Przegrany finisz
Trudny był to sezon dla drużyny ze Szczecina.
Tak strzela najlepszy snajper i piłkarz ekstraklasy sezonu 2024/25, Efthymios Koulouris. Fot. Katarzyna Dzierżyńska / Press Focus
Niejeden z polskich klubów marzyłby o tym, żeby zagrać w finale Pucharu Polski, a w tabeli ekstraklasy być na 4. miejscu. Na pewno nie dotyczy to jednak Pogoni.
Znakomita wiosna
Klub ze Szczecina zbliża się do osiemdziesiątki, w najwyższej klasie rozgrywkowej zagrał 52 sezony, będąc w tabeli wszech czasów na 7. miejscu, za ŁKS-em, a przed Śląskiem, ale co z tego, skoro w klubowej gablocie nie ma ani jednego trofeum! Z pierwszej „20” wszech czasów jeszcze tylko będąca na 19. miejscu Korona nie wygrała niczego (mistrzostwa, pucharu). Po raz drugi szczecinianie doszli do finału Pucharu Polski i po raz drugi zeszli z boiska pokonani. Tym razem, 2 maja na PGE Narodowym, lepsza od drużyny z Pomorza Zachodniego okazała się Legia, która po niesamowitym spotkaniu, dodajmy z obu stron, wygrała 4:3. To był jeden z najlepszych finałów PP w ostatnich latach.
Nie minęło kilka tygodni, a Portowcy musieli przełknąć kolejną gorzką pigułkę. Przez większą część rozrywek miejsca na podium ekstraklasy były podzielone, a rozdzielić je między siebie miała wielka trójka: Lech, Raków, Jagiellonia. Jednak doskonała gra, kolejne wygrane, w tym wiele na wyjeździe, pozwoliły drużynie prowadzonej przez Roberta Kolendowicza zbliżyć się do trzeciej Jagi na odległość jednego zwycięstwa. Wygrana w ostatnim meczu 34. kolejki w Białymstoku sprawiłaby, że Pogoń po trzech latach znów byłaby w gronie medalistów, ale – co ważniejsze – wywalczyłaby miejsce w europejskich pucharach, no i spory finansowy bonus, bo przecież między 3. a 4. lokatą w lidze jest prawie 10 milionów złotych różnicy. Ten ostatni mecz sporo kosztował i mistrza Polski z 2024, i szczecinian, którzy nawet przy Słonecznej do przerwy prowadzili, oczywiście po strzale najskuteczniejszego w całych rozgrywkach Efthymiosa Koulourisa. W końcówce wyrównał jednak Norbert Wojtuszek i to Jagiellonia zameldowała się na trzecim stopniu podium i w lipcu rozpocznie kolejną przygodę w europejskich pucharach.
Czy w takim razie można powiedzieć, że Pogoń to jeden z przegranych zakończonych rozgrywek? Absolutnie nie! Spójrzmy na to, jak choćby wiosną radził sobie zespół trenera Kolendowicza, który drużynę przejął w połowie sierpnia zeszłego roku, kiedy po ledwie czterech kolejkach zespół opuścił Jens Gustafsson – do saudyjskiego Al-Fateh, gdzie zwolniono go 1 grudnia.
Wiosną 2025 roku Pogoń w 16 meczach wywalczyła 31 punktów. Tylko wicemistrz Polski Raków (33) i mistrz Lech (32) były pod tym względem lepsze. Jagę Portowcy wyprzedzili w drugiej części rozgrywek aż o pięć „oczek”.
Irańczyk na ratunek!
Wszystko to zdarzyło się w burzliwym okresie. Okazało się, że klub ze Szczecina ma 50-milionowy dług! Rządzący klubem od 2011 roku Jarosław Mroczek na gwałt szukał nowego właściciela. Sytuacja była tak zła, że na początku zimowych przygotowań piłkarze nie wyszli nawet na trening, bo nie otrzymywali wypłaty...
W lutym klub poinformował, że sportowa spółka znalazła się w rękach Sport Strategy & Investments Limited z siedzibą w Londynie, a wszystkim zawiadywał prawnik Nilo Effori, Włoch lub... Brazylijczyk. Przyjechał do Polski, był na lutowych meczach, ale okazało się, że nabywająca spółka nie uiściła w terminie płatności za pakiet akcji… Po wielu perypetiach nowym właścicielem został urodzony w Iranie, a mający kanadyjski paszport biznesmen Alex Haditaghi. Stało się to w połowie marca. Gdyby nie to przejęcie, Pogoń byłaby w tym samym miejscu, co kilkanaście lat temu, kiedy wszystko się zawaliło i trzeba było budować od nowa – IV liga w sezonie 2007/08.
Haditaghi, który jako 8-latek pomagał matce wychowującej trójkę dzieci, dorobił się na rynku nieruchomości i finansowych inwestycji. Pospłacał szybko długi, opłacił piłkarzy i uratował klub przed bankructwem. Na koniec, po meczu z Jagą, i tak nie miał zadowolonej miny.
„Przegrywanie jest do bani. Nienawidzę tego – zwłaszcza gdy wszystko znajduje się na szali. Do naszych kibiców: zasłużyliście dziś na więcej. To nie koniec. Wrócimy silniejsi. Zmiany zaczynają się teraz. Poprawimy się i porażki nie będą w przyszłości elementem naszej kultury. Obiecuję!” – napisał na platformie X po meczu, który sprawił, że Pogoń nie skończyła rozgrywek na trzecim miejscu.
Michał Zichlarz
28 BRAMEK zdobył w zakończonym sezonie Efthymios Koulouris, król strzelców, najlepszy napastnik i najlepszy piłkarz ekstraklasy. Znakomity wynik Greka to wyrównanie rezultatu Nemanji Nikolicia z rozgrywek 2015/16, tyle że było to w czasach ESA37, kiedy rozgrywano więcej meczów. W ogóle wynik Koulourisa to… trzeci rezultat po II wojnie światowej! Więcej od tego czasu goli strzelili tylko Józef Kohut z Wisły w 1948 – 31 i Marek Koniarek dla Widzewa w 1995/96 – 29.
Lata lecą, a Kamil Grosicki wciąż nie zwalnia tempa! Fot. Mateusz Porzucek / Press Focus
