Powrót do korzeni
Spadkowicz spod Jasnej Góry otrzymał licencję na grę w III lidze i działacze mogą skupić się na budowaniu drużyny.
Piotr Nocoń to kapitan i ikona klubu z Loretańskiej... Fot. Skra Częstochowa
SKRA CZĘSTOCHOWA
To dwie najważniejsze i najbardziej pozytywne informacje wypływające ze Skry, która po siedmiu latach występów w wyższych ligach spadła na czwarty poziom. Decyzja Lubuskiego ZPN, który w najbliższym sezonie będzie prowadził rozgrywki trzeciej grupy III ligi, nie była wcale oczywista, dlatego klubowym działaczom spadł z serca spory kamień. Nie brakowało takich, którzy na Skrze postawili krzyżyk, widząc ją w klasach regionalnych, a bardziej pesymistyczne głosy mówiły nawet o całkowitym upadku.
Wariant oszczędnościowy
Do najgorszego scenariusza nie doszło, ale na razie Skra jest rozsypana organizacyjnie. Nie wiadomo, kto poprowadzi zespół; nie ma sztabu i zawodników. Przyzwyczajeni do problemów są jednak pewni, że obecne trudności również uda się przezwyciężyć. Ze względów finansowych wdrożona zostanie koncepcja budowy zespołu opartego na zawodnikach z regionu; to zresztą powrót do korzeni. – W większości będzie to grupa wywodząca się z regionu częstochowskiego, podobnie jak w 2018 roku, gdy awansowaliśmy do II ligi – mówi wiceprezes Piotr Wierzbicki.
Nie należy jednak spodziewać się nadmiernego posiłkowania graczami drugiej drużyny, pod uwagę branych jest trzech-czterech wyróżniających. Różnica poziomów jest bowiem zbyt duża i zawodnicy, którzy grali na szóstym poziomie, zwyczajnie nie daliby rady natychmiast przeskoczyć dwa szczeble wyżej. – Trzecia liga wcale nie jest taka słaba. Piotr Nocoń grał tam jedną rundę i potwierdza te słowa. Górnik Polkowice, który przez długi czas podążał podobną do nas ścieżką awansów i spadków, ostatnio do końca musiał walczyć o utrzymanie – dodaje Wierzbicki. Wspomniany Nocoń jest ikoną Skry – został jej zawodnikiem w 2014 roku i od tego czasu, z krótką, bo półroczną przerwą na rezerwy Rakowa, w niej występował. W klubie mają nadzieję, że w niej zostanie, ale ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła.
Stadionowe problemy
Licencja jest obarczona nadzorem infrastrukturalnym, ponieważ klub ma wciąż nierozwiązany problem z brakiem trybun na stadionie. Skra poprosiła komisję o odstępstwo w tym zakresie, ale nie ma w swych staraniach zbyt wielu argumentów. Jest spadkowiczem, a nie beniaminkiem, w przypadku których na pewne kwestie czasami można przymknąć oko. Formalnie licencja została przyznana na boisko przy Kopalnianej, ponieważ brak trybun dyskwalifikuje paradoksalnie bardzo nowoczesny obiekt przy Loretańskiej. Skra nie zamierza jednak wyprowadzać się ze swojego obiektu. Za bramkami mają zostać postawione trybuny na 500 osób, które pozwolą spełnić infrastrukturalne braki. Będzie to jednak dość sztuczny twór, bo mało komu będzie się uśmiechało oglądać mecze z tak nieatrakcyjnych miejsc. Innego pomysłu na pozostanie na swoim stadionie w Skrze raczej nie znajdą. Władze miasta w rozwiązaniu tego problemu praktycznie nie pomagają, a po spadku z II ligi nacisk społeczny będzie jeszcze mniejszy.
Awans nie przeszkodził
W Częstochowie od czasu do czasu zdaje się słyszeć głosy, że Skrze zaszkodził nieplanowany awans na zaplecze ekstraklasy w 2021 roku, na który klub nie był pod żadnym względem przygotowany. Wiceprezes Wierzbicki nie zgadza się jednak z takim postawieniem sprawy. – Awans na pewno nam nie zaszkodził. Problemem był za szybki spadek, który stał się przyczyną problemów finansowych. Jeszcze jeden sezon w I lidze pozwoliłby nam na lepsze poukładanie pewnych spraw – tłumaczy działacz Skry.
Nie da się również ukryć, że najgorszą rzeczą związaną z awansem była konieczność wyprowadzki z Częstochowy, ponieważ nie było szans obiektu przy Loretańskiej przystosować do I ligi, a już na pewno nie było na to środków. Najpierw Skra domowe mecze rozgrywała na boiskach rywali, a gdy PZPN zaczął coraz bardziej kręcić nosem, klub – wzorem Rakowa – zaczął wynajmować stadion w Bełchatowie. – Wielka szkoda, że sezonu w roli beniaminka nie udało się zagrać przy Limanowskiego – nie kryje żalu Wierzbicki. Skrze nie udało się dogadać z Rakowem, a władze miasta również jej w tych staraniach nie wspierały. Obecnie klub z Loretańskiej znajduje się w zupełnie innej rzeczywistości, ale należy się cieszyć, że przynajmniej na razie w ogóle przetrwał.
Mariusz Rajek