Raków z odsieczą Skrze
Niepokojące wieści dotyczące możliwości wycofania z III ligi, a nawet upadku klubu, zaczęły napływać z Loretańskiej. Jak udało nam się ustalić, do czarnego scenariusza nie dojdzie.
Bartosz Warszakowski to jeden z dwóch zawodników mających ważny kontrakt ze Skrą. Fot. Skra Częstochowa
SKRA CZĘSTOCHOWA
Cisza medialna, brak kontaktu z osobami decyzyjnymi, ostatni materiał na klubowej stronie sprzed ponad dwóch tygodni, brak kontraktów zawodników... To wszystko z niepokojem kazało patrzeć na Skrę Częstochowa, tym bardziej że w środowisku coraz głośniej zaczęło się mówić, że klub może upaść.
Rozmowy trwają
Ustaliliśmy, że do tak katastrofalnego scenariusza nie dojdzie. Z ratunkiem klubowi z ulicy Loretańskiej przybędzie bowiem Raków. O możliwej współpracy czy nawet fuzji mówiło się od jakiegoś czasu, ale brakowało konkretów i wszystko owiane było aurą tajemniczości. Raków podchodził do tematu nie tyle z rezerwą, ile ostrożnością, ponieważ Skra w ostatnim czasie nie miała najlepszej opinii, jeśli chodzi o transparentność finansową. W każdym razie nie będzie to przejęcie właścicielskie, bo w Rakowie mają obawy o ewentualne trupy wypadające z szafy. Wicemistrz Polski nie da jednak umrzeć z głodu młodszemu piłkarskiemu bratu w mieście. - Rozmowy trwają, ale porozumienie jest blisko - słyszymy w obu klubach.
Potrzeba 400 tysięcy
Na czym pomoc Rakowa konkretnie ma polegać? Wedle przepisów, mógłby wypożyczyć Skrze jedynie czterech zawodników. Pozostali mają zostać przetransferowani z możliwością ewentualnego powrotu po pół roku. To zabezpieczenie na wypadek, gdyby jednak pojawiły się niedające się przewidzieć komplikacje. Docelowo z Rakowa do Skry ma trafić nawet 12-13 piłkarzy z czwartoligowych rezerw oraz zespołu Centralnej Ligi Juniorów. Pozostałą część kadry mają stanowić najzdolniejsi zawodnicy akademii Skry oraz Bartosz Warszakowski i Paweł Kołodziejczyk - jedyni z ważnymi umowami. Nad pozostaniem w Skrze zastanawia się również kapitan i jej żywa legenda, Piotr Nocoń. Cała operacja ma kosztować klub z Limanowskiego 400 tysięcy złotych. Rozmowy wchodzą na ostatnią prostą i możliwe, że komunikat o współpracy zostanie ogłoszony jeszcze w tym tygodniu. W Częstochowie nikomu bowiem nie zależy, aby klub z 99-letnią tradycją, który jeszcze dwa sezony temu grał na zapleczu ekstraklasy, upadł.
Wprowadzą swoich ludzi?
Jakie konsekwencje dla Skry będzie miało wsparcie ze strony Rakowa? Artur Szymczyk prawie na pewno przestanie pełnić funkcję prezesa, nowego mają wyznaczyć przy Limanowskiego. Pozostać ma natomiast dotychczasowy wiceprezes Piotr Wierzbicki, bez którego klub prawdopodobnie już wiele lat wcześniej zniknąłby z piłkarskiej mapy. Raków chce także wprowadzić swoją księgowość i nad większością spraw mieć kontrolę. Skra zachowa nazwę i tożsamość. Czy można to porównać do mariażu Legii Warszawa z Pogonią Grodzisk Mazowiecki? W dużym stopniu tak, choć pod Jasną Górą współpraca ma być jeszcze mocniej zacieśniona. Oficjalnie powinna zostać sformalizowana najpóźniej do końca sierpnia.
Skra z problemami finansowymi boryka się od dawna. W marcu do sądu złożony został wniosek o ogłoszenie upadłości spółki akcyjnej. Nie oznaczało to jednak upadku klubu czy wycofania z rozgrywek, ponieważ prowadzenie klubu przejęło Stowarzyszenie Skra Częstochowa 1926. Budziło to spore kontrowersje środowiska, bowiem jawnie wyglądało to na próbę odcięcia się od starych długów bez ponoszenia konsekwencji sportowych. Protokół z powołanej komisji ds. nagłych, która podejmowała decyzję w tej sprawie, nie był jawny, a sam proces budził wątpliwości względem regulaminu PZPN, który nie pozwala przekazać licencji innemu klubowi.
Mariusz Rajek