Sport

Prawie gotowi do startu

Rozmowa z Jarosławem Skrobaczem, trenerem Odry Opole

Trener Odry Jarosław Skrobacz wierzy, że w jego zespole młodzieżowcy będą wartością dodaną. Fot. PressFocus

Mimo porażki poniesionej w sparingu z Zagłębiem Lubin na dwa tygodnie przed inauguracją rozgrywek, kibice Odry wychodzili ze stadionu, nie ukrywając optymizmu. Pan też jest zadowolony?

- Kibice mogli się cieszyć, bo po pierwsze zobaczyli prezentację drużyny, a po drugie oglądali mecz, mający wprawdzie w swojej nazwie słowo „sparing”, ale wyglądający już jak dobre, mocne starcie rywali, którzy są prawie gotowi do startu. Zagłębie, jak na drużynę z ekstraklasy, potraktowało to spotkanie z pełną powagą i zawiesiło nam bardzo wysoko poprzeczkę. Była więc ogromna intensywność, która zmusiła nas do gry na najwyższych obrotach i mieliśmy trudne momenty, ale cieszę się, że przeciwstawiliśmy się takiemu przeciwnikowi. Szkoda pierwszej straconej bramki, po przypadkowym rzucie karnym, bo Jirzi Piroch wykonał w polu bramkowym wślizg, trafiając w piłkę, a nie w nogę rywala, ale sędzia stwierdził, że atak był wyprostowaną nogą, że za duża agresja i wskazał na „wapno". Mieliśmy jednak także akcje, szczególnie na początku, w których także mogliśmy się pokusić o trafienie. Więc 1. połowa była solidna. Natomiast po przerwie – tu mogę mieć pretensje do zawodników o wejście w grę – zaczęliśmy ospale. Nie byliśmy tak dynamiczni jak w pierwszej połowie i słabsze 10 minut kosztowało nas stratę bramki. Choć później, z minuty na minutę, było coraz lepiej i nawet w końcówce zamykaliśmy lubinian na ich połowie, strzeliliśmy tylko jednego gola. Z postawy drużyny w końcówce możemy być jednak bardzo zadowoleni i nic dziwnego, że chłopcy mieli pretensje do sędziego, że nie dołożył kilku minut do czasu gry w drugiej połowie, bo oni z boiska czuli, że są blisko. Dlatego cieszy mnie to, że w tak poważnej grze sprawdziliśmy formę i zdaliśmy egzamin. Oczywiście stracone gole będziemy analizować i przyglądniemy się, kto nie powinien dopuścić do oddania strzału zza pola karnego przy pierwszej straconej bramce i jak można było przerwać akcję przy drugim ciosie, bo takich sytuacji po prostu musimy unikać.

Zaprezentowały się praktycznie dwie jedenastki. Komu przyglądał się pan najuważniej?

- Z tej racji, że to był pierwszy mecz Cassio, szczególnie patrzyłem na naszego ostatniego z pozyskanych piłkarzy i mogę powiedzieć, że jeszcze musi się uczyć zasad, które wpajaliśmy zespołowi od początku okresu przygotowawczego. Z kolei widać u niego dużą swobodę w grze, momentami nawet za dużą, bo popełnił błąd, który został co prawda naprawiony, ale też daje do myślenia. Lepiej, że to było w takim meczu na dzień dobry, bo jest co „wytknąć”, ale pochwalić można siłę fizyczną, dynamikę, doskok do przeciwnika, więc możemy być zadowoleni, że do nas dołączył. Ale zarówno pierwszy, jak i drugi skład, z młodzieżowcami z zespołu rezerw Filipem Kupczykiem i Marcelem Białowąsem, którzy weszli na końcówkę, pokazał, że wie jak ma grać. Chcemy, żeby Odra grała w stylu, który przynosił dobre efekty w klubach, w których pracowałem poprzednio. Wysoki pressing, duża intensywność i skuteczność. Tak ma grać drużyna z Opola i do tego będę dążył. Nie ma w niej miejsca dla tych, którym się nie chce biegać.

Czy rywalizacja o miejsce w jedenastce, bo ma pan praktycznie po dwóch równorzędnych kandydatów na każdą pozycję, będzie motorem napędowym czy sprawi ból głowy trenerowi?

- Lepiej mieć taki ból głowy niż zamartwiać się tym, kto ma zagrać i wybierać mniejsze zło. A w Odrze mamy dobrze dobraną kadrę, która praktycznie jest już zamknięta. No może jeszcze jakiś jeden „złoty strzał” na rynku transferowym się nam trafi. Tylko, czy z naszymi możliwościami finansowymi stać na taki „zakup” nawet gdyby się pojawiła super okazja? Koncentrujemy się więc na tym co mamy, a w meczu z Zagłębiem nie zagrali leczący urazy Jakub Pochcioł, Jakub Bartosz i Mateusz Spychała. Pochcioł niby jest w treningu, ale ciągle coś tam czuje i to mnie martwi, bo nie zagrał jeszcze w żadnej grze kontrolnej. Z kolei Bartosz ma poważniejszy uraz i wymaga dłuższej przerwy, więc na jego grę na inaugurację sezonu nie ma co liczyć. Za to Mateusz jest w pełni sił i po prostu dostał wolne, żeby nie przesadzić z jego natężeniem powrotu do gry po kontuzji, którą wyleczył wiosną. Trzeba więc czasem „podmuchać na zimne”.

Jesienią ubiegłego roku „odkrył” pan Adama Wójcika, który nie tylko pokazał się z dobrej strony i pomógł Odrze w zdobywaniu punktów, ale i przyczynił się do wysokiej pozycji zespołu w Pro Junior System. Czy w tym roku kolejny opolanin dostanie taką szansę?

- W drużynie mamy sporą grupę młodzieżowców. Białowąs i Kupczyk, o których już wspominałem, w meczu z Zagłębiem dali dobry sygnał. Gdy wchodzą na boisko nakazuję im wręcz, żeby grali bez kompleksów. Mają pokazać co potrafią, oczywiście wykonując swoją robotę i wywiązując się ze swoich zadań taktycznych. Marcel, czyli nasz 18-letni stoper odważnie atakował i nie bał się strzelać, a Filip także z rocznika 2006, zaprezentował między innymi odważną szarżę lewym skrzydłem. Wszystko co zrobią do przodu, w pojedynkach indywidualnych tylko działa na plus. Nie wolno ich stopować, a przyjdzie taki moment, że dostaną swoją szanssę i muszą być gotowi, żeby pomóc drużynie.

Rozmawiał Jerzy Dusik