Sport

Potrzebowaliśmy nowej energii

Rozmowa z Łukaszem Tomczykiem, trenerem Polonii Bytom

Łukasz Tomczyk (z lewej) i jeden z jego zaufanych „żołnierzy”, na boisku oraz w sztabie, Jakub Arak. Fot. BS Polonia Bytom

Czy po intensywnej wiośnie w 2. lidze, zakończonej awansem, dwa tygodnie resetu wystarczyły drużynie?

- Myślę, że tak. Jeśli ktoś się regularnie dobrze prowadzi, dba o regenerację, to te dwa tygodnie tylko mu pomogły.

Mieliście krótki okres przygotowawczy, udało się zrealizować plany?

- Nie ma się co oszukiwać, letni okres jest krótki, nie da się zrobić wszystkiego. Zresztą inne zespoły też będą się scalać dopiero w lidze, mecz za meczem. Ale cieszymy się, że od razu w pierwszym tygodniu pojechaliśmy na obóz na Słowację, zagraliśmy bardzo mocne sparingi z zespołami ekstraklasy słowackiej i czeskiej drugiej ligi - oni podchodzą do tego bardzo intensywnie, bez odpuszczania. Doszli też nowi zawodnicy, byli inni, testowani, do tego hotele, droga na inne boisko, inne uposażenie itd. Pierwsze dni trochę uciekły, ale piłkarze musieli się szybko dostosować.

Było oczywistym, że będziecie wzmacniać kadrę na 1. ligę, ale skala zmian, zwłaszcza w defensywie - pięciu nowych obrońców - trochę zaskakuje. Koniec z wynikami Polonii 5:4, 5:3 albo 4:2?

- Różne są przyczyny tych zmian. Pierwsza, chcieliśmy wlać w zespół nową energię. Druga, chcieliśmy dodać piłkarskiej jakości; trzy ostatnie mecze w 2. lidze, w których dałem pograć zmiennikom i zdobyliśmy jeden punkt, pokazały, że nie pomyliłem się co do składu. Trzecia przyczyna, to jest pierwsza liga - spójrzmy, ile tu zarabiają zawodnicy, z jaką są przeszłością, skąd przychodzą. Czwarta, po prostu taka jest potrzeba - dochodzą kontuzje, które w 2. lidze naszych obrońców nie oszczędzały. Trzon zespołu zostawiliśmy, ale możliwe, że w Łęcznej wyjdzie ósemka z drugiej ligi, w trójce obrońców dwóch z poprzedniego sezonu. Szukamy nowej jakości już teraz, bo nie chcemy robić rewolucji zimą, kiedy okienko transferowe jest trudniejsze.

Teraz jest łatwiej piłkarzy ściągnąć, ale jest mniej czasu, żeby nowych zaadoptować…

- Szukamy cały czas takiego jednego procenta, także wśród zawodników. Znamy ich charaktery, mamy ich rozpoznanych, ocenionych, policzonych. Wiemy, czego możemy się po nich w meczu spodziewać, a czego nie. Gdyby coś nam jednak nie wyszło w pierwszej lidze, to broń Boże nie będzie powodem tych zmian. Tylko po prostu potężnej jakości ligi.

Hiszpański obrońca Jordi Calavera nie był na obozie i nigdy nie grał w Polsce. Zdąży?

- Nie ma szans, żeby był gotowy szybko. Potrzebuje kilku tygodni, miesiąca, czasu do wdrożenia do naszych standardów, wspólnego treningu. Ale musimy próbować transferów zagranicznych, żeby nauczyć się rzeczy organizacyjnych, ja jako trener też muszę nauczyć się postępowania z takim zawodnikiem, przejrzeć rynek, co on nam może zaproponować i następnie ocenić. Zrobiłem mocny research, oglądałem Jordiego na nagraniach, rozmawiałem z zawodnikami z tamtej ligi, z trenerami, z agentem, mieliśmy też z Jordim rozmowę wideo. Samo jego CV - ponad 150 meczów w Segunda Division - mówi, że to doświadczony zawodnik, który grał na wysokim poziomie. Z piłką ma dużą jakość, szczególnie na sztucznym boisku, ale musi załapać też nasze działania w defensywie i tak dalej. Zobaczymy, nie każdy zawsze „odpali”.

Jean Franco Sarmiento wiosną też powoli się przebijał, pomimo tego, że grał wcześniej w Polsce.

- Tak jest, odpalił w drugiej połowie rundy tak naprawdę. Każdy potrzebuje czasu.

Kto z nowych piłkarzy pana pozytywnie zaskoczył?

- Zacznę może od tych, którzy zostali, bo to dla nich gloryfikacja za poprzedni sezon. Wygląda, że są w dobrej formie, pokazali to w treningach i sparingach. Wierzymy w nich. Wiedziałem, że część tych, która odchodzi, może być spokojna, bo się rozwinęła i złapie niezły klub. Im też dziękuję. A jeśli chodzi o nowych, to nie chciałbym ułatwiać roboty przeciwnikom, bo czytają wszystko. Ale na pewno będą opcje, że wejdą do składu. Oni dodali nową energię, niektórzy - jak Wołkowicz - przychodzą z wyższej ligi, mają w sobie duży profesjonalizm, więc myślę, że tą jakość będzie widać. Inni - jak Azackij - mieli swoje perypetie. Nie jesteśmy pierwsi w łańcuchu, więc często musimy sięgać po zawodnika po przejściach, ale Polonia potrafi takich odbudować.

Zaskoczycie przeciwników, że Polonia gra inaczej niż w 2. lidze?

- Szukamy cały czas modelowych udogodnień, nowych rozwiązań w taktyce, zmian personalnych, innych. Na wyjazdach będziemy grali tak samo jak dotąd. A u siebie każdy zespół jest bardziej odważny, my będziemy chcieli mocniej narzucić swój styl. Na pewno będzie to nasz rdzeń, że chcemy grać w piłkę, mieć posiadanie. Jesteśmy drużyną kompleksową, dobrą w każdej fazie, nie tylko w ataku i w obronie, ale i w przejściach, przy stałych fragmentach - takie jest DNA Polonii.

Co w tej lidze chcecie zrobić?

- Rozwijać się dzień po dniu, krok po kroku, mecz po meczu. Wszyscy dobrze wiedzą, że podstawowym celem jest utrzymanie.

Trochę minimalistycznie…

- Dlaczego? A jaki mamy budżet w lidze? Odpowiem panu - jeden z dwóch najmniejszych. My i Głogów.

Ale w 2. lidze mieliście budżet w środku tabeli, a byliście najlepsi.

- Tak, tylko że w 1. lidze są zawodnicy, którzy przed chwilą grali w ekstraklasie albo doświadczeni obcokrajowcy, i tak dalej. Chcemy po kolei realizować swoje cele, mecz po meczu. Rozwijać się, zaadoptować w tej lidze - kadrą, klubem, miastem. I dlatego celem głównym jest utrzymanie. Zimą zobaczymy, na którym miejscu jesteśmy, zweryfikujemy cele. Ale wiemy, że jeśli za szybko narzucimy na szatnię i na klub wyższe cele, to po prostu temu nie sprostamy. Jeszcze dwa lata temu byliśmy w trzeciej lidze, szybko awansowaliśmy z 2. Chyba nikt nie chce, żeby Polonia znowu była w 4. Trzeba budować mądrze, metodycznie. I nie jest też tak, że na starcie liga daje nie wiadomo jakie pieniądze i wszystko się zmienia. Nie, musisz sobie na to zapracować. I to właśnie będziemy robić, rok po roku.

Odsuwanie presji?

- Popatrzmy - u siebie nie ma na razie drugiej trybuny, jest jedna mała, scalamy zespół, zaczynamy od trzech meczów na wyjeździe…

Dla beniaminka to faktycznie wyzwanie.

- Wszyscy wiedzą, że start jest ważny, a my nie gramy przed własną publicznością i na naszym boisku.

Na szczęście rywali nie macie z topu - Łęczna i Chrobry, na koniec teoretycznie najsilniejszy ŁKS.

- To się okaże po meczu, bo każdy pracuje, są doświadczeni trenerzy w tej lidze. I my chcemy dobrze wystartować - naszą organizacją gry, mocnym mentalem, naszą piłką. Zobaczymy, na ile nam to pozwoli. Jestem trenerem, który się nie boi, już wiele razy to pokazałem. Rozwijam zawodników, rozwijam sztab, rozwijam projekt. Ale też twardo stąpam po ziemi i raczej jestem czujny. I nie chcę tutaj wylewać dziecka z kąpielą.

Pan też będzie beniaminkiem w 1. lidze. Spodziewa się pan, że coś może pana zaskoczyć?

- Byłem asystentem w 1. lidze i nie było to aż tak dawno temu (w latach 2021-23 w Resovii i GKS Katowice - przyp. red.). I nawet jeżeli coś mnie zaskoczy, to zawsze miałem zdolność uczenia się, szybkiego wyciągania wniosków. Oglądam, analizuję, weryfikuję - żeby jak najszybciej zaadoptować się do miejsca, w którym jestem. To była zawsze moja mocna cecha od małego (Tomczyk wychowywał się w domu dziecka - przyp. red.), potem w różnych klubach i miejscach. I wierzę w to, że podobnie będzie w 1. lidze. Ale czas pokaże.

Rozmawiał Tomasz Mucha

Premiera w Łęcznej

Niebiesko-czerwoni inaugurują sezon w Łęcznej w sobotę o 17.30 z tamtejszym Górnikiem. Dla Zielono-czarnych to czwarty z rzędu sezon na zapleczu ekstraklasy. Najbliżej powrotu na salony Górnicy byli w sezonie 2023/24, kiedy przegrali w półfinale baraży po rzutach karnych z Motorem Lublin.

W poprzednich rozgrywkach jedenastka z Lubelszczyzny zakończyła zmagania na 9. miejscu ze stratą 6 punktów do strefy barażowej. Po sezonie odszedł słowacki trener Pavol Stano, zastąpił go na ławce Maciej Stolarczyk, który po zwolnieniu z Jagiellonii Białystok od ponad dwóch lat pozostawał bez pracy.

Po raz ostatni Polonia z Górnikiem mierzyła się za poprzedniej bytności bytomian na drugim szczeblu - w sezonie 2012/13: dwukrotnie, 3:1 i 1:0, górą byli rywale.