Raków zmiażdżył Żylinę
Częstochowianie do przerwy męczyli się z wicemistrzem Słowacji, ale po zmianie stron totalnie zdeklasowali rywala. Po wygranej 3:0 rewanż wydaje się formalnością.
W drugiej połowie Raków zagrał jak ta lala! Fot. PAP / Waldemar Deska
Przed meczem narracja była taka, że Raków musi, a Słowacy co najwyżej mogą. Od samego początku narzucała ona sporą presję na naszą drużynę, ale też inaczej być nie mogło. Wicemistrz kraju, który zajmuje 13. miejsce w europejskim rankingu, nie może podchodzić z przesadnym respektem do rywala z 25. ligi w Europie, nawet jeśli słowackie kluby kojarzyły się raczej z solidnością i zdarzało nam się z nimi odpadać.
Stano przeczytał Papszuna
– Raków ma dużą jakość. Jak tylko jakiś zawodnik wyróżni się w Polsce, to od razu chcą go ściągnąć do siebie, mają naprawdę duże możliwości. Raków jest stuprocentowym faworytem w meczu u siebie, ale chcemy zagrać dobry mecz, powalczyć o dobry wynik – mówił przed spotkaniem szkoleniowiec Żyliny. Z Częstochowy Pavol Stano miał wyjątkowo przykre wspomnienia. Prowadzona przez niego Wisła Płock blisko trzy lata temu przegrała tam aż 1:7. Trenerem bramkarzy płocczan był wtedy Maciej Sikorski – obecnie, a także w przeszłości pełniący tę funkcję w Rakowie.
Marek Papszun nie eksperymentował, decydując się postawić na to, co działało w Katowicach, ale też zwyczajnie na to, co ma najlepszego w tym momencie. Jedyna różnica w stosunku do meczu przy Nowej Bukowej to Erick Otieno zamiast Srdjana Plavsicia. Zmiana została jednak wymuszona urazem.
Raków, mając już pewne doświadczenie pucharowe, zapewne chciał od początku narzucić swoje warunki gry. Wypracowanie zaliczki przed rewanżem to często klucz w pucharowych rozgrywkach. Pierwszą groźną sytuację mieli jednak goście. W 6 minucie Michal Fasko mógł zaskoczyć Kacpra Trelowskiego, na szczęście dla gospodarzy uderzył za wysoko. Po gościach nie do końca było wiadomo, czego się spodziewać, choćby poprzez ich zawirowania ze zmianami na ławce trenerskiej. Wszak Stano objął wicemistrza Słowacji dopiero 11 lipca. Na początku Słowacy wysłali jednak sygnał, że Rakowa się nie przestraszą, a słowa trenera na przedmeczowej konferencji były przesadzoną kurtuazją. W pierwszej połowie to goście zdecydowanie lepiej odczytywali wydarzenia boiskowe.
Błędy popełniała defensywa Rakowa. Żylina była blisko wyjścia na prowadzenie po fatalnych stratach Karola Struskiego, Zorana Arsenicia czy Frana Tudora. W ofensywie częstochowianie grali zbyt koronkowo, chcąc wejść z piłką do bramki, a nie była to dobra taktyka na Żylinę. Pierwsza, nudna jak flaki z olejem połowa zakończyła się bez celnego strzału.
Diametralna przemiana
W przerwie trenerzy nie dokonali żadnych zmian, ale Papszun musiał coś powiedzieć swoim podopiecznym, bo zaczęli grać kilka klas lepiej. W 48. minucie piłkę do bramki kolanem wepchnął Oskar Repka po rykoszecie od bramkarza. Niedługo później ręką w polu karnym po uderzeniu Repki zagrał Filip Kasa. Chwilę potem Braut Brunes zamienił rzut karny na gola. Wejście z bramą do Rakowa zaliczył Lamine Diaby-Fadiga. W 70 minucie pojawił się na boisku, a niespełna trzy minuty później zdobył gola, który pogrążył Żylinę.
W drugiej połowie w zasadzie jedynym, do czego ograniczali się Słowacy, to brutalne i chamskie faule, za które zbierali kartki. W 63 minucie plac gry po drugiej żółtej kartce opuścił Jan Minarik.
Przed rewanżem w Żylinie częstochowianie są w mocno komfortowej sytuacji. W niedzielę o kolejne ligowe punkty zagrają u siebie z Wisłą Płock, która po dwóch latach powróciła do krajowej elity. Słowacy w najbliższy weekend dopiero zainaugurują rozgrywki ligowe. Żylina na wyjeździe zmierzy się ze Skalicą.
Mariusz Rajek
◼ Raków Częstochowa - MKS Żylina 3:0 (0:0)
1:0 – Repka, 48 min, 2:0 - Brunes, 58 min (karny), 3:0 - Diaby-Fadiga, 73 min
RAKÓW: Trelowski - Mosór, Arsenić, Svarnas - Tudor, Struski (81. Seck), Repka, Otieno (75. Amorim) - Ameyaw (70. Diaby-Fadiga), Makuch (70. Diaz) - Brunes (70. Rocha). Trener Marek PAPSZUN.
ŻYLINA: Belko - Minarik, Kasa, Narimanidze - Kopasek (85. Paliscak), Kacer, Gidi (81. Kapralik), Bari - Fasko (73. Roginić), Duris (74. Ilko) - Adang (73. Datko). Trener Pavol STANO.
Sędziował Fabio Verissimo (Portugalia). Widzów 5240. Żółte kartki: Minarik, Duris, Gidi, czerwona Minarik (63, druga żółta).