Skuteczna kontra lidera
Ben O'Connor pierwszy wspiął się na Col de la Loze. Jako drugi na tę alpejską przełęcz dotarł Tadej Pogačar, który znowu wyprzedził Jonasa Vingegaarda i po czwartkowym królewskim etapie umocnił się na prowadzeniu.
Australijczyka wspierał także diabeł, który od dekad towarzyszy kolarzom. Fot. PAP / EPA
TOUR DE FRANCE
Start w miejscowości Vif (292 m n.p.m.), a potem przez ponad 170 kilometrów już tylko w górę (częściej) i w dół. Na trasie wspinaczki na trzy alpejskie przełęcze, które organizatorzy oznaczyli jako premie górskie poza kategorią (HC): Col du Glandon (1916 m, 21,7 km podjazdu o średnim nachyleniu 5,1 proc.), potem Col de la Madeleine (1986 m, 19,3 km z 7,8 proc.) i na koniec ta najtrudniejsza na Col de la Loze (2298 m, 26,5 km z 6,4 proc.) – dach wyścigu, czyli najwyżej położone miejsce na trasie tegorocznej Wielkiej Pętli. W sumie dokładnie aż 5642 metry przewyższenia, czyli prawdziwie królewski etap!
Tadej Pogačar (UAE Team Emirates-XRG) wiedział, co go czeka. – Kolarze grupy Visma-Lease a Bike z pewnością dadzą z siebie wszystko. Podkręcą tempo na pierwszym lub drugim podjeździe, a szczególnie podczas finałowej wspinaczki – przewidywał Słoweniec. Lider nie obawiał się jednak ataków swojego najgroźniejszego rywala, Jonasa Vingegaarda, który jest w życiowej dyspozycji. – Będę na to wszystko gotowy. To kluczowy etap. Mam nadzieję, że uda mi się go pokonać w dobrej formie i zrewanżować się za to, co stało się tu dwa lata temu. Naprawdę nie mogę się tego doczekać – podkreślał.
A co takiego stało się na Col de la Loze w 2023 roku? Duńczyk ze swoimi kompanami wykończył wtedy Słoweńca, który stracił do niego aż pięć i pół minuty i pożegnał się z szansami na wygranie całego wyścigu. Vingegaard przypieczętował wówczas swój drugi triumf w Wielkiej Pętli, a Pogačar przeżył chyba najgorszy dzień w zawodowej karierze. – Już mnie nie ma. Jestem martwy – przyznał przez radio, bez skutku próbując gonić rywala. Te słowa przeszły do historii.
Teraz jednak koledzy Vingegaarda nie spisali się już tak dobrze, a i sam Pogačar po raz kolejny pokazał moc. Duńczyk zaatakował już na przedostatnim podjeździe, ponad 70 km przed metą, ale Słoweniec bez trudu się przy nim utrzymał. Szybko dojechali do czołówki i wkrótce tempo... drastycznie spadło. Skorzystał na tym Ben O'Connor (Jayco AlUla), który ruszył do przodu. Tyczkowaty Australijczyk doskonale radzi sobie w górach, co udowodnił choćby podczas ostatniej Vuelty, gdzie zajął drugie miejsce. Tu jednak ani lider, ani wicelider go nie gonili, bo im nie zagrażał. – Wiedziałem, że Tadej i Jonas będą się pilnować, więc trzeba było działać. W pewnym momencie zmieniłem tryb na jazdę indywidualną na czas pod górę i to dało efekt – cieszył się O'Connor, dla którego było to drugie etapowe zwycięstwo w Wielkiej Pętli. Dzięki niemu awansował na 10. miejsce w klasyfikacji generalnej.
Niecałe dwie minuty za Australijczykiem na szczyt dotarli dwaj wielcy tego wyścigu. I choć Vingegaard znowu próbował odjechać Pogačarowi, to ten – jak zwykle podczas tegorocznej edycji – udanie go skontrował. – Zespół wykonał dla mnie świetną pracę, co daje mi ogromną motywację – robił dobrą minę do złej gry Duńczyk. – Tadej zyskał kilka sekund, ale Tour jeszcze się nie skończył – zaznaczył.
W piątek odbędzie się chyba ostatni odcinek, na którym Vingegaard będzie mógł zrobić atak po żółtą koszulkę i przy okazji liczyć, że Pogačar w końcu będzie miał zły dzień – krótko (niecałe 130 km), ale treściwie po Alpach, z Albertville do stacji narciarskiej, a więc pod górę, La Plagne. Emocje gwarantowane!
Wyniki 18. etapu, Vif – Courchevel (171,5 km):
1. Ben O'Connor (Australia, Jayco AlUla) 5:03.472. Tadej Pogačar (Słowenia, UAE Team Emirates-XRG) strata 1.45
3. Jonas Vingegaard (Dania/Visma-Lease a Bike) 1.54
4. Oscar Onley (W. Brytania, Picnic PostNL) 1.58
5. Einer Rubio (Kolumbia, Movistar) 2.00
6. Felix Gall (Austria, AG2R La Mondiale) 2.25... 135. Kamil Gradek (Bahrain-Victorious) 42.31
Klasyfikacja generalna:
1. Pogačar 66:55.422. Vingegaard 4.26
3. Florian Lipowitz (Niemcy, Red Bull-BORA-hansgrohe) 11.01
4. Onley 11.23
5. Primoż Roglič (Słowenia, Red Bull-BORA-hansgrohe) 12.49
6. Gall 15.36... 155. Gradek 4:51.50
Czech bohaterem
Šimon Vaniček wygrał w Grodzisku Mazowieckim drugi etap wyścigu Dookoła Mazowsza i przejął koszulkę lidera. Kolarz grupy ATT Investments nie tylko triumfował na mecie, ale wygrał także dwie lotne premie, co dało mu łącznie 16 sekund bonifikat i awans na pierwsze miejsce. W sprincie z peletonu Czech wyprzedził dwóch Holendrów – Roya Hoogendoorna (Metes-Solarwatt) i Larsa Rouffaera (Diftar). Najlepszy z Polaków, Norbert Banaszek (ATT Investments), finiszował na piątym miejscu.
Grzegorz Kaczmarzyk