Sport

Porzućmy nadzieje

Przepraszamy – jedynie to słowo powinno paść ze strony młodych Biało-czerwonych po meczu ze Słoweńcami. Nie na to liczyliśmy, nie tego oczekiwaliśmy.

Jedynie do Adama Witkowskiego, który odbił 10 z 32 rzutów, nie można mieć większych pretensji. Fot. PAP / Marian Zubrzycki

MŁODZIEŻOWE MISTRZOSTWA ŚWIATA

Po inauguracyjnym wysokim zwycięstwie z Urugwajem i remisie Słowenii z Norwegią piątkowy pojedynek Polaków z siódemką z Bałkanów – w przypadku zwycięstwa – mógł im zapewnić awans do fazy głównej. Stawka meczu była więc spora, choć w odwodzie mieliśmy jeszcze sobotnie spotkanie z Norwegami i ewentualne zwycięstwo dawałoby awans do głównej drabinki. Tylko po co czekać 24 godziny na decydujące starcie ze Skandynawami, którzy i tak wydawali się teoretycznie silniejszym przeciwnikami od piątkowych? Chcąc mierzyć wysoko, chcąc coś osiągnąć, wczorajsza konfrontacja z reprezentacją, którą w lipcu ubiegłego roku podczas Euro U-20 nasza młodzież pokonała 33:29, była kluczowym momentem dopiero co rozkręcającego się mundialu.

Nerwowo, nieskutecznie

Zaczęliśmy nerwowo, nieskutecznie, od zmarnowanych trzech stuprocentowych okazji. Mocno spięci pierwszą bramkę zdobyliśmy dopiero w 8 minucie, po rzucie karnym Patryka Wasiaka, a gola z akcji w 10 minucie za sprawą Patryka Grzesika. Po kwadransie o czas poprosił nasz selekcjoner i najpierw dwukrotnie zapytał swoich chłopaków: „Czy jesteśmy na hali?”. Pytanie zasadne, bo początek był fatalny z mnóstwem niewymuszonych błędów i nieprawdopodobnie marnowanymi „setkami”. Jedynie do Adama Witkowskiego nie można było mieć większych zastrzeżeń. W 22 minucie doszliśmy Słoweńców na 3 gole, ale wystarczył moment, by... straty wzrosły dwukrotnie. Do przerwy przegrywaliśmy 5 bramkami i... sami ze sobą. Polacy prezentowali się bardzo kiepsko, a mimo to wynik był lepszy niż nasza gra.

Jak dzieci we mgle

Druga połowa miała zmienić nasz nastrój, ale tak się nie stało, bo start tej odsłony był taki sam jak pierwszej. Już po 5 minutach o przerwę poprosił trener Bartosz Jurecki, ponieważ w naszej grze nic się nie zazębiało, a dalej marnowane okazje, obijanie Marka Salamona były irytujące. W 40 minucie strata sięgała już 10 bramek, o trzeci time-out poprosił Jurecki, ale choć było jeszcze 20 minut do końca, to ta strata była już nie do odrobienia. Bez czarowania można było uzmysłowić sobie, że deklasująca Biało-czerwonych reprezentacja Słowenii awans do 2. rundy miała już w kieszeni. Marzenia młodych Orłów zostały odłożone do sobotniego (18.30) spotkania z bardzo mocną Norwegią. Tylko czy po tym, co pokazali w piątek w płockiej Orlen Arenie ich i nasze, czyli kibiców, pragnienia nie są czasem z rodzaju fantazyjno-utopijnych...

Zbigniew Cieńciała

◼  Polska - Słowenia 21:31 (9:14)

POLSKA: Witkowski, Wysocki - Siekierka 4, Kamiński 3, Czertowicz 2/2, Wierzbicki, Wasiak 2/1, Rodak 2, Pinda, Luksa, Pepliński 3, Grzesik 1, Kałużny, Sladkowski 2, Mielczarski 2/1, Martyn. Kary: 14 min. Trener Bartosz JURECKI.

SŁOWENIA: Cesek, Salamon 1 - Jelen 1, Korosec 1, Turk 2, Anżić 5, Muhić 4, Dragić 2, Kacicznik 1, Begić 1, Kljuczanin 7 (CZK, 57 min - gradacja kar), Vujcić, Korże Lesjak 2, Malović 1, Kovacević 3. Kary: 20 min. Trener Klemen LUZAR.

Sędziowali: Carmaux Yann i Mursch Julien (Francja). Widzów 900.

Przebieg meczu: 0:3 (7), 1:3 (8), 2:6 (12), 3:7 (15), 4:9 (20), 6:9 (22), 6:12 (26), 8:13 (28), 9:14 (30), 10:14 (33), 10:16 (35), 11:20 (39), 15:23 (45), 18:28 (52), 20:29 (58), 21:31 (60).