Przy zielonym stoliku
Polskie szablistki po turnieju drużynowym są mocno niepocieszone.
Szabliści Węgier mieli więcej szczęścia niż nasze szablistki i zdobyli srebro. Fot. PAP / EPA
SZERMIERKA
Trener Tomasz Dominik oraz jego podopieczne na kilka dni przed wyjazdem na mistrzostwa świata do Tbilisi wiedzieli, że czeka ich niezwykle trudne zadanie. Działacze światowej federacji zdecydowali się, że w turnieju pod neutralną flagą (AIN) wezmą udział szermierze z Rosji, którzy podpisali „deklaracje pokoju i lojalności”. W środowisku wywołało to zrozumiałe oburzenie i ponad 400 zawodniczek oraz zawodników podpisało list protestacyjny. Na nic się to zdało, bo ekipa rosyjska walczyła w Gruzji i to z niezłym skutkiem. Przecież Jana Jegorowa w finale szabli zatrzymała znakomicie walczącą Zuzannę Cieślar. Decyzje przy zielonym stoliku miały więc moc wiążącą...
Podczas ostatniej rozmowy z trenerem Dominikiem nie było powodów do uśmiechu. Rosjanki przez kilka sezonów były nieobecne na międzynarodowych zawodach i straciły miejsce w rankingu. W tej sytuacji nasze panie (rozstawione z nr 8) trafiały na nie już w 1. rundzie. Zuzanna Cieślar, Angelika Wątor, Sylwia Matuszak i Zuzanna Lenkiewicz walczyły niesłychanie dzielnie, ale przegrały 39:45 i zostały sklasyfikowane na 17. miejscu, zdecydowanie poniżej ich aktualnych możliwości. Każda inna ekipa byłaby w podobnej sytuacji i osiągnęłaby podobny wynik, co nasze panie. A przecież w zespole „neutralnym” występowały takie gwiazdy jak Jegorowa czy Zofia Wielika, które mają w swojej kolekcji medale igrzysk i MŚ.
Aktualne wicemistrzynie Europy mogą mówić o sporym pechu oraz nieszczęściu. Miały spore aspiracje i mecz z Rosjankami rozstrzygnął się dopiero w ostatnich dwóch walkach. Po wygranej Cieślar z Olgą Nikitiną 5:3 oraz Wątor z Wieliką 8:3 Polki objęły prowadzenie 35:33. Końcówka należała jednak do rywalek, Matuszak przegrała z Nikitiną 3:7, a Cieślar uległa Jegorowej 1:5.
Trudno mieć pretensje do naszych pań. Dały z siebie wszystko, ale medalowy tercet Jegorowa-Wielika-Nikitina okazał się lepszy. Marzenia naszych szablistek o wysokim miejscu trzeba odłożyć do przyszłego roku. Trzeba też przygotować się psychicznie i oswoić z myślą, że Rosjanki znów pojawią się na planszy. A swoją drogą jesteśmy ciekawi, jak daleko „stara rosyjska gwardia” zawędruje w tym turnieju. O wejście do ósemki będzie walczyła z Chinkami, które trener Dominik widział w roli przeciwniczek swoich podopiecznych w walce o 1/4 finału.
Występ polskich szpadzistów (Damian Michalak, Wojciech Lubieniecki, Mateusz Antkiewicz, Wiktor Wałach) przeszedł bez większego echa. Biało-czerwoni (rozstawieni z nr 16) w 1/16 finału spotkali się z Koreą Południową (nr 17) i przegrali 40:45. Od początku przewaga była po stronie rywali. Raz była większa, innym razem mniejsza, niemniej Koreańczycy osiągnęli cel i w kolejnej rundzie zmierzą się z Japończykami (nr 1). Nasi szpadziści zostali sklasyfikowaniu na 18. miejscu, bo spotkań o niższe pozycje niż 16 już się rozgrywa i o kolejności decyduje miejsce w rankingu. Od kilku sezonów nasi reprezentanci w tej broni mocno cierpią.
(sow)
