Sport

Pusta Żyleta, puste łby

WYMIANA KOSZULEK - Wojciech Kuczok

Nigdy nie miałem szczególnie wysokiego mniemania o kibolach Legii. W czasach, gdy Żyleta jawnie wspierała kaczyzm i wywieszała niewybredne komunikaty pod adresem polityków partii liberalno-demokratycznych, to mniemanie skurczyło się do rozmiarów zasuszonego truchełka chrabąszcza, ale teraz muszę uznać ich za zgraję wyjątkowo odpychającą. Oto bowiem powszechnie „Nieznani Sprawcy” ogłosili bojkot domowych meczów swojej ekipy pod hasłem „dosyć dziadostwa”. Przypomnę, że chodzi o aktualnych zdobywców Pucharu Polski, drużynę która dopiero w półfinale Ligi Konferencji znalazła pogromcę w Chelsea, późniejszych tryumfatorach, których zresztą pokonała w meczu wyjazdowym, no i ostatecznie ekipę, która w lidze przez cały sezon trzymała się blisko czołówki, ostatecznie zajmując piąte miejsce. Kibice się obrazili na opieszałość transferową, choć Legia zakontraktowała niedawnego selekcjonera reprezentacji Rumunii, który ją prowadził efektownie i skutecznie na zeszłorocznym Euro, do tego ściągnęła z Serie A obrońcę reprezentacji Słowenii i właśnie finalizuje rekordowy transfer duńskiego napastnika z Watfordu via Broendby. Ale kibice Legii najwyraźniej żyją paranoicznym przekonaniem, że klub z Łazienkowskiej musi wygrywać wszystko wszędzie naraz i być potęgą niedoścignioną – tak się rozwydrzyli siedmioma tytułami zdobytymi na przestrzeni dziewięciu sezonów w latach 2013-2021, że zdają się nie pamiętać ćwierćwiecza bez mistrzostwa, które przypadło na lata, w których przy Łazienkowskiej grali najwięksi kozacy w historii, na czele z Deyną, Brychczym, Gadochą, Dziekanowskim czy Romanem Koseckim. W latach 1971-1994 w Warszawie śpiewano pieśń proszalną „Słuchaj Jezu, jak cię błaga lud, słuchaj z Legii mistrza Polski zrób. My czekamy już od 23 lat, Jezu, Jezu chyba nadszedł czas”. Teraz dopiero cztery sezony minęły od ostatniego mistrzostwa, cierpliwości, ludu kibicujący stolicy! Bardziej prawdopodobne, że jeszcze dwie dekady poczekacie na tryumf, niż to, że w nadchodzącym sezonie Warszawa znowu będzie miastem mistrzowskim. Widok pustej Żylety niekoniecznie jest deprymujący, przypomnę, że swój najsłynniejszy mecz XXI wieku Legia zremisowała z Realem przy pustych trybunach, ale taka demonstracja to z punktu widzenia wierności i lojalności kibicowskiej granda. Nie jesteście wystarczająco dobrzy, abyśmy za wami kibicowali - powiadają Żyleciarze, zarzucając w dodatku zarządowi niegospodarność, choć sami rok w rok przysparzają Legii serie finansowych kar swoimi wybrykami i świetlistymi oprawami. „Gdzie są transfery?!” wołają trybuny do Dariusza Mioduskiego, aż chciałoby się odkrzyknąć: „Poszły z dymem waszych rac, matoły!”. A teraz ta sama ciżba, która swój klub naraża na nieustanne grzywny uefowskie, postanowiła nie kupować biletów na Ł3 i odstraszać od tego wszystkich fanatyków, zarazem domagając się szalonych zakupów na rynku. Bycie kibolem Legii to stan ducha, którego nie zazdroszczę, albowiem oznacza on permanentne nienasycenie dokonaniami swoich ulubieńców i nieskończoną pogardę dla wszystkich innych. Chodzą ci nieszczęśnicy w koszulkach z napisem „Nienawidzimy wszystkich” i są wiecznie wkurwieni – teraz na politykę transferową, kiedy było mistrzostwo narzekali na brak sukcesów w Europie, kiedy były sukcesy w Europie, wypominali brak mistrzostwa; widzę w tym nieukojony kompleks piłkarskiego pępka świata, który niestety nie jest i nigdy nie będzie położony nad Wisłą, bez względu na etap jej biegu. Warszawscy megalomani uznali, że Legia nie zasługuje na doping – tego zaprawdę jeszcze nie przerabiano, panowie nucą sobie pod prysznicem „Gdybym jeszcze raz miał urodzić się, znów bym tobie Legio oddał życie swe” a potem nie chcą oddać nawet paru stówek na karnet, bo klubu nie stać na Messiego czy tam innego Ronaldo. W obliczu pustej Żylety Legia wymęczyła szczęśliwe zwycięstwo z FC Aktobe, ale poczytywać tego za dowód kryzysu nie należy, albowiem z drużynami z Kazachstanu zawsze toczyliśmy boje „na żyletki”, sama Legia przed dwoma laty okazała się lepsza od ekipy Ordabassy ledwie jednym, golem w dwumeczu. Nie ma żadnych przesłanek do tego, abyśmy się mieli prawo uważać za zdecydowanych faworytów z potyczkach z Kazachami – jednobramkowa wygrana u progu sezonu powinna cieszyć, zwłaszcza, że ewidentnie pomógł w niej uprzejmy sędzia z Czech. A propos Czech, w następnej rundzie Legia faworytem już w żadnej mierze nie będzie, bo Banik, a zwłaszcza Sparta, to drużyny o większym potencjale sportowym. Zanosi się więc na to, że kibolstwo stołeczne będzie miało niedługo realne powody do niezadowolenia, a nawet obrażenia się na klub – coś mi się zdaje, że Żyleta prędzej porośnie mchem, zanim przy Łazienkowskiej odnajdzie się ekipa zdolna zaspokoić żądze swoich wybrednych fanów.

Żyleta nie jest zawsze z wami.  Fot. Michal Kosc / PressFocus