Sport

Spakował się i pojechał

KOMENTARZ „SPORTU” - Kacper Janoszka

Powiedzenie „a nie mówiłem?!” często odbierane jest w sposób negatywny. W końcu ten, który wypowiada te słowa, chce się popisać, bo przewidział przyszłość. Mówił o czymś lata temu, wszyscy o tym zapomnieli, ale gdy jego słowa znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości, chodzi dumny jak paw, ciesząc się ze swoich zdolności jasnowidzenia. Ja dumny nie jestem, bo scenariusz, który wymyśliłem zaledwie dwa tygodnie temu, wymyśliłby zapewne każdy, kto obserwuje żużlową rzeczywistość w Rybniku. Mimo wszystko napiszę: A NIE MÓWIŁEM?!

Po meczu ROW-u Rybnik z Falubazem Zielona Góra, 6 czerwca na torze przy Gliwickiej, napisałem, że najprostszym rozwiązaniem problemów Rekinów byłoby odsunięcie od składu konfliktowego i rozsiewającego wokół siebie toksyny Nickiego Pedersena. Podkreśliłem jednak, że taki zabieg musiałby być mocno przemyślany. Trener ROW-u Piotr Żyto musiałby się poważnie zastanowić, czy jego drużynę stać na to, żeby stracić doświadczonego Duńczyka, bo jeżeli raz odsunąłby go od składu, konsekwencje byłyby nieodwracalne. „Żyto, odsuwając Pedersena od składu, straciłby go na zawsze. Znając charakter Duńczyka, ten po prostu by się obraził. W końcu to WIELKI Nicki Pedersen i nikt, nawet trener zespołu, nie będzie go w taki sposób upokarzał” – napisałem. Nie sądziłem jednak, że scenariusz, w którym zawodnik się obraża, spełni się już w następnej kolejce.

Trener Żyto nie zdecydował się na radykalny ruch. Dał Pedersenowi szansę w meczu ze Spartą Wrocław. Problem polegał na tym, że Duńczyk ani wpływem na atmosferę w drużynie, ani wynikami na torze, nie dał argumentów do tego, żeby szkoleniowiec bezkrytycznie na nim polegał. W pierwszym biegu we Wrocławiu zdobył punkt, a w drugim i trzecim dojechał do mety na ostatnim miejscu. Trener, chcąc ratować wynik (po trzecim starcie Pedersena było już 38:16 dla Sparty!), zdecydował się na rezerwę taktyczną i za Pedersena pojechał skonfliktowany z nim Rohan Tungate. „Pałka się przegła” – pomyślał, jak Ferdynand z serialu Świat Według Kiepskich, Nicki Pedersen, więc przebrał się w cywilne ciuchy, spakował rzeczy do torby i obrażony opuścił park maszyn jeszcze przed biegami nominowanymi, pokazując, że w nosie ma to, jak poradzi sobie jego drużyna. W sportowym świecie Nickiego Pedersena liczy się tylko… Nicki Pedersen. Wysłał jasny sygnał. Nikt go w tym klubie zmieniać nie będzie!

Czy jakiegokolwiek innego zachowania Pedersena mogliśmy się spodziewać? Nie. To było jasne jak słońce, że ego Duńczyka jest ogromne. W jego świecie jest zawodnikiem, który prestiżem przerasta klub, w którym został zatrudniony. Nigdy nie zrozumie tego, że ktokolwiek może podważać jego umiejętności. Tymczasem przesłanki do tego, żeby go zmienić w trakcie meczu ze Spartą, były obiektywne. Trenerowi trudno byłoby wytłumaczyć stawianie z uporem maniaka na faceta, który po trzech biegach zdobył punkt, gdy może przeprowadzić rezerwę taktyczną, wprowadzając lepiej punktującego zawodnika. Tego Pedersenowi nikt nie będzie w stanie wytłumaczyć.

Co teraz? Skoro przepowiednia o obrażającym się Duńczyku się sprawdziła, teoretycznie mogłyby się też potwierdzić słowa o „straceniu go na zawsze”. Pozostawiam więc otwarte dwa pytania:

1. Czy Pedersen wróci do składu, czy obrazi się na amen i zostanie do końca rozgrywek zastąpiony przez Chrisa Holdera, który w tym sezonie radzi sobie – delikatnie sprawę ujmując – mizernie?

2. Czy ewentualna absencja Pedersena sprawi, że wyniki ROW-u będą jeszcze gorsze, czy może zawodnicy, którzy musieli w zgniłej atmosferze przebywać z Duńczykiem w parku maszyn, zostaną odciążeni i zaczną sobie radzić lepiej?

Nicki Pedersen generuje problemy w ROW-ie Rybnik. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus