Słonie nie dadzą się wypchnąć?
Bruk-Bet Termalica Nieciecza po trzech latach przerwy znów przygotowuje się do sezonu w ekstraklasie.
Słonie, czyli symbol beniaminka, pod stadionem w Niecieczy. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus
Dotychczas prywatny klub z malutkiej małopolskiej osady próbował mieszać na najwyższym szczeblu dwukrotnie. Nie udało się, ale właściciele nie zamierzali i nie zamierzają się poddawać. Państwo Witkowscy postawili tym razem na trenera Marcina Brosza, który wraz ze sztabem zrealizował już dwa zadania. Pierwsze - uchronił klub przed spadkiem z zaplecza, bo taki przez chwilę groził. Drugie - awansował do ekstraklasy. Znowu się udało, choć stwierdzenie "udało" nie polega tym razem na prawdzie i może być uznane za zwyczajnie krzywdzące. Awans był bowiem efektem starannie przemyślanej i konsekwentnie realizowanej pracy zgranej grupy trenersko-piłkarskiej.
To się da zrobić
Teraz przed Marcinem Broszem i spółką zadanie trzecie: utrzymać beniaminka w ekstraklasie. Że to się da zrobić i w dodatku w zupełnie dobrym, zadowalającym kibiców stylu udowodnił w zeszłym sezonie Rafał Górak z GKS-em Katowice. Najlepsze miejsce, jakie udało się dotąd osiągnąć Niecieczy w ekstraklasie, to ósme - za pierwszym podejściem, w sezonie 2016/17. Wtedy jeszcze ekstraklasa dzieliła się na absurdalne według mnie grupy - mistrzowską i spadkową. W drugim sezonie bytności w ekstraklasie udało się awansować właśnie do tej pierwszej i wiosną mieć spokój. Dziś z pewnością powtórzenie tej lokaty byłoby powodem do dumy dla całego środowiska związanego z niecieczańskim klubem. To się da zrobić!
Czas szybko płynie - możni sponsorzy zajmują się nim już dwie dekady, w sezonie 2004/05 przybrał nazwę LKS Bruk-Bet, potem miejsce miały przeróżne kombinacje i wariacje, w których uczestniczył/uczestniczy jeszcze człon "Termalica".
Z klubu odeszło kilku piłkarzy, którzy byli ważnymi ogniwami. Do Motoru Lublin odszedł za darmo Kacper Karasek, to, zauważmy, jedyny piłkarz, który przenosi się do innego klubu ekstraklasy. Doświadczony austriacki obrońca Lukas Spendlhofer wraca do ojczyzny, przenosiny - też za darmo - odbyły się do TSV Hartberg. Kontrakty wygasły - i nie zostały przedłużone - dwóm Ukraińcom, Tarasowi Zawijśkemu i Andrijowi Dombrowśkyjemu, oraz Jakubowi Nowakowskiemu. Zakończyło się także wypożyczenie Wiktora Matyjewicza.
Argentyński błysk
Klub zdecydował się na razie jedynie na trzy wzmocnienia, ale - trzeba przyznać - ciekawe. Pierwsze to Rafał Kurzawa, piłkarz z czarodziejską wręcz umiejętnością podawania na milimetr, nie każdy piłkarz może pochwalić się, że ma wbudowany cyrkiel w nogę, Kurzawa akurat może. Malkontenci stwierdzą, że piłkarz ostatnio nie pokazał nic nadzwyczajnego w Pogoni Szczecin, dorzucą, że ma już przecież 32 lata. Optymiści zauważą jednak, że idzie pod skrzydła Marcina Brosza, który posiada przecież cenną umiejętność odbudowywania piłkarzy. W dodatku znają się dobrze, Kurzawa przecież właśnie za Brosza robił furorę w Górniku, gdzie w sezonie 2017/18 był wręcz królem asyst, zaliczył ich wtedy aż szesnaście.
Kurzawa może być centralnym punktem drugiej linii, centralnym punktem defensywy będzie - jeśli nie zdarzy się nic nieprzewidywanego - 30-letni argentyński stoper Lucas Masoero, który dla Kluż z ligi rumuńskiej wbił w zeszłym sezonie sześć goli. W Europie gra już od siedmiu lat. Po prawej stronie będzie miał... rumuńskiego obrońcę, 26-letniego Radu Boboca, z którym grał w Kluż. Wpisuje się to w działanie sztabu. Trenerzy starają się, żeby zawodnik z danego kraju miał w drużynie towarzysza, który jeśli nie jest krajanem, to przynajmniej zna jego ojczysty język. Na papierze wygląda to dobrze. A jak w rzeczywistości - wkrótce się przekonamy.
Paweł Czado