Sport

Skok na płytką wodę

Jerzy Dudek po imponującej karierze zawodowego sportowca realizuje się jako golfista amator. Niedawno w niecodziennych okolicznościach zwyciężył w klasyfikacji krajowej XXIII Mistrzostw Polski Seniorów.

Jurek Dudek i jego skok. To prawdopodobnie sportowe zdjęcie roku. Fot. Mirek Mróz/Polski Związek Golfa

Tradycją niektórych turniejów golfowych jest skok zwycięzcy do oczka wodnego, połyskującego przy ostatnim greenie. W kraju nad Wisłą nie było jeszcze takiej tradycji. Tę pustkę wypełnił bohater tej opowieści. Kończąc ostatni dołek był święcie przekonany, że wygrał. W widowiskowym stylu wskoczył więc do wody, by po chwili dowiedzieć się, że identyczny jak jego rezultat przyniosło jeszcze dwóch rywali. Musiał więc szybko ponownie wejść w tryb turniejowy i migiem zgłosić się do dogrywki. W Karolinka Golf Park w szranki o złoto stanęli: Jurek Dudek – już najlepszy Polak turnieju, Szwed Peter Astrom i Anglik Joe Smith. Do połowy finału to były bramkarz Liverpoolu i broniący tytułu Szwed Stefan Nilsson szli na żyletki. Ostatecznie w klasyfikacji międzynarodowej triumfował Szwed, drugi był Anglik, a trzeci Polak. W klasyfikacji krajowej złoto zawisło na szyi Dudka, srebro Tomasza Szoplika, a brąz Bogdana Bigusa – obaj z Lisiej Polany. Był to kolejny medal imprezy mistrzowskiej dla Jurka. W maju w Kraków Valley, gdzie jest kapitanem, przegrał na czwartym dodatkowym dołku finał Mistrzostw Polski Match Play Seniorów ze swoim kolegą - Mariuszem Czerkawskim.

Jesteś mistrzem Polski Seniorów. W klasyfikacji międzynarodowej ubiegł Cię Szwed i Anglik. To kolejny ważny tytuł w Twojej kolekcji.

- Tak naprawdę miałem na oku Polaków i to mi się udało. Skok do wody był celebracją tego mistrzostwa. Później, kiedy się przebierałem, dyrektor zawodów zakomunikował mi, że w kategorii open łącznie ze mną trzech zawodników ma ten sam rezultat i zwycięzca kategorii open musiał być wyłoniony w dogrywce. Szwed okazał się najlepszy, zaliczając para na pierwszym dołku. Drugie i trzecie miejsce zostało rozstrzygnięte na podstawie ostatniego dnia zawodów, gdzie Anglik uzyskał 75, a ja 77 uderzeń. To on został pierwszym wicemistrzem kategorii open.

Założyłem sobie, żeby pojechać do Karolinki i rywalizować z naszymi chłopakami, z którymi od lat się ścigam. No cóż, po tym skoku przyjmowałem już gratulacje, co było bardzo przyjemne. Mówiąc szczerze, dogrywka nie miała dla mnie już dużego znaczenia, bo było po tych wszystkich emocjach. Trochę to było dziwne, że nikt nie kontrolował tego wcześniej i nie powiedział mi po zakończonym dołku, że wynik w kategorii open jest jednakowy. Byłem przekonany, że wygrałem Mistrzostwa Polski Seniorów i że to wystarczyło. Oczywiście bardzo się cieszę. To duży sukces – były to moje pierwsze Mistrzostwa Polski Seniorów, tak że bardzo jestem zadowolony, że mogłem rywalizować z najlepszymi polskimi golfistami w tej kategorii i udało mi się pokonać wszystkich dominujących latami zawodników.

Ostatnio często gościsz w dogrywkach. Opisz, co działo się w decydujących momentach w Karolince.

- Tak się złożyło, że przez trzy dni konkurowałem z kapitanem drużyny szwedzkiej - Stefanem Nilssonem. To świetny zawodnik, chyba nawet faworyt tych mistrzostw. Do 15. dołka miał wszystko pod kontrolą. Ja zagrałem tam double’a, on zrobił para i wydawało się, że na tym turniej się skończył. Później powiedział mi, że dosyć nerwowo zagrał trzy bogeye z rzędu na 16, 17 i 18. Ja miałem tam 3 pary. Na 18. dołku mówił, że jesteśmy na równo i że kto zdobędzie birdie, ten wygra. Powiedziałem, że życzę mu, żeby zdobył to birdie, bo nie chcę, żeby przegrał bogeyem, albo żebym to ja wygrał przez jego słaby wynik. Tak niestety dla niego się stało - na koniec zagrał bogeya. Będąc drugim na greenie, miałem putta z czterech metrów, który chciałem tylko podtoczyć, zagwarantować sobie 4 i wygrać turniej. Taką miałem wtedy świadomość, a później okazało się, że byli jeszcze dwaj zawodnicy z identycznym wynikiem. Byłem skonfundowany i zmieszany tym, co się później stało. Przygotowałem się do kąpieli, do ceremonii i nagle okazało się, że muszę biec na dogrywkę. Przyznaję, że i tak byłem zadowolony. Jak prześledzi się Mistrzostwa Europy Seniorów to zwykle dominują Szwedzi, Walijczycy, Irlandczycy czy Anglicy. Właśnie te nacje są dominujące i myślę, że to one będą walczyć o mistrzostwo Europy. My będziemy starać się awansować do 1/16 finału, co wcześniej polskiemu zespołowi się nie udało. Będziemy tak budować ekipę, żeby stworzyć jak najlepszą atmosferę wśród zawodników, którzy będą czerpać radość z gry i postarają się awansować do szesnastki. Moim zdaniem jest to możliwe i to będzie nasz cel w Austrii we wrześniu.

W Twoim skoku, który widziałam na Facebooku, widać wprawę i radość. Kiedy wpadłeś na ten pomysł?

- Skok był moją celebracją mistrzostwa seniorów. Tak sobie to pomału kodowałem w głowie. Zdjęcie Mirka jest fenomenalne. Myślę, że to jest sportowe foto roku. To jest genialne ujęcie. Było w tym trochę szaleństwa, bo wiadomo, że jest to płytki staw. Jednak w młodości miałem kartę ratownika i wystarczy mi jakieś 30 centymetrów wody, żeby poradzić sobie ze skokiem na tzw. główkę, nie zanurzając jej w wodzie. Sam skok był rewelacyjny. Uwolnił emocje, które w golfie po prostu są. Trzeba je cały czas trzymać na wodzy i kto potrafi to kontrolować, temu łatwiej osiągnąć sukces.

Drążąc wątek dogrywek - poprzednio pojedynkowałeś się z Mario Czerkawskim w finale MP Match Play Seniorów. Jak porównałbyś obie sytuacje?

- Tak, poprzednie mistrzostwa, które niedawno odbyły się w Krakowie, też kończyły się dogrywką. Z Mariuszem zagraliśmy w niedzielę 22 dołki. Było naprawdę dużo emocji. On okazał się lepszy, trafiając birdie na czwartym dołku. Teraz zostałem mistrzem w stroke play po trzech dniach. Można więc powiedzieć, że przyszedł czas na sportowców, którzy zaczęli grać w golfa. Do tej pory w golfie rządzili raczej „cywile”. Teraz pomału to my - byli sportowcy zawodowi - przejmujemy pałeczkę i będziemy starać się być odpowiednią konkurencją dla naszych kolegów, z którymi na co dzień gramy w wielu turniejach. Myślę więc, że w kolejnych latach ta rywalizacja będzie wyglądać podobnie. Jest wielu utalentowanych zawodników, poświęcających dużo czasu na golfa i myślę, że ta czołówka w Polsce od lat się nie zmienia. Dołączyłem ja, bo jestem w kategorii +50 od dwóch lat. Dołączył też Mariusz, także na pewno przez kolejne lata będziemy bawić się golfem w tej stawce.

Gdybyś miał wybrać swoje największe sukcesy golfowe, co by to było?

- Dla mnie bardzo istotne były te pierwsze osiągnięcia, czyli klubowe wicemistrzostwo Polski, gdzie w półfinale pokonaliśmy słynną Toyę. Grał wtedy tam między innymi Adrian Meronk i młody Jasiu Szmidt Jr. To był naprawdę bardzo mocny zespół, przez lata zdobywający to trofeum. Reprezentowałem wtedy Warsaw Golf Links. Mieliśmy dość ciekawy skład, było dwóch byłych sportowców zawodowych, dwóch informatyków, dwóch biznesmenów i Alex Kleszcz, który miał ambicje bycia zawodowym golfistą. Jak czas pokazał, jemu się nie udało. Najbardziej udało się oczywiście Adrianowi. Do tej pory pamiętam, jak ograliśmy wtedy Toyę – to był nasz ogromny sukces. Później przegraliśmy finał z Sobieniami – wówczas młodym projektem golfowym. Tamto wicemistrzostwo to był jeden z tych największych sukcesów.

Oczywiście Mistrzostwo Polski Seniorów z Karolinki na pewno też jest wysoko na mojej liście. Dużą wartość mają też wszystkie turnieje trzydniowe pod egidą PZG, finał World Amateur Golfers Championship - lubię grać u Sławka Pińskiego i lubię wyjazdy na finały światowe. Te turnieje też od razu wpisuję do mojego kalendarza. Oczywiście mistrzostwa klubu, zarówno stroke play i match play zawsze dają mi naprawdę dużą satysfakcję. Kolejnymi ważnymi dla mnie zwycięstwami są Polonia Open w Amberze i pierwsza z dwóch zwycięskich Polonii w USA, w Trump National Doral Miami. To była mocna rywalizacja, gdzie udało się pokonać Mariusza i… młodego Antka Strzeleckiego, który był tam bardzo mocny. Emocjonalnie to były moje najlepsze turnieje. Nie można ich kategoryzować, który pierwszy, a który drugi, czy trzeci. Wszystkie miały swój ciężar gatunkowy i na pewno zawsze będę je pamiętać. To jest długa rywalizacja, nie można się mylić, trzeba popełnić jak najmniej błędów. Reasumując, najlepiej wspominam cztery imprezy, Polonię na Amberze, Polonię w Miami, Mistrzostwa Polski Seniorów i Klubowe Wicemistrzostwo Polski.

Jakie masz najbliższe plany golfowe?

- Nie mam ich jeszcze sprecyzowanych, bo właśnie zaczynają się wakacje. Na pewno od 16 lipca będą to Klubowe Mistrzostwa Polski w Sobieniach. Jako kapitan Kraków Valley będę montować zespół, który mam nadzieję awansuje do najlepszej ósemki, może przy odrobinie szczęścia nawet do TOP 4. Później będą Mistrzostwa Europy Seniorów w austriackim Diamond Country Club, gdzie byłem dwukrotnie zaproszony jako gość do pro-amu turnieju European Tour. Dwa razy grałem tam z Angelem Jimenezem, więc znam to pole. Alex Kleszcz był tam menedżerem od marketingu i miałem okazję kilka razy testować to bardzo wymagające pole. To są moje plany na najbliższe dwa miesiące, a 1 lipca zagram w Pro-Amie Gradi Polish Open.


Naręcze medali

Wśród seniorek najlepsza okazała się Iza Stańczak z First Warsaw, druga była Rhea Wiatr – Legia Golf, a trzecia Elżbieta Wolschendorf-Łazowska z Mazury Golf. Prowadzona była też klasyfikacja klubowa seniorek w formacie stroke play, gdzie najlepsze okazały się seniorki z Gradi GC, przed ekipą z Mazur i Podkarpackim KG. Najlepszym master seniorem został Andrzej Bagiński - Sierra, a master seniorką Maria Dudzik - Śląski KG. 23. Mistrzostwa Polski Mid-Amatorów, a więc graczy w wieku 26-50, zdominował 27-letni reprezentant gospodarzy Jakub Matuszek. Drugie miejsce z 10 uderzeniami więcej, wywalczył Słowak David Galovic, a trzeci był Ernest Młynarski z Kraków Valley. Najlepszą mid-amatorką została Julia Korus - Gliwicki KG. Srebro trafiło do Anny Zabłockiej-Wiercińskiej z Lisiej Polany, a brąz do Mirki Heinz, reprezentującej Mazury Golf.

Za rok kolejne emocje.

Kasia Nieciak

WYNIKI SENIORÓW

WYNIKI MID-AMATORÓW

Multimedalista z Karolinki. Fot. Mirek Mróz

Najlepsze seniorki. Fot. Mirek Mróz

Mocna dogrywkowa ekipa. Fot. Mirek Mróz