Sport

Sousa! Co? Ty mistrzu!

BEZ ROZGRZEWKI - Andrzej Grygierczyk

Gala Ekstraklasy to sympatyczne zwieńczenie całosezonowych zmagań, a czekanie na nią związane jest również z tym, że zaspokojona zostaje ciekawość, kto z tego bractwa – i zdaniem tego bractwa – najbardziej zasłużył na docenienie. Przez samo środowisko, co ma chyba wartość najwyższą.

Zestawienie wyróżnionych zamieściliśmy w swoim czasie, ale odczuwam pokusę zatrzymania się nad jedną tylko postacią, a mianowicie Portugalczyka Afonso Sousy, uhonorowanego mianem „Pomocnika Sezonu” (dla formalności: miano Gracza Sezonu, a i Napastnika Sezonu, przypadło Grekowi Efthymiosowi Koulourisowi z Pogoni Szczecin, który strzelił w meczach ligowych 28 bramek). Trudno z nominacją i nagrodą dla Sousy w jakikolwiek sposób dyskutować czy wręcz polemizować. Był w Lechu Poznań, a i w całej ekstraklasie, postacią wyjątkową i trudno sobie wyobrazić, że jego klub mógłby skutecznie walczyć o mistrzostwo Polski bez jego wkładu.

Ale właśnie dlatego, że był w minionym sezonie postacią wyrastającą w naszej lidze ponad inne, powiadają, że Kolejorz nie będzie w stanie go zatrzymać. Bo zawodnik z takim pojęciem o kierowaniu grą sprawdzi się również w lepszym klubie i w lepszej lidze. Nikt w Poznaniu nie będzie więc dyskutować, jeśli na stół ktoś położy 5-8-10 milionów euro, tym bardziej że kontrakt Afonso kończy się w czerwcu 2026 roku i wtedy będzie mógł odejść za darmo. A ma dopiero 25 lat.

W tym momencie warto trochę powspominać. Sousa przyszedł do Lecha przed sezonem 2022/23. Miał 22 lata, opinię młodego zdolnego i... obciążenie w postaci nazwiska swojego rodaka, selekcjonera kadry Polski – Paulo Sousy, który pełnił ją w 2021 roku, po czym zdezerterował na rzecz pracy w Brazylii; potem okazało się, że ten epizod był jeszcze krótszy aniżeli z reprezentacją Polski. W każdym razie Paulo Sousa stał się w naszym kraju synonimem braku rzetelności, niedotrzymywania słowa, na swój sposób i tchórzostwa. Fakt, nie jest łatwo być trenerem reprezentacji Polski (ze względu na nasze cechy narodowe?), ale przecież nigdzie tego typu robota nie jest łatwa.

No więc noś to samo nazwisko i konfrontuj się z nieciekawą schedą imiennika! Na to właśnie – w Poznaniu i w całej Polsce – wpakował się Afonso. I jeszcze na wyjątkowo słaby początek sezonu w wykonaniu Lecha: porażka u siebie ze Stalą Mielec, remis na wyjeździe z Miedzią Legnica, porażka u siebie z Wisłą Płock, remis na wyjeździe z Zagłębiem Lubin, porażka u siebie ze Śląskiem Wrocław. Odbicie nastąpiło w 6. kolejce – po wyjazdowym zwycięstwie nad Lechią Gdańsk. Ostatecznie cały sezon Lech zakończył na 3. miejscu, za Rakowem i Legią.

Biedny Afonso musiał się wtedy nasłuchać, w Poznaniu zwłaszcza. „Sousa! Co! Ty...”. Nie kończę, bo się nie godzi, bo wstyd za takie zachowania, bo na to nie zasłużył. Fakt, początek miał w Polsce trudny, widać, że aklimatyzacja w jego przypadku musiała trwać relatywnie długo, ale z drugiej strony cała drużyna Lecha grała wówczas tak sobie – najdelikatniej rzecz ujmując – więc szukanie kozła ofiarnego było pójściem na myślową łatwiznę. Dobrze, że Afonso najprawdopodobniej niewiele rozumiał z tego, co wrzeszczano na trybunach, ale też trudno nie mieć w pamięci jego przesmutnej miny po nieudanych zagraniach lub kiedy schodził z boiska przed upływem regulaminowego czasu gry ze świadomością, że „znowu mi nie wyszło”.

W sumie jest to opowieść złożona z kilku wątków. I takiego o walorach cierpliwości, i takiego o mądrości sztabu, który pomaga – również dobrym słowem – w wejściu w nowe, całkiem obce środowisko i w nowe piłkarskie wymagania. Ale i takiego o dobrym wychowaniu z elementami taktu, wyrozumiałości, zwyczajnej świadomości, że „nowy musi dostać czas”.

W Poznaniu niestety przez pewien okres mieliśmy do czynienia z erupcją chamstwa, zwyczajnej głupoty, kompletnego braku znajomości sportu, nie mówiąc już o psychologicznym elementarzu. Jak się czują dzisiaj ci, którzy witali Afonso tak, jak witali, i którzy jego postawę kwitowali tak, jak kwitowali? Nie głupio im?