Sport

Puchar to dopiero początek

Rozmowa z Tomaszem Moskałą, trenerem Beskidu Andrychów, po zdobyciu przez ten zespół Małopolskiego Pucharu Polski.

Tak z wywalczenia Pucharu Polski w Małopolsce cieszyli się zawodnicy Beskidu Andrychów. Fot. Małopolski ZPN

Gratulujemy sukcesu, jakim - po zwycięstwie nad Bocheńskim KS 4:3 (1:1, 3:3) - jest Małopolski Puchar Polski. Czy pana zdaniem może to być znaczący bodziec do rozwoju dla klubu?

- Bardzo się cieszę, że zdobyliśmy ten puchar. To bardzo duże osiągnięcie, zwłaszcza że tylko w czterech województwach zwycięzcami były drużyny poniżej 3. ligi. Widzimy też wzrost zainteresowania grą w naszym klubie wśród młodych ludzi, co daje fajne perspektywy.

Czeka was teraz rywalizacja na poziomie centralnym, gdzie możecie trafić już nawet na ekstraklasową drużynę. Chcielibyście się zmierzyć z możliwie największą marką, czy jednak wolelibyście trafić na kogoś, z kim byłyby szanse na awans do kolejnej rundy?

- Rozmawiałem o tym z chłopakami i liczymy na rywala z najwyższej półki, najlepiej na historycznie zasłużony klub, by była dodatkowa atrakcja dla naszych kibiców. Nie tylko w ekstraklasie są takie drużyny, bo choćby Wisła Kraków czy Śląsk Wrocław grają teraz w 1. lidze.

Ma pan ogromne doświadczenie zarówno jako piłkarz drużyn ekstraklasowych, jak i amatorskich. Jakie są między nimi różnice i gdzie pan widzi granicę, która oddziela piłkę profesjonalną od amatorskiej?

- Moim zdaniem od 2. ligi zaczyna się już zawodowe granie. Kluby mają w większości potężne budżety, rozbudowane sztaby szkoleniowe i ludzi od skautingu. Proszę sobie wyobrazić, że ja jestem trenerem już od 4 lat, a asystenta mam dopiero od roku. Dodatkowo sami musimy się zajmować wyszukiwaniem zawodników i prowadzeniem rozmów. Zazwyczaj nie dostajemy piłkarzy idealnie pasujących do naszej wizji i koncepcji zespołu, tylko musimy dopasować się do takich, jacy są dostępni. Nasz klub bazuje w sporej mierze na wychowankach. Mamy chłopaków, którzy mają po ponad 200 meczów rozegranych w pierwszej drużynie, a nie ukończyli jeszcze 23 lat.

A czy po ostatnich sukcesach w klubie mówi się o ambicjach zostania drużyną profesjonalną? Bo po pierwsze - zdobycie pucharu, po drugie - coraz lepsze wyniki ligowe, w których dwukrotnie otarliście się o baraże do 3. ligi, a po trzecie - gruntowny remont stadionu.

- Przekształcenie z drużyny amatorskiej w profesjonalną jest bardzo trudne, czasochłonne i kosztowne. Już sam awans do 3. ligi generuje ogromne koszty, które często przekraczają zyski. Początkowo więc trzeba to traktować jako inwestycję w przyszłość, ale do tego potrzeba ogromnego zaangażowania i cierpliwości sponsorów, a niestety często jest tak, że gdy sukcesy nie pojawiają się od razu, robi się nerwowo. Ale - tak jak mówiłem wcześniej - po zdobyciu pucharu zaczęliśmy generować większe zainteresowanie i zobaczymy jak się to potoczy.

Wracając jeszcze do samego finału z Bocheńskim KS. Wygrywaliście już 3:1, by w samej końcówce stracić dwie bramki i wygrać dopiero po dogrywce. Jak udało się panu zmobilizować zawodników na tę ostatnią fazę meczu?

- Przede wszystkim muszę powiedzieć, że sami doprowadziliśmy do tej nerwówki, bo wydawało się nam, że mecz już jest wygrany i rozluźniliśmy się. Daliśmy rywalom drugie życie, uwierzyli, że mogą z nami wygrać. Na szczęście wszystko się skończyło po naszej myśli. Bardzo przeżywałem to spotkanie... A chłopaków nie trzeba było dodatkowo motywować, bo byli wyjątkowo zdeterminowani.

Proszę opowiedzieć, jak zdobył pan licencję trenerską UEFA kategorii A? Jak wyglądał ten proces?

- Piłkarzy, którzy mają określony staż na najwyższym poziomie, promuje się w taki sposób, że od razu im się umożliwia zrobienie kategorii A, by szybciej mogli zostać trenerami. Ale ja nie chciałem iść tą drogą, przeszedłem wszystkie trzy kursy od podstaw, kategorie C, B i na końcu A. Na początku pracowałem z 6-letnimi dzieciakami w akademii i bardzo się cieszę, że się na to zdecydowałem, bo wiele się w tamtym okresie nauczyłem. W ogóle cały proces kształtowania piłkarza, od najniższych kategorii wiekowych, kończąc na seniorach, jest naprawdę fascynujący. Dzięki temu, że bardzo rzetelnie podszedłem do swojego szkolenia, mogę teraz skutecznie rozwijać naszych chłopaków, którzy czasem z powodów zaniedbań fizycznych i kondycyjnych z dawnych lat, muszą włożyć mnóstwo wysiłku, by dopasować się do grania z seniorami, ale naprawdę kocham swoją pracę i nie zamieniłbym jej na żadną inną.

Cofnijmy się do pana kariery piłkarskiej. Na 95-lecie Beskidu Andrychów, w którym wtedy jeszcze pan grał, został zorganizowany mecz pokazowy z Cracovią. Pan był gwiazdą wieczoru, gdyż wystąpił w obu drużynach, po połowie. Jak pan wspomina tamten dzień?

- Oczywiście bardzo miło wspominam, bo Beskid i Cracovia to kluby, w których spędziłem wiele wspaniałych chwil, a ten mecz był swego rodzaju zwieńczeniem tej przygody. Trochę łatwiej grało mi się jednak w tym meczu po stronie Cracovii...

A który okres swojej kariery uważa pan za najlepszy?

- Grałem w kilku naprawdę dużych klubach, ale indywidualnie najlepiej sobie radziłem w GKS-ie Katowice, byłem tam najbardziej skuteczny. Aczkolwiek z Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski graliśmy w europejskich pucharach, odpowiedniku dzisiejszej Ligi Europy. Za to w Beskidzie i Cracovii spędziłem najwięcej czasu, więc to raczej z tymi klubami jestem najbardziej związany.

Rozmawiał Jakub Bargiel

222 MECZE w ekstraklasie (kolejno Ruch Chorzów, GKS Katowice, Dyskobolia Grodzisk Wlkp., Cracovia) rozegrał Tomasz Moskała. Strzelił w nich 46 goli.

Tomasz Moskała