Potrzebujemy zawodników o wysokich umiejętnościach
Rozmowa z Krzysztofem Brede, trenerem Podbeskidzia Bielsko-Biała
Trener Krzysztof Brede mocno przeżywa każdy występ swojego zespołu... Fot. Norbert Barczyk/PressFocus
Jest pan zadowolony z dotychczasowego okresu przygotowawczego?
- To, co planowaliśmy jest realizowane. Jestem niezadowolony trochę z tego, że kilku zawodników nie jest obciążonych w takim wymiarze, jak byśmy chcieli. Jest to efektem urazów, które nie pozwalają im pracować na 100 procent. Chodzi o Kacpra Gacha, Wojtka Szumilasa i Michała Bednarskiego. To nie są kontuzje piłkarskie, a przypadłości, na które nie mieliśmy wpływu.
W sparingach sporo bramek straciliście po akcjach lewą stroną boiska. Trzeba bić na alarm?
- Patrzyłbym na to w bardziej fachowy sposób. Większość z nich była wynikiem tego, że dokonywaliśmy zmiany na skrzydle. Tam zostaje najczęściej umieszczony młodzieżowiec z innego klubu (Oskar Zawada - przyp. red.) lub jest to Bartosz Martosz, który grał u nas, ale głównie jako ofensywny pomocnik. Oni nie mają tych nawyków i lewa obrona często miała problem techniczno-taktyczny. Widzimy to, pracujemy nad tym, zwracamy uwagę nie tylko podczas odpraw, ale też podczas meczów kontrolnych. Z jednej strony dobrze, że to się dzieje w sparingach i wierzę, że do ligi będziemy gotowi.
Latem do drużyny dołączyli Oskar Zawada i Rychard Nagy. Jakie są ich największe atuty?
- Oskar to zawodnik przebojowy, który daje dużo pożytku drużynie, szczególnie w takiej organizacji gry w ataku, jaką chcemy preferować. Efektem tego jest jego duży udział w akcjach ofensywnych. Było to widać choćby w sparingu z Zagłębiem Sosnowiec, w którym strzelił gola. Wiele do życzenia pozostaje jego gra obronna. Z kolei Richard to zawodnik, którego wzięliśmy do rywalizacji i z Kornelem Osyrą ma dać zabezpieczenie naszej podstawowej dwójce (Marcin Biernat-Jan Majsterek - przyp. red). Otworzył nam też kilka opcji, by grać trójką obrońców, bo to piłkarz świetnie wyprowadzający piłkę lewą nogą. Zaprezentował to Tatranie Preszów, z którym awansował do słowackiej ekstraklasy. Ten zespół dużo grał w ataku pozycyjnym, a Nagy miał wiele kontaktów z piłką. Jest agresywny w fazie przejściowej, wychowankiem dobrej szkółki piłkarskiej jaką ma MSK Żylina i wierzę, że jak dojdzie fizycznie do siebie, bo słowacka 1. liga wcześniej skończyła i miał dłuższą przerwę, to będzie to piłkarz, który nie zgodzi się z tym, by być tylko rezerwowym.
Planujecie jeszcze transfery w tym okienku? Jakie pozycje wymagają wzmocnienia?
- Na pewno musimy wzmocnić ofensywę. Musimy mieć w niej więcej jakości, ale muszę przyznać, że nie jest łatwo dobrać do naszego zespołu zawodników pod kątem specyfikacji i cech, które chcemy mieć. Mamy ich wyłonionych, ale piłkarze ci mają ambicję, by grać w wyższej lidze i nie jesteśmy ich pierwszym wyborem. Dodatkowo stawki proponowane przez agentów są dla nas wysokie, a my musimy pilnować budżetu i nie będziemy robić niczego na wariata. Byliśmy w tak dużych problemach finansowych, że dzisiaj jest bardzo ważne, byśmy byli stabilni. W pewnym momencie trzeba być cierpliwym, a najbardziej zniecierpliwiony powinienem być ja. Działacze znają moje wymagania, pracują nad tym, byśmy dokonali wartościowych wzmocnień. Chcemy sięgać po piłkarzy o umiejętnościach nie na drugoligowe boiska, ale na pierwszą ligę, a nawet ekstraklasę.
Mówiło się o powrocie Kamila Bilińskiego. Rozmawiał pan z tym doświadczonym napastnikiem?
- Kiedyś ściągałem go do Podbeskidzia (zimą 2020 roku - przyp. red), a teraz Kamil sam się do mnie zgłosił z pytaniem, czy byłbym zainteresowany. Po rozmowie z prezesem uznaliśmy, że stan personalny - Maciej Górski, Lucjan Klisiewicz i Grzegorz Janusz - na dzisiaj jest wystarczający. Dajemy wsparcie tym piłkarzom i wiarę w ich umiejętności. Nie patrzymy na to, żeby grać na dwóch klasycznych napastników, a mielibyśmy czterech piłkarzy i najprawdopodobniej któryś byłby niewykorzystywany w 100 procentach. Temat nie jest zamknięty, ale jeżeli cokolwiek by się wydarzyło, to ponownie możemy podjąć rozmowę.
Do klubu z wypożyczenia wrócił Maksymilian Sitek. Czy ten skrzydłowy zostanie w Podbeskidziu?
- Każdy zawodnik, który jest w klubie, jeśli będzie dobra oferta i będzie wykazywał ochotę, jest do sprzedaży. Jeżeli będzie oferta na każdego z piłkarzy, to oczywiście będziemy rozważać, czy mamy na jego miejsce następcę, czy klub na tym zyska. Stwierdziliśmy z właścicielami, że Podbeskidzie potrzebuje trwałości, a nie ciągłej wymiany. Potrzebujemy więcej przywiązania do piłkarzy, bo analizując to, kiedy klub najlepiej funkcjonował, to czas, gdy co najmniej 40 procent zespołu było trwałe, a piłkarze grali tu dwa, trzy, cztery lata i czuli przywiązanie. Sytuacja Maksa jest bardzo prosta, bo rozmawialiśmy kilkukrotnie z przedstawicielami agencji, która go reprezentuje i wiemy, że na razie zostaje u nas, ale to nie znaczy, że do końca okienka temat się nie pojawi. Mamy określone kwoty, za które jesteśmy gotowi go sprzedać.
Latem pojawiły się oferty za Michała Willmanna...
- To ważna postać drużyny. Wiem, że każdy chce się rozwijać, pójść krok dalej, ale odbyłem wiele rozmów zarówno z jego agencją, jak i piłkarzem. Było wiele emocji w tym wszystkim, ale myślę, że zachowaliśmy pełen profesjonalizm. Michał na ten moment zostaje z nami. Moglibyśmy go sprzedać, ale tylko za określoną kwotę, którą klub by odczuł, ale nie za kwotę, która nie jest dla nas atrakcyjna. O to zadbali właściciele, którzy przekazali, że nie wyobrażają sobie, by oddawać piłkarza za nierynkową ofertę. Wytłumaczyłem Michałowi, co znaczy w naszej drużynie i chciałbym, żeby pomógł nam w osiągnięciu tego, o czym marzymy. Życzyłem mu, by stał się nowym Markiem Sokołowskim. Czy tak się stanie? Marek też stąd wyjechał i wrócił. Wiele sytuacji powtarza się w życiu i chciałbym, żeby podobną drogę przebył „Willi”. Na razie jednak pozostał z nami i chciałby, żeby pociągnął zespół w odpowiednim kierunku.
Tym bardziej że to uniwersalny zawodnik...
- To prawda. Jeśli Michał jest w formie, jest w stanie zagrać na trzech, a może nawet na czterech pozycjach. W sparingach jest tak wykorzystywany, ale docelowo widzę go, patrząc na ustawienie młodzieżowców, jako bocznego napastnika. Do gry na tej pozycji ma predyspozycje. Dużo nad tym pracujemy, za co odpowiada nowy członek sztabu, który grał na tej pozycji w ekstraklasie (Dawid Plizga - przyp. red.). Widzę bardzo dobrą jakość działania, stwarzamy sytuacje, na co wpływ ma Michał, ale nie jesteśmy skuteczni. Alternatywnie, gdy zajdzie taka potrzeba, Willmann może zagrać jako prawy lub lewy obrońca, a także jako środkowy pomocnik. Powiem coś górnolotnego - biorę za to odpowiedzialność i chciałbym, żeby Michał był taką postacią dla Podbeskidzia - zachowując wszystkie proporcje - jak Philipp Lahm dla Bayernu Monachium.
(gru)
CZY WIESZ, ŻE...
Krzysztof Brede pod względem stażu jest drugim najdłużej pracującym trenerem PodbeskidziA. W latach 2018-20 oraz od początku sezonu 2024/25 drużyna pod jego wodzą rozegrała 122 spotkania, z których wygrała 51 (41,8%), zremisowała 29 i przegrała 42. Jego średnia punktowa wynosi 1,49.
REMIS Z PIASTEM
W ostatnim sparingu przed inauguracją drugoligowych zmagań bielszczanie zremisowali z Piastem Gliwice, którego mecz z Legią Warszawa został przełożony. Do spotkania doszło na głównej płycie Stadionu Miejskiego i padły w nim dwie bramki.
◼ Podbeskidzie Bielsko-Biała - Piast Gliwice 1:1 (1:0)Bramki: Klisiewicz 34 - Barkowskij 80.
PODBESKIDZIE: Forenc - Willmann (46. testowany), Biernat, Majsterek (88. Nagy), Dziwniel - Sitek (63. Bieroński), Kizyma (89. Janusz), Szumilas (63. Urynowicz), Martosz (63. testowany), Zawada (46. Florek) - Klisiewicz (63. Górski). Trener Krzysztof BREDE.
PIAST: Plach - Twumasi (72. Mokwa), Czerwiński, Drapiński, Lewicki (46. Leśniak) - Jirka, Dziczek, Tomasiewicz, Chrapek (72. Daniel), Mucha (72. testowany) - Boisgard (63. Barkowskij). Trener Max MOLDER.