Sport

Popyt na młodych jest sztucznie napompowany

Rozmowa z Łukaszem Piworowiczem, dyrektorem sportowym Piasta Gliwice

Dyrektor Piasta bardzo pozytywnie wypowiedział się na temat zagranicznego nabytku, Quentina Boisgarda (z lewej). Fot. Icon Sport/SIPA USA/PressFocus 

Jak bardzo zmieni się Piast przed nowym sezonem? Klub już pożegnał się z dziesięcioma zawodnikami, kilku z nich często gościło w pierwszym składzie.

– Cały czas kontynuujemy politykę zaciskania pasa, jeśli chodzi o wydatki, a odejścia w dużym stopniu są z tym związane. Żegnamy się z zawodnikami, dla których albo brakło miejsca, albo nie było nas już na nich stać. Kontynuujemy proces restrukturyzacji, który rozpoczął się latem zeszłego roku.

Kto jeszcze może odejść?

– Trudno tak jednoznacznie teraz powiedzieć, ale na pewno rozmowy trwają. Trzem zawodnikom daliśmy wolną rękę w poszukiwaniu nowych pracodawców. Spodziewam się, że w tym temacie coś na pewno jeszcze się wydarzy.

Myśli pan, że Adrian Dalmau utrzyma dyspozycję z poprzedniego sezonu? Hiszpan dla Korony zdobył 10 goli i dołożył dwie asysty.

– Po odejściu Macieja Rosołka daliśmy również wolną rękę Fabianowi Piaseckiemu i było jasne, że potrzebujemy napastnika. Okazało się, że jesteśmy w stanie pozyskać Adriana na korzystnych dla nas warunkach i postanowiliśmy skorzystać z okazji, bo tak można nazwać tę sytuację. Dalmau jest w ekstraklasie już dwa lata, zagrał wiele dobrych spotkań i powinien dobrze pasować do naszej drużyny.

Quentin Boisgard z Apollonu Limassol to zupełnie nowy piłkarz na naszych boiskach. Co o nim wiemy, poza tym, że strzelił zwycięskiego gola w pierwszym sparingu (1:0) z Górnikiem Łęczna?

– To jest zawodnik, który wzmocni nas na pozycji numer osiem lub dziesięć, a ostatnio grał w roli fałszywego lewego skrzydłowego. Dla nas ważne jest to, że to jest inny profil zawodnika w stosunku do tych, których do tej pory mieliśmy w środku pola. Piłkarz, który bardziej jest zainteresowany grą do przodu. Mając obok niego Patryka Dziczka, Michała Chrapka, Grzegorza Tomasiewicza czy Oskara Leśniaka powinniśmy dysponować niezłą linią pomocy.

Emmanuel Twumasi, co przekonało do transferu tego zawodnika, jakie są względem niego oczekiwania i najmocniejsze strony?

Twumasi wypełnia nam lukę na prawej obronie po odejściu Akima Zedadki. Zawodnik trenował z nami w pierwszym tygodniu przygotowań, pokazał wysoki poziom profesjonalizmu, przyjeżdżając w dobrej formie fizycznej po kilku miesiącach bez gry, co w połączeniu z jego dużym doświadczeniem (ponad 100 meczów w MLS - przyp red.), umiejętnościami piłkarskimi i dobrym poziomem przygotowania siłowego, przekonało nas do zakontraktowania zawodnika. Dla nas oczywiście bardzo istotna była również kwestia warunków finansowych transferu.

Będziecie szukać zawodników również w niższych ligach?

– Z wypożyczeń do 2. ligi powracają Szczepan Mucha oraz Piotr Liszewski, choć on akurat będzie miał wolną rękę w poszukiwaniu nowego klubu. Cały czas szukamy możliwości pozyskania młodych polskich zawodników, ale trzeba pamiętać, że oczekiwania finansowe przedstawiane przez agentów są... oszałamiające. Prywatnie mnie to bulwersuje, że ktoś, kto opiekuje się zawodnikiem, który ma 17 czy 18 lat, uważa, że ten chłopak powinien na starcie swojej kariery zarabiać 30-40 tys. zł miesięcznie, mając rozegranych dosłownie kilka spotkań w seniorskiej piłce. Problem istnieje, bo jako kraj co roku wypuszczamy z akademii niewielu ciekawych zawodników. Akademii na wysokim poziomie w porównaniu do innych krajów jest u nas bardzo mało. To wszystko powoduje, że 18 ekstraklasowych klubów walczy dosłownie o kilku ciekawych zawodników, co sprawia, że oczekiwania i warunki przedstawiane przez agentów są bardzo wygórowane. Dziś, aby zakontraktować nastoletniego, obiecującego Polaka trzeba nierzadko zapłacić więcej niż zawodnikowi, który ma rozegrane kilkadziesiąt meczów w ekstraklasie czy w 1. lidze. Trudno się pogodzić z takim stanem rzeczy, bo to nie tak powinno wyglądać. Ten rynek jest bardzo trudny. Popyt na młodych Polaków został sztucznie napompowany przez przepis o młodzieżowcu w ostatnich kilku latach i trochę dzisiaj ponosimy tego konsekwencje.

Rozmawiał pan z trenerem Maxem Molderem o jego pierwszych wrażeniach z naszego kraju?

– Na razie trener w 100 procentach koncentruje się na przygotowaniach do sezonu. O samej lidze nawet jeszcze nie mieliśmy okazji za bardzo porozmawiać. Najważniejszą rzeczą teraz jest, aby zespół dobrze przygotował się do rozgrywek. Cały czas też wspólnie pracujemy nad wzmocnieniami. Z tego co wiem, Polska jako kraj się trenerowi spodobała, wypowiada się pozytywnie nie tylko o kraju, ale również o ludziach, tym co zobaczył. Pod tym względem nie powinno być żadnych problemów.

Można się zatem spodziewać wzmocnień ze Skandynawii?

– Trener mocno uczestniczy w procesie budowania zespołu, to jest normalne. W Piaście od dłuższego czasu spoglądamy na rynek skandynawski, a fakt, że nasz trener jest Szwedem, powinien nam pomóc w przekonaniu zawodników z tamtych rejonów do gry w naszym klubie. Czy tak faktycznie się wydarzy? Jeszcze chwilę musimy poczekać, jednak na pewno jest to kierunek, który jest ciekawy, ale i już eksploatowany przez inne polskie drużyny od dłuższego czasu.

Na początku lipca zagracie sparing z Banikiem Ostrawa i chyba można spodziewać się sporej delegacji Legii Warszawa na tym spotkaniu.

– Dla Legii faktycznie dobrze się złożyło, bo za jednym zamachem będą mogli obejrzeć dwie drużyny, z którymi mogą zagrać w najbliższym czasie, jak Banik (2. runda eliminacji Ligi Europy - przyp. red.) oraz nas, z którymi zagrają na inaugurację ligi. Trzeba jednak pamiętać, że to tylko mecz sparingowy w trakcie obozu przygotowawczego obydwu drużyn. Jeśli chodzi o poziom obciążeń, tutaj może być duży rozdźwięk. Pytanie, na ile przebieg meczów sparingowych jest miarodajny w kontekście późniejszych meczów o stawkę.

Czasami sparingi są zamknięte. Wpuścicie Legię na ten mecz?

– Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Wymaga to zgody wszystkich stron, a jeszcze nie rozmawialiśmy na ten temat z naszym czeskim sparingpartnerem.

Patrząc po dwóch pierwszych meczach kontrolnych z Górnikiem Łęczna oraz Odrą Opole, można ocenić w jakim miejscu jest drużyna? Nad czym przede wszystkim musi pracować trener?


– Zespół rozpoczął przygotowania od bardzo intensywnych dwóch tygodni. Zawodnicy mają po 7-8 jednostek treningowych tygodniowo i kończą mikrocykl meczem sparingowym. Dodatkowo zmienia się model naszej gry, akcenty są położone w innych miejscach niż dotychczas, co jeszcze podnosi poziom trudności z którym mierzą się zawodnicy. Dajemy też szansę wielu młodym zawodnikom (w drugiej połowie meczu z Odrą na boisku zobaczyliśmy 9 zawodników z roczników 2004-07). To wszystko powoduje, że w pierwszych tygodniach przygotowań, nie będziemy przywiązywać wielkiej wagi do rezultatów meczów kontrolnych, bo nie to jest teraz najważniejsze. Jednocześnie wciąż pracujemy nad transferami nowych zawodników do zespołu, będą się oni pojawiać w trakcie kolejnych tygodni, także przed sztabem szkoleniowym pracy niemało.

Co roku powraca pytanie, czy ekstraklasa nie startuje za wcześnie. Pana zdaniem 18 lipca to optymalny termin?

– To na pewno jest temat do rozmów. Rozumiem argumenty za, ale wiem również, że jest bardzo dużo głosów przeciwnych. Jeden z nich jest taki, że trudno nam się negocjuje z zawodnikami z zagranicy w momencie, gdy oni rozpoczynają sezon kilka tygodni później. Jednoznacznie jest mi to trudno ocenić. Na pewno ruszamy dużo wcześniej niż wiele innych krajów z czołówki rankingu UEFA. W kontekście tego, że w tym rankingu przesuwamy się coraz wyżej i większość naszych klubów nie musi rozpoczynać zmagań w Europie od 1. rundy eliminacyjnej, to być może przesunięcie ligowej inauguracji miałoby sens, ale ten temat wymaga pewnie głębokiej analizy ze strony organizatora rozgrywek i nie chciałbym się definitywnie określać za żadnym z rozwiązań.

Nie wiemy jeszcze, jaki będzie ostateczny skład drużyny, ale o co może zagrać Piast w najbliższym sezonie? W grę wchodzi tylko walka o utrzymanie? Klub obecnie osiągnął pewną stabilizację finansowo-organizacyjną?

– W tym momencie na pewno nie będziemy deklarować żadnego wyniku sportowego, o który w najbliższym sezonie będziemy walczyć. Mogę powiedzieć, że każda osoba, która jest w Piaście, bardzo dużą część swojego życia poświęciła, żeby się w tym klubie i lidze znaleźć. Nie ma nikogo, komu brakowałoby ambicji, zapału, chęci do pracy czy umiejętności. Będziemy walczyć o możliwie najlepszy rezultat, ale koncentracja jest na ciągłym rozwoju jakości naszej gry oraz indywidualnym rozwoju zawodników. Jeśli chodzi o sytuację klubu, to został wdrożony plan naprawczy, który jest rozpisany z konkretną perspektywą czasową. Musimy go realizować pod kątem organizacyjnym i przez ten rok udało się bardzo wiele rzeczy poprawić, co pewnie potwierdzą zawodnicy oraz inni pracownicy klubu. Mam nadzieję, że te działania będą kontynuowane i będziemy w stanie klub nie tylko uratować w kontekście finansowym, ale i dalej rozwijać.

Zakończyło się Euro U-21 na Słowacji, dla nas niestety z mizernym efektem. Miał pan okazję podglądać ten turniej na żywo? Czy piłkarze, którzy tam występują, są w zasięgu klubów ekstraklasy, czy w tym momencie to okno wystawowe dla zdecydowanie mocniejszych lig od naszej?

– Miałem w planach wyjazd na turniej, ale ze względu na natłok pracy musiałem go odwołać. Prawda jest taka, że dziś z naszej perspektywy oglądanie kadr U-21 to jest praca na przyszłość, za rok, a nawet dwa lata. Po samym turnieju ci zawodnicy w ogromnej większości będą dla nas nieosiągalni. Za jakiś czas możliwe jednak, że będzie można do tych nazwisk wrócić. Nasz skauting śledzi ten turniej, ale nie spodziewam się abyśmy mogli w najbliższym oknie transferowym pozyskać jakiegoś zawodnika, który tam teraz występuje.

Rozmawiał Mariusz Rajek

Łukasz Piworowicz. Fot. Krzysztof Dzierzawa/PressFocus