Sport

Silni jak pięść!

Jedna bramka więcej po 120 minutach gry i jeden mniej niewykorzystany rzut karny zadecydowały, że Orlen Wisła Płock drugi raz z rzędu została mistrzem Polski.

Abel Serdio (w środku) i jego koledzy robili wszystko, by zabrać do Płocka złote medale. Fot. Paweł Bejnarowicz / Press Focus

ORLEN SUPERLIGA MĘŻCZYZN

Płocczanie sięgnęli po dziewiąte złoto w historii klubu, pokonując po raz drugi w rywalizacji do dwóch wygranych meczów - decydowały rzuty karne - kielecką Industrię i to na jej terenie. Wznosząc w środowy wieczór mistrzowskie trofeum, nawiązali do najpiękniejszych lat swojego klubu, gdy w latach 2004-06 seryjnie sięgali po złote medale.

Kapitan nie dowierza

- Jeszcze do mnie nie dociera, co tutaj zrobiliśmy - mówił kapitan już mistrzów Polski, Michał Daszek. - Kielce mają wielu doświadczonych zawodników z charakterem, ale wierzyliśmy, że jesteśmy w stanie tutaj wygrać. Byliśmy silni jak pięść! Zagraliśmy jak jedna, wspaniała rodzina. A Miro (Alilović - dop. red.) to po prostu fenomenalny gość. Zawsze zachowuje zimną krew, drugi sezon pokazuje, że w obronie rzutów karnych nie ma sobie równych. Cieszymy się, że gra u nas. Na pewno będziemy hucznie świętować ten sukces - zapewnił zawodnik Orlen Wisły i reprezentacji Polski, a my od razu oddajmy głos wywołanemu do tablicy Chorwatowi. - Dziękuję za ciepłe słowa, ale ta wygrana to jest zasługa całej drużyny. To był mecz, o którym będzie się mówiło w Europie. Niewiarygodna historia, niewiarygodne zwycięstwo, cudowny moment i... nic innego nie potrafię już powiedzieć - cieszył się Mirko Alilović, skromny bohater zwycięzców, który w wojnie nerwów obronił trzy „siódemki”.

Triumf jak czekolada

Finałowe starcia krajowych tytanów - nie tylko to środowe, rozegrane w Hali Legionów, ale także pierwsze w Orlen Arenie - na długo zostaną w pamięci kibiców. To były niesamowite widowiska. Spektakle godne wielkiego finału. Pełne ognia, determinacji i sportowego piękna. Emocji, dramaturgii i walki nie brakowało od pierwszej do ostatniej minuty. Pokazały, że mamy w Polsce dwie drużyny, które są w stanie rywalizować z każdą europejską potęgą. - Gratuluję drużynie ogromnego sukcesu. Wygraliśmy z bardzo dobrym zespołem, na dodatek w jego hali, gdzie bardzo trudno się gra. Drugi raz z rzędu sięgnęliśmy po złoto i to jest niesamowite - mówił na gorąco hiszpański szkoleniowiec Orlen Wisły Xavier Sabate, który ze swymi podopiecznymi zamknął sezon z przytupem, przypieczętowując triumf nad wieloletnim rywalem. - To zwycięstwo smakuje wybornie i trzy razy lepiej niż Płocku - uśmiechał się rosyjski rozgrywający Dmitrij Żytnikow. - Było ciężko, ale tutaj nigdy nie jest łatwo. To był mój ostatni mecz w Wiśle, dlatego ten triumf smakuje jak czekolada! Nigdy go nie zapomnę i nigdy nie zapomnę też płockich kibiców - podkreślił „Dima”, który zyskał miano cichego bohatera pierwszego spotkania, zdobywając w trudnym momencie trzy bardzo ważne bramki.

Jednym radość, drugim smutek...

Kielczanie natomiast byli strasznie załamani, bo szansa na „dogrywkę” w Płocku i trzeci mecz o tytuł ulotniła się na niespełna minutę przed końcową syreną. To wtedy - po trafieniu Abela Serdio - goście objęli pierwsze prowadzenie w meczu (22:21), a wcześniej bez efektów gonili wynik. - Gratulacje dla zespołu z Płocka. W obu spotkaniach byliśmy bardzo blisko zwycięstwa. Ale taki jest sport. W przyszłym sezonie będziemy walczyli o odzyskanie tytułu - zapowiedział smutno trener Tałant Dujszebajew, lecz takie zdawkowe wypowiedzi nie powinny dziwić. Industria po wywalczeniu Pucharu Polski liczyła, że po rocznej przerwie odzyska mistrzostwo. Tymczasem zespół, który w latach 2012-23 zdobył 12 tytułów z rzędu, ponownie musiał zadowolić się „tylko” srebrem. Byłoby to jego 21. mistrzostwo, które zostałoby zdobyte w jubileuszowym, 60. sezonie, nieco ponad trzy miesiące przed 60. urodzinami!

„Olej” rozgoryczony

- Na niczym nam tak nie zależało, jak na mistrzostwie Polski. Niestety, nie udało się po nie sięgnąć. To nie był jednak pech czy fatum. Skoro płocczanie wygrali, to po prostu byli lepsi. Gratulacje dla nich. Grałem tutaj 10 lat. Mimo że nie pochodzę z Kielc, to czuję się kielczaninem. Kocham to miasto, kocham ten klub i tylko tytułu mi żal - żegnał się odchodzący do Vardaru Skopje bramkarz Miłosz Wałach, a jeszcze dosadniejszy był rozgrywający bardzo dobre zawody Michał Olejniczak. - Zmęczeniu towarzyszy wielkie rozczarowanie oraz rozgoryczenie, bo drugi mecz i tytuł przegraliśmy na własne życzenie - nie ukrywał „Olej”, dziwiąc się - zresztą jak wszyscy - jak można przegrać mecz, mając w bramce rozgrywającego „życiówkę” i broniącego już do przerwy z 63-procentową skutecznością, która w drugiej połowie tylko ciut spadła, Bekira Cordaliję. - W obronie harowaliśmy, mieliśmy z tyłu Bekira, fizycznie byliśmy przygotowani. Do emocji dołączył się mój układ nerwowy i to wszystko we mnie eksplodowało. Mamy o czym myśleć i o czym rozmawiać... - zakończył reprezentacyjny rozgrywający, którego starał się pocieszyć Alex Dujszebajew. - Walczyliśmy w obu spotkaniach i w obu niewiele zabrakło nam do zwycięstwa. Nie zwieszamy jednak głów. W przyszłym sezonie wrócimy mocniejsi - zapewnił, a nam pozostało na koniec wyrazić żal, że nie będzie trzeciego meczu, ponieważ dwa poprzednie kapitalnie się oglądało. Szkoda...

Zbigniew Cieńciała

CZY WIESZ, ŻE...

◼  W 1990 roku, czyli 35 lat temu, płocczanie po raz pierwszy w historii wywalczyli medal mistrzostw Polski. Stając na najniższym stopniu podium, ustąpili Pogoni Zabrze i Wybrzeżu Gdańsk.

◼  Pięć lat później, jako Petrochemia Płock, po raz pierwszy sięgnęli po złoto, wyprzedzając MKS Pałac Młodzieży Tarnów i Śląsk Wrocław.

◼  Od tamtej pory zawsze stawali na podium i najprawdopodobniej są jedyną polską drużyną, która po raz 36. zdobyła medal mistrzostw Polski. Od środy Nafciarze mają 9 złotych, 22 srebrne i 5 brązowych krążków.