Sport

Sezon pomyłek

Już na finiszu sezonu 2023/24 można było dojść do wniosku, że w Opolu idzie ku gorszemu.

Nietęgie miny po ostatnim gwizdku były częstym widokiem w ekipie Odry. Fot. Gleb Soboliev/PressFocus

Gdy drużyna przygotowywała się do walki w barażach o ekstraklasę, kierownictwo klubu ogłosiło, że żegna się z trenerem Adamem Noconiem. Jego następcą został Radosław Sobolewski, który w 10 meczach zdobył 8 punktów i po porażce 0:5 w Krakowie z Wisłą przestał pełnić tę funkcję.

Stadionowy manewr

Jego zastępca Jarosław Skrobacz do końca rundy jesiennej musiał się borykać z problemami kadrowymi, nie mając na finiszu ubiegłorocznej kampanii tylu zdrowych i gotowych do gry zawodników, żeby sformować zespół. Nic więc dziwnego, że zima w Opolu przebiegła pod hasłem „wzmacniamy zespół” i wiosną pod względem ilościowym Niebiesko-czerwoni wyglądali solidnie. Takim słowem można też określić wejście w tegoroczne rozgrywki, bo remis 2:2 w Niecieczy z liderem Bruk-Betem Termalicą napawał optymizmem. Prowadzący po pierwszej połowie 2:0 opolanie wracali nawet do domu z niedosytem, ale cieszyli się z udanego powrotu do drużyny Mateusza Czyżyckiego.

Zapomnieli nawet na chwilę o tym, że zostali pozbawieni atutu swojego boiska, bo działacze opolskiego klubu, czekając na oficjalne otwarcie nowego stadionu w Opolu, poprosili rywali o to, żeby ten mecz w roli gospodarza rozegrać w gościach. O ile jednak ten manewr w Niecieczy zakończył się urwaniem punktu faworytowi, to w kolejnej „zabawie” z zamianą gospodarza nastąpiła katastrofa. Po 30 minutach spotkania w Tychach GKS prowadził już 3:0 i ostatecznie wygrał 5:1. A dodajmy, że wtedy jeszcze tyszanie byli bezpośrednim rywalem opolan w walce o utrzymanie, bo dopiero później zespół Artura Skowronka przeskoczył do górnej połowy tabeli.

Nerwowe liczenie

Ten rezultat sprawił, że od marca Skrobacz nastawił się, a raczej nastawił swój zespół, na szukanie punktów. O tym, że cierpiała na tym jakość widowiska z udziałem opolan, przekonali się kibice zarówno na stadionach, na których Odra grała jako gość, jak i sympatycy Niebiesko-czerwonych gdy już można było wygodnie usiąść na trybunach nowego stadionu przy ulicy Olejnika 1.

W dodatku kunktatorstwo nie popłacało, bo po bezbramkowym remisie ze Stalą Stalowa Wola i wyjazdowym zwycięstwie 2:1 w Łodzi z ŁKS-em opolanie przegrali 4 spotkania z rzędu: 0:1 w Opolu z Polonią Warszawa po golu straconym w 88 minucie, 1:2 ze Zniczem w Pruszkowie, choć po udanym początku wydawało się, że mają otwartą drogę po 3 punkty, oraz 0:1 z Arką w Gdyni i 1:2 z Wisłą Kraków u siebie. W dwóch ostatnich meczach z czołowymi zespołami nie brakowało jednak kontrowersji i zaczęło się nerwowe liczenie punktów, które są potrzebne do utrzymania, bo 2 punkty przewagi nad strefą spadkową – nawet ze świadomością, że do rozegrania pozostał jeszcze zaległy mecz ze Stalą Rzeszów – na spokojne patrzenie w dół tabeli nie pozwalały.

Transmisja w autokarze

Wreszcie 23 kwietnia przyszedł dzień, który okazał się kluczowy. Adrian Purzycki, strzelając dwa gole, poprowadził opolan do zwycięstwa 3:0 w zaległym spotkaniu z rzeszowianami, a 4 dni później w meczu 30. kolejki Odra sięgnęła po punkt za bezbramkowy remis z Górnikiem Łęczna i na 4 kolejki przed końcem sezonu miała 6 punktów przewagi nad zespołami spod czerwonej kreski.

Okazało się jednak, że ta zaliczka zbytnio uspokoiła opolan. W czterech ostatnich meczach sezonu zdobyli oni zaledwie 3 punkty, wygrywając u siebie efektownie 4:2 z Kotwicą Kołobrzeg, ale tak naprawdę utrzymanie zawdzięczają… rywalom. Jadąc na przedostatnie spotkanie opolanie w autokarze oglądali transmisję z meczu Kotwica Kołobrzeg – Pogoń Siedlce. Wyrównujący gol strzelony w ostatnich sekundach doliczonego czasu przez kołobrzeskiego pomocnika Joshuę Pereza sprawił bowiem, że już bez względu na rezultaty Odry w ostatnich dwóch meczach utrzymanie stało się faktem.

Nikt jednak nie przypuszczał, że zawodnicy potraktują to jako przepustkę do „bylejakości”, a taką grę zaprezentowali zarówno w Grodzisku Wielkopolskim, gdzie przegrali 0:1 z pogodzoną już ze spadkiem Wartą Poznań, jak i u siebie w ostatnim meczu sezonu, ulegając 0:2 tak samo pewnemu utrzymania Chrobremu Głogów.

Czekają z ulgą

Pożegnanie z sezonem zarówno dla kibiców, jak i kończących grę w Odrze Mateusza Kamińskiego i Rafała Niziołka, było więc smutne. W ślad za nim poszły też kolejne zmiany kadrowe, bo z klubem latem rozstało się w sumie 10 zawodników. Roszady nastąpiły też w kierownictwie, bo pożegnano Leszka Bartnickiego i Adama Matyska, oraz w sztabie szkoleniowym, z którego dotychczasowy asystent Tomasz Copik został przesunięty do drużyny rezerwowej.

I na koniec jeszcze rzut oka na listę strzelców. Najlepszym „snajperem” (koniecznie w cudzysłowie) Odry w sezonie 2024/25 okazał się reprezentant Luksemburga Edvin Muratović. W sumie zdobył 6 goli, z czego 2 w kluczowym meczu z Kotwicą. Problem tylko w tym, że mający w swojej kolekcji 2 tytuły mistrza Luksemburga piłkarz przez sporą część rozgrywek borykał się z kontuzją. Dlatego rozegrał tylko 19 I-ligowych spotkań, z czego ledwie 3 pełne. W pierwszym sezonie z dwuletniej umowy, podpisanej rok temu, wywiązał się więc połowicznie, a na pewno stać go na więcej. To samo można powiedzieć o jeszcze kilku piłkarzach Odry i dlatego, zamykając z ulgą stary rozdział, kibice z nadzieją czekają na nowe rozgrywki.

Jerzy Dusik