Sport

Postępy cieszą...

Rozmowa z Aleksandrą Jagieło, dwukrotną mistrzynią Europy, prezeską BKS Bostik ZGO Bielsko-Biała

Aleksandra Jagieło ma powody do satysfakcji. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus

Była pani inicjatorką zmiany trenera kadry oraz orędowniczką Stefano Lavariniego. Pewnie jest pani z tego powodu usatysfakcjonowana?

- Moja osoba w tym przypadku jest najmniej istotna. Ta zmiana była podyktowana troską o reprezentację. Chciałam, by gra siatkarek nabrała wyrazu i by wreszcie zaczęły odnosić znaczące sukcesy. Potencjał w tej drużynie był spory, ale z reguły prezentowany tylko w pojedynczych meczach. Brakowało znaczącego wyniku, by dziewczyny uwierzyły w swoje możliwości i że potrafią wygrywać. Cieszę się, że plan z trenerem Lavarinim wypalił i wszystko toczy się w dobrym kierunku. Reprezentacja notuje stałe postępy i to mnie cieszy. Natomiast jestem przekonana, że jeszcze wiele przed tą drużyną; i nami, jako jej kibicami, bo przecież najważniejsze są piękne chwile. Przy tej okazji warto również zwrócić uwagę, że kadra ma zaplecze. Gdy w poprzednim sezonie z gry w reprezentacji zrezygnowała rozgrywająca Asia Wołosz, wszyscy mocno marudziliśmy (śmiech), że powstanie spora wyrwa. A tymczasem nic wielkiego się nie stało i obecne rozgrywające udźwignęły ciężar odpowiedzialności. A ponadto po raz pierwszy od 22 lat zdobywamy medale w reprezentacjach juniorskich i młodzieżowych - to znak, że z zapleczem pracuje się na odpowiednim poziomie i o przyszłość możemy być spokojni. Mam nadzieję, że teraz na stale zagościmy w czołówce światowej.

A jak pani odebrała porażkę z Włoszkami w półfinale Ligi Narodów i czy wtedy nie bała się pani o losy zespołu?

- To nie była porażka tylko srogie lanie i sama tego doświadczałam wiele razy podczas kariery siatkarskiej (śmiech). To się zdarza i sęk w tym, żeby się jak najszybciej pozbierać. To rola nie tylko trenera, ale całego sztabu szkoleniowego i... zawodniczek. Widać, że wszyscy doskonale odrobili lekcje i w kolejnym meczu zespół zaprezentował się z jak najlepszej strony. Słowa uznania kieruję pod adresem wszystkich, że wyszli z tej trudnej sytuacji bez szwanku. Nasze dziewczyny były niezwykle skoncentrowane oraz waleczne i przyniosło to efekt. Po Japonkach było widać trudy pięciosetowego meczu z Brazylią. To jednak problem Azjatek, a nie nasz. Brązowy medal Ligi Narodów jest cenny i czekamy na kolejne.

Jak pani ocenia tegoroczną edycję Ligi Narodów?

- Końcowa kolejność jest odzwierciedleniem siły i potencjału poszczególnych reprezentacji. Włochy na tę chwilę są bezkonkurencyjne, o czym świadczy 29 zwycięstw z rzędu i ponad 300 dni bez porażki. To kapitalny zespół, wręcz marzenie, bo przecież obok podstawowych zawodniczek są również wartościowe zmienniczki. Będą dominowały przez najbliższe lata – tak sądzę. Brazylia powoli się zbliża do tego poziomu, jaki reprezentowała nieco wcześniej. Dobrze się stało, że jako gospodarze sięgnęliśmy po brązowy medal po raz trzeci z rzędu. To świadczy o dobrej i systematycznej pracy z kadrą. Japonia poczyniła postępy i zaczyna się piąć w światowym rankingu. Nowy trener Ferhat Akbas sprawił, że zespół zmienił oblicze i pewnie będzie coraz groźniejszy.

Czy nasz zespół, pani zdaniem, jest kompletny?

- Nie wiem, jaką wizję ma trener. Zawsze po igrzyskach część zawodniczek kończy reprezentacyjną przygodę bądź też decyduje się na przerwę, by wyleczyć przewlekłe kontuzje. W sobotę spotkałam w Łodzi Marlenę Kowalewską, która leczy achillesy. Natalia Mędrzyk czy Monika Fedusio pewnie myślą o powrocie do kadry. Trener Lavarini ma doskonały przegląd i orientacje, więc doskonale wie na kogo może liczyć. To nie tylko wytrawny strateg, ale również psycholog, potrafiący świetnie współpracować zawodniczkami.

Pani prognozy przed mistrzostwami świata?

- Oby tylko się odbyły, bo sytuacja polityczna na granicy tajlandzko-kambodżańskiej jest mocno skomplikowana. Turniejowa drabinka jest tak ułożona, że w ćwierćfinale trafiamy na Włochy. To jednak ewentualne zmartwienie na potem. Wychodzę z założenia, że trzeba - robiąc krok po kroku - zmierzać konsekwentnie do celu. Najpierw trzeba wyjść z grupy eliminacyjnej.

Rozmawiał Włodzimierz Sowiński