Sport

Przez ciernie do wygranej. Raków zdobywa Gdańsk!

Niewykorzystane sytuacje się mszczą – to stare piłkarskie powiedzenie będzie zapewne prześladować graczy Lechii Gdańsk. Przez większość meczu dominowali, stworzyli sobie mnóstwo sytuacji, ale to Raków wygrał 2:1 po golu w doliczonym czasie gry Jonatana Brunesa!

Braut Brunes zapewnił Rakowowi wygraną w Gdańsku!/Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus

Od pierwszych sekund spotkania na Polsat Plus Arenie obie drużyny wysłały sygnał, że gra obronna nie będzie ich priorytetem. Ofensywna, odważna gra mogła się podobać. Już w 2. minucie groźnie, ale niecelnie uderzył Oskar Repka, który postanowił w pierwszych 45 minutach skraść niemalże całe show. W 8. minucie dość bezmyślnie sfaulował w polu karnym Kacpra Sezonienkę, a sędziemu Koki Nagamine nie pozostało nic innego jak wskazać na jedenastkę, którą na gola pewnym strzałem w środek bramki zamienił Tomas Bobcek.


Były gracz GKS-u Katowice zrehabilitował się jednak 10 minut później. Najpierw efektownym zwodem położył na ziemi Ivana Żelizko, nawinął piłkę na prawą nogę i po rykoszecie od byłego gracza Rakowa Mateja Rodina nie dał najmniejszych szans Alexanderowi Paulsenowi. Na tablicy wyników pojawił się remis, który jednak w najmniejszym stopniu nie interesował żadnej ze stron. O tym, że Lechia potrafi i lubi grać ofensywnie wiedzieliśmy od dawna (najwięcej – 56 goli w sezonie do soboty), ale taka postawa Rakowa była dużym i miłym zaskoczeniem. Gdyby obie drużyny wykazały się lepszą skutecznością, już do przerwy na tablicy mógł być rekordowo wysoki wynik. W Rakowie formą i dokładnością podań imponował Fran Tudor, w Lechii spustoszenie w szeregach defensywy Częstochowian siał szczególnie Camilo Mena oraz Sezonienko.


W drugiej połowie stroną zdecydowanie dominującą i - wydawało się kontrolującą boiskowe wydarzenia była Lechia, ale albo brakowało Gdańszczanom skuteczności, albo heroicznie bronił Oliwier Zych. Raków dopiero w końcówce zaatakował mocniej i taka taktyka okazała się niezwykle trafiona. W doliczonym czasie gry świetną piłkę do Brunesa posłał wprowadzony kilka minut wcześniej Abraham Ojo i Raków mógł się cieszyć nie tylko z trzech punktów, ale i powrotu do gry o najwyższe cele. Do Lecha i Górnika Częstochowianie tracą już tylko trzy punkty.


Lechia Gdańsk – Raków Częstochowa 1:2 (1:1)


1:0 - Bobcek (10. karny), 1:1 – Repka (20.), 1:2 – Brunes (90+3, asysta Ojo)


Lechia: Paulsen – Wójtowicz (86. Kłódka), Djaczuk, Rodin, Vojtko – Mena, Kapić, Żelizko, Cirković – Bobczek, Sezonienko. Trener John CARVER.


Raków: Zych – Dawidowicz, Racovitan, Svarnas – Tudor (72. Amorim), Bulat (83. Ojo), Repka, Jean Carlos (83. Rocha) – Makuch (72. Ivi Lopez), Brusberg (46. Pieńko) – Brunes. Trener Łukasz TOMCZYK.


Żółte kartki: Sezonienko (45, faul), Mena (53, dyskusje) – Tudor (56, faul), Svarnas (66, faul). Sędzia: Koki Nagamine (Japonia). Widzów: 17 208.


Mariusz Rajek