Pomysł na talent
Sprowadzenie za 1,7 milina euro Tomasza Pieńki to wyraźny sygnał, że pod Jasną Górą mają ambicje zbudowania drużyny opartej na najzdolniejszych zawodnikach młodego pokolenia.
Tomasz Pieńko jest gotowy do nowych zadań. Fot. Jakub Ziemianin / Raków
RAKÓW CZĘSTOCHOWA
Płacąc takie pieniądze, w Częstochowie będą zapewne chcieli, aby ta inwestycja się zwróciła – mówi poprzedni trener piłkarza, Leszek Ojrzyński z Zagłębia Lubin. Możliwości finansowe Michała Świerczewskiego, właściciela Rakowa, sprawiają, że częstochowianie często wygrywają walkę o najbardziej perspektywicznych piłkarzy na polskim rynku. O Tomasza Pieńkę mocno zabiegał również Lech Poznań, ale Raków zwyczajnie go przelicytował. Dlaczego Markowi Papszunowi aż tak bardzo zależało na sprowadzeniu tego zawodnika? – To jest chłopak, który w poprzednim sezonie był naszym najlepszym strzelcem, po jego rajdach często mieliśmy stałe fragmenty gry. Był też najlepszy, jeśli chodzi o cyfry i potencjał szybkościowy – częściowo próbuje odpowiedzieć na to pytanie Ojrzyński, który pracował z Pieńką przez ostatnie miesiące.
Skazany na „dziesiątkę”?
Siedem goli i dwie asysty w 30 meczach – o takich liczbach dla Zagłębia w poprzednim sezonie mowa. Jaką przyszłość szkoleniowiec wróży mu w Rakowie? – Płacąc takie pieniądze, będzie zapewne chodzić o znacznie większe wymagania niż w przypadku zawodnika, którego sprowadza się bezgotówkowo. W Częstochowie na pewno będą chcieli, żeby ta inwestycja im się zwróciła. Jakichś szczególnych rad mu nie dawałem, bo nie wiem, jak pracują w Rakowie. Na pewno będzie tam ustawiany na pozycji numer 10 za napastnikiem i musi się na niej odnaleźć. To już ukształtowany piłkarz i jestem przekonany, że sobie poradzi. Na tej pozycji trzeba mieć liczby, u nas je miał – dodaje trener Ojrzyński, ale czy faktycznie tak się stanie, zadecyduje trener Papszun. Biorąc pod uwagę, że akurat na „dziesiątkach” w Rakowie mają ostatnio kłopot bogactwa, a poważny deficyt w środku pola, być może będą chcieli nieco przebranżowić 21-latka.
O miasto jeszcze nie pytał
Coś o grze w drużynie Papszuna wie Mateusz Wdowiak. Przed przejściem do Lubina spędził w niej dwa i pół roku. – Raków to miejsce, gdzie każdy piłkarz może się rozwinąć. Wiele zależy od podejścia samego zawodnika. Dużo się tam wymaga, ale każdy może pójść do przodu. Tomek ma taki potencjał, że jeśli wykorzysta go w pełni, to jestem pewny, że będzie tam z niego kawał piłkarza – przekonuje Wdowiak. Czy młodszy kolega pytał starszego o radę przed podpisaniem kontraktu? – Coś tam pytał, ale nie mogę zdradzić szczegółów. Powiedziałem mu, że gdyby potrzebował pomocy, choćby przy wypełnianiu raportów, to niech dzwoni śmiało. O miasto jeszcze nie pytał, ale pewnie zadzwoni – dodaje „Wdówka”.
Pieńko szybko powinien zagrać przeciwko swojemu byłemu klubowi. Raków zmierzy się z Zagłębiem już w 4. serii spotkań (10 sierpnia). – Przeciwko nam lepiej jeszcze niech nie wychodzi, a potem niech spisuje się jak najlepiej. Nasza gra była i jest oparta na szybkich skrzydłowych. To był najlepszy wariant z nim po lewej stronie. Za mojej kadencji grał też w ataku, bo nie mieliśmy napastnika – dodaje Ojrzyński.
Ostatni raz w barwach Zagłębia Pieńko zagrał w meczu z Widzewem (0:1), w Katowicach lubinianie musieli sobie już radzić bez niego. – Musimy się odnaleźć, bo wiedzieliśmy, że wcześniej czy później do tego transferu dojdzie – nie ma złudzeń szkoleniowiec ekipy z Lubina. Mimo młodego wieku Pieńko ma już na koncie ponad 100 występów w ekstraklasie, wszystkie w barwach Zagłębia. Być może już w tym tygodniu zadebiutuje w nowych .
Mariusz Rajek