Prezent dla śląskiego mistrza
Rozmowa z Grzegorzem Joszko, specjalistą ds. dziedzictwa i historii Ruchu Chorzów, członkiem Grupy Historycznej, autorem książki „Niebieskie Majstry”
Trudno wymienić wszystkie wielkie chwile, których świadkiem przez 90 lat był stadion przy Cichej. Fot. Press Focus
Jakie były okoliczności powstania stadionu przy Cichej w 1935 roku?
– Nie da się ukryć, że krokiem milowym dla powstania nowego obiektu było zdobycie przez Ruch pierwszego mistrzostwa Polski w 1933 roku. To było pierwsze mistrzostwo klubu z Górnego Śląska. W latach 30. Ruch górował nad pozostałymi. Wówczas miasto Wielkie Hajduki, dzisiaj to dzielnica Chorzowa – Batory, podjęło decyzję o budowie reprezentacyjnego stadionu dla mistrzowskiej drużyny. Pierwsze prace zaczęły się już w 1934 roku. Stadion częściowo sfinansowało miasto, częściowo klub. Wielu bezrobotnych brało udział w budowie. Otwarcie nastąpiło 29 września 1935 roku, co połączono z okolicznością 15-lecia klubu. Na stadionie stała już wówczas żelazna konstrukcja trybuny głównej, której projekt był bardzo charakterystyczny. Powstał kilka lat wcześniej, został zamówiony przez Wielkopolskie Towarzystwo Wyścigów Konnych dla toru na Brynowie (w Katowicach – przyp. red.). Ostatecznie z niego zrezygnowano i wybudowano tam drewnianą trybunę, choć elementy żelaznej były już wyprodukowane. Z tego powodu łatwo było odkupić projekt w całości, razem z konstrukcją i pozostało tylko ją zamontować przy Cichej. W sierpniu 1937 po raz pierwszy usiedli na niej widzowie, oglądając derbowy mecz z AKS-em Chorzów.
Krótko po wybudowaniu stadionu wybuchła II wojna światowa. Czy w jakikolwiek sposób go dotknęła?
– Pamiętajmy, że to nie był stadion Ruchu, tylko stadion miejski. W trakcie II wojny światowej odbywało się tam wiele imprez. Były typowo sportowe, jak gimnastyka sportowa, przyjechało tam Schalke, wielokrotny mistrz Niemiec, gdzie było ponad 50 tys. osób na meczu. Były też wizyty propagandowe wysokich urzędników niemieckich. Jeśli chodzi o zniszczenia, to te pojawiły się w momencie wkroczenia armii radzieckiej w 1945 roku, która stacjonowała na murawie stadionu – czołgi, działa przeciwlotnicze.
Czy największa frekwencja na meczu przy Cichej to spotkanie z Polonią Bytom z 1957 roku, gdy przyszło 55 tysięcy widzów?
– Jeśli chodzi o mecze ligowe, to na pewno tak. Pamiętajmy też o tym, że były mecze sparingowe po 50 tys. i spotkanie reprezentacji w 1948, na którym prawdopodobnie było jeszcze więcej kibiców (0:0 z Rumunią – przyp. red.). Sam stadion mógł pomieścić 40 tysięcy widzów, natomiast jeśli na bieżni ustawiło się ławki i krzesła, to tylko tam mogło pojawić się dodatkowe 20 tysięcy. Po różnych przebudowach – jak w latach 70., gdy drużyna odnosiła wielkie sukcesy – widać było las ludzi i na pewno było wtedy więcej osób niż sprzedanych biletów. Stadion był pełniusieńki, nie można było wcisnąć zapałki. Oficjalnie więc można mówić o meczu z Polonią, ale należy też pamiętać, że był taki sezon, kiedy sumaryczna frekwencja wyniosła pół miliona. Widownia w latach 40., 50., 60. czy 70. była ogromna i dopiero w 80. się to nieco zmieniło – a po przebudowie i zmniejszeniu pojemności do 9 tysięcy to już w ogóle.
Stadion przy Cichej był jednym z najnowocześniejszych, jeśli nie najnowocześniejszym w Polsce. W którym momencie nastąpił taki moment, gdy obiekt osiągnął szczyt, po którym zaczął się „zwijać”, starzeć? Jak piłkarz, który rozwija się, osiąga topowy moment, a potem chyli się ku emeryturze.
– Trudno wskazać jeden konkretny moment. Wiadomo, że kolejnym kamieniem milowym było wycięcie oświetlenia, które górowało nad stadionem. Nie można jednak powiedzieć, że to był główny powód starzenia stadionu. On się starzał systematycznie. Wszelkie prace, które tam wykonywano, od krzesełek, naprawę posadzki, naprawę dachu itd., to było pudrowanie starego stadionu. Historia przebudowy i dostosowania do bieżących potrzeb pojawiała się systematycznie, już w latach 50. czy 70., choćby wtedy, kiedy powstały plany budowy DTŚ-ki, czyli Drogowej Trasy Średnicowej. Wtedy projekty wyglądały bardzo nowocześnie, przypominały ówczesne stadiony angielskie. Wiadomo też jednak, że schyłek lat 80. i początek 90. to był okres powolnego zużycia obiektu.
Jest pan członkiem Grupy Historycznej i zajmuje się m.in. archiwizowaniem pamiątek związanych z historią Ruchu. Jakie są te najcenniejsze związane ze stadionem przy Cichej?
– Jedną z najcenniejszych rzeczy, jaka przetrwała z okresu przedwojennego, zdecydowanie jest mechanizm zegara Omega, którym po dzień dzisiejszy opiekuje się rodzina Małysków, z dziada pradziada, poprzez najmłodsze pokolenia. Ten mechanizm po raz ostatni będzie odmierzał czas w sobotę, więc można powiedzieć, że to najcenniejsza wymierna pamiątka. Natomiast wiadomo, że pozostały też puchary, odznaki, bilety, programy meczowe, proporczyki. Mamy w archiwach prawie 3 tysiące zdjęć, setki dokumentów, opracowań. To takie rzeczy, które kiedyś pewnie będzie można zobaczyć w muzeum klubowym Ruchu.
Zaraz rozpocznie się rozbiórka stadionu, którego trybuna główna została już opróżniona. Czy jako Grupa Historyczna macie tam jeszcze... coś do roboty? Może będziecie czuwać nad pracami rozbiórkowymi na wypadek, gdyby na coś udało się jeszcze natrafić?
– W ostatnich miesiącach razem ze Śląską Grupą Detektorystów dwukrotnie zrobiliśmy przegląd wykrywaczami metalu, zarówno wokół stadionu, jak i pod trybuną. Wokół nic nie zostało znalezione, a pod trybuną przedmioty były różne, ale najcenniejszy był pistolet startowy z XIX wieku. Wiadomo, że człowiek nie chciałby popełnić grzechu zaniechania, żeby czegoś nie przeoczyć, natomiast myślę, że historia ukrywania różnych rzeczy nie miała nic wspólnego ze stadionem, bo po prostu tam nie ma takich miejsc, by można coś było ukryć. A czy będziemy coś nadzorować? Na pewno nie. Trudno wyobrazić sobie, że firma dopuści zewnętrzne stowarzyszenie bez uprawnień do chodzenia sobie po budowie. Spółka, która będzie nadzorowała rozbiórkę, będzie miała swoich specjalistów, zarówno z miasta w postaci konserwatora zabytków czy w postaci osób z muzeum hutnictwa.
Czy ma pan osobiście jakiś mecz, który najbardziej kojarzy się z Cichą? Bez znaczenia, czy historyczny, czy taki, którego był pan świadkiem.
– Z tych, które widziałem, to zdecydowanie mam w pamięci mecz z 21 czerwca 1989 roku, który dał Ruchowi 14. tytuł mistrza Polski (wygrana 4:1 z Górnikiem Wałbrzych – przyp. red.). Wiele emocji wywołał też we mnie mecz w 2012, kiedy zdobyliśmy wicemistrzostwo, a przez chwilę byliśmy mistrzem Polski. A historycznie...
Za dużo tego było...
– Wie pan, czasami ludzie pytają mnie o 10 najlepszych zawodników w historii Ruchu i nie potrafię ich wymienić. Tutaj miałbym kłopot z wybraniem 10 czy 15 spotkań, zarówno w historii przedwojennej czy powojennej, z ery Wilimowskiego, Peterka i Wodarza czy ery Cieślika i jego znakomitych kolegów, czy ery trenera Vicana i niesamowitej złotej drużyny lat 70. Nie zapominajmy, że było wiele spotkań, które zapadły kibicom w pamięci. Zawsze były nimi derby i absolutnie nie mam tutaj na myśli derbów z Górnikiem Zabrze. Pamiętajmy, że w okresie przedwojennym zdecydowanie ważniejsze były spotkania ze Śląskiem Świętochłowice, z 1. FC Katowice czy Naprzodem Lipiny. Później wkroczyły Polonia i Szombierki Bytom, no i dopiero potem lokalni rywale w postaci Górnika i GKS-u Katowice. Te spotkania wzbudzały wiele emocji i część z nich została w pamięci. Pamiętajmy też, że przyjeżdżały tu klasowe, wielkie drużyny -Benfica, St Etienne, Honved Budapeszt, Wolverhampton. Meczów pełnych wrażeń przekazywanych z pokolenia na pokolenie trudno byłoby wymienić jeden, dwa czy pięć. Miałbym kłopot, aby wymienić ich... 50.
Rozmawiał Piotr Tubacki