Sport

Polskie święto

Śpiewy, śmiechy, uściski i zabawa towarzyszyły polskim kibicom podczas zmagań najlepszych darterów na świecie.

Gerwyn Price wywiózł z Gliwic 30 tysięcy funtów. Fot. PDC

DART

Cykl World Series of Darts powstał w 2013 roku, aby popularyzować darta w krajach z całego świata. Jest to impreza organizowana przez Professional Darts Corporation (PDC), organizację zrzeszającą najlepszych zawodników, która planuje najważniejsze turnieje w dartowym kalendarzu, w tym mistrzostwa świata. Od 2023 roku najlepsi zawodnicy na świecie przylatują do Polski, a w piątek i w sobotę w drugim roku z rzędu pojawili się w Gliwicach, na PreZero Arenie. I choć w naszym kraju nie ma wielkich tradycji w tym sporcie, Polacy nie zawiedli, gdy na Górnym Śląsku pojawiły się jedni z najlepszych darterów na świecie.

Oficjalnie około 9000 ludzi zjawiło się w gliwickiej hali. Atmosfera, która towarzyszyła zawodom, była niepowtarzalna. Rozstawiona została scena główna, gdzie toczyła się sportowa batalia, jednak znaczną część płyty głównej stanowiły stoły biesiadne, które zostały zapełnione przez kibiców. Każdy z nich przyjechał do Gliwic, żeby się dobrze bawić. Ludzie przebierali się za popkulturowe postaci, w tłumie można było zobaczyć Obelixa z serii filmów Asterix i Obelix, Power Rangersów czy Mario i Luigiego z serii gier wideo Mario. 

Zazwyczaj nieważne było, kto wygra. Wspierano każdego zawodnika. Fani zdzierali gardła, gdy do tarczy podchodzili ich idole, walczyli o to, żeby zrobić sobie z nimi zdjęcie, poprosić o autograf lub po prostu przybić piątkę. Śpiewali piosenki, bo każdy z zawodników ma przygotowany utwór na wejście. Gdy na scenie pojawiał się Stephen Bunting, arena w Gliwicach zamieniała się w chór, śpiewając piosenkę Titanium autorstwa Davida Guetty i Sii.

Z kolei w trakcie meczów wymyślano różne przyśpiewki, które porywały tłum. Skandowano nazwiska znanych Polaków: Roberta Kubicy, Roberta Makłowicza, Adama Małysza czy Igi Świątek. I co z tego, że nikt z tego grona nie brał udziału w zawodach. Chodziło o to, żeby zjednoczyć się, śpiewać i bawić się razem, niezależnie od tego, czy ktoś przyjechał z Zielonej Góry, Warszawy, czy Oświęcimia. Zagraniczni zawodnicy i tak nie rozumieli, co było skandowane, więc mogli te zabawne przyśpiewki traktować jak doping. Warto jednak podkreślić, że zmagania w Gliwicach przyciągnęły nie tylko Polaków. Często wśród tłumu słychać było Anglików, zakochanych w darcie po uszy.

Pojawiały się też chwile prawdziwego wsparcia dla zawodników, szczególnie gdy przy tarczy meldował się Krzysztof Ratajski, najwyżej notowany Polak w rankingu PDC (33. miejsce). W piątek zmierzył się Jonnym Claytonem, piątym zawodnikiem w rankingu. Nie był faworytem, ale niesiony głośnym wsparciem był w stanie pokonać Walijczyka. Sprawił on, że publiczność wpadła w euforię. Ludzie, którzy przed rozpoczęciem zmagań byli dla siebie obcy i nie wiedzieli o swoim istnieniu, rzucali się sobie w ramiona i szybko stawali się znajomymi. Forma Ratajskiego dawała nadzieję na to, że w sobotnim ćwierćfinale pokona on świetnego Buntinga. Polak znów zagwarantował emocje, bo o wyniku meczu musiał zadecydować ostatni leg. Doświadczony Anglik ostatecznie poradził sobie z presją i wygrał. A było to o tyle trudne, że podczas swoich rzutów musiał zmagać się z wszechobecnymi gwizdami publiki. Bunting polskim kibicom wybaczył, zdawał sobie sprawę, że walczy z faworytem kibiców. Później zresztą fani wynagrodzili mu niedogodności i wspierali go podczas półfinału, w którym pokonał Luke’a Littlera, aktualnego mistrza świata.

Dotarł więc do finału, w którym zmierzył się z Gerwynem Pricem, mistrzem świata z 2021 roku. To był pokaz darta na najwyższym światowym poziomie. I Polacy to docenili. Może każdy miał zawodnika, któremu w głębi duszy kibicował, ale w chwilach pokazu fenomenalnych umiejętności obaj darterzy dostawali od publiczności gromkie brawa. I były one w pełni zasłużone – wyrównany pojedynek toczył się na pełnym dystansie. O zwycięstwie decydował 15 leg, przy wyniku 7:7. W nim Price popisał się nieprawdopodobnym finiszem, zaliczając zwycięskie double-double, czyli dwukrotnie trafiając w pole liczone podwójnie. – Jestem przeszczęśliwy. To zakończenie było fantastyczne – powiedział Gerwyn Price, który przyznał, że ten weekend był dla niego bardzo specyficzny. – Po przylocie do Polski okazało się, że nie doleciała moja walizka! Są więc nowe lotki, nowe buty, nowe ubrania i… nowy ja! – przekazał Walijczyk, który za zwycięstwo wygrał 30 tysięcy funtów.

Kacper Janoszka 

Superbet Poland Darts Masters: 

1. Gerwyn Price (Walia), 
2. Stephen Bunting (Anglia), 
3. Luke Littler (Anglia), Rob Cross (Anglia).