?
- Takiego spotkania jeszcze nie mieliśmy. Były tylko rozmowy indywidualne, w których każdy mógł zamienić parę słów z prezesem. Podejrzewam, że do grupowego spotkania dojdzie bliżej startu sezonu w PlusLidze. Część z nas skupia się na rozgrywkach kadrowych, a inni odpoczywają. Regeneracja jest ważna, aby jak najlepiej przygotować się do rozgrywek.
Przed wami debiut w europejskich pucharach, konkretnie w Pucharze Challenge. Dla pana również będzie to nowość i pewnie kolejne mocne przeżycie…
- Oczywiście! Bardzo ucieszyłem się na wieść o tym, że będziemy grać w europejskich pucharach. To kolejny bodziec do kontynuowania ciężkiej, skutecznej pracy i jednocześnie następne przyjemne przeżycie. Fajnie będzie, jeśli zdołamy jak najwięcej ugrać w Pucharze Challenge, utrzeć komuś nosa i pokazać się z jak najlepszej strony. Takie kwestie z pewnością podnoszą klubowi rangę i prestiż, zresztą nam, zawodnikom też. Miejmy nadzieję, że Norwid będzie coraz bardziej znany nie tylko na arenie krajowej, ale także europejskiej.
Rozmawiał Norbert Giżyński