Polacy w czołówce na Gradim
To był świetny dzień dla polskiej ekipy rywalizującej w Gradi Polish Open by Emeralld. Kostek Łuczak traci jedno uderzenie do lidera, Gradi w zasięgu wzroku, a Alejandro Pedryc powrócił zza światów.
Alejandro Pedryc w czwartek dwoił się i troił. Zdjęcia Kasia Nieciak
Czwartek był słoneczny, delikatnie upalny, z golfowego punktu widzenia panowały wręcz idealne warunki. Z wynikiem -15 nowym liderem turnieju został Niemiec Morris Schiefner, który do rundy 63 dorzucił w czwartek 62 uderzenia, awansując o jedną pozycję.
Jedno uderzenie więcej notują jego kolega z drużny Dennis Fuchs i Kostek Łuczak. 18-latek z Open Golf Club zagrał fenomenalna rundę -8, poprawiając o dwa uderzenia i tak świetny wynik 64 z pierwszego dnia, trafiając w czwartek po prostu wysmakowane 8 birdie, wrzucane równiutko w czterech seriach po dwa - prawie jak metronom.
Na czwartym miejscu znajduje się Szwajcar Mauro Gilardi, który poza najlepszą rundą dnia 61 popisał się niezwykłym wyczynem, trafiając hole-in-one na… piętnastce par 4! Mauro po prostu huknął driverem z tee, piłka wylądowała przed greenem i wtoczyła się do dołka.
Dotychczasowy prowadzący - Holender Bob Van der Voort, potrzebował w czwartek pięciu uderzeń więcej niż w środę i spadł na piąte miejsce, dzielone jeszcze z czterema rywalami, w tym optymistycznie nastawionym na wielki finał Mateuszem Gradeckim: „Jak się grało? Bardzo dobrze. Zacząłem od mocnego uderzenia, trafiając od razu na jedynce pitcha z czterdziestu metrów na eagle’a” - zaczął swoją dynamiczną relację Gradi. „Nie dociągnąłem końcówki z trafianiem birdie, ale były za to cztery pary z rzędu , więc nie było tragedii. Dzisiaj w ogóle mieliśmy w grupie dobre wyniki, także ciągnęliśmy się nawzajem. Ja byłem -6, a koledzy chyba z -6 i -9. Jestem w dobrej pozycji przed piątkiem. Brakuje cztery strzały do lidera, wystąpię w przedostatniej grupie, także to jest dobre miejsce na finałowy dzień”.
Pozycję T29 okupuje siedmiu zawodników z rezultatem -5. Wśród nich jest dwóch Polaków, amator Antek Hawkins z Rosa Golf Club i zawodowiec Michał Bargenda, w czasach amatorskich wielokrotny klubowy mistrz Polski z drużyną Sobieni Królewskich: „Na Gradim zawsze fajnie się gra, bo to pole na którym występujemy od lat, podczas Faldo Series jako juniorzy, a teraz na Polish Open. Nie jest to może ogromne pole, jak te w telewizji, ale ma niezaprzeczalny urok i swoje wyzwania. Mam wrażenie, że pole co roku się zmienia, nie tylko rosną drzewa, ale i budowane są nowe tee, czy rozbudowywane są greeny. Jak co roku obiekt przygotowany jest bardzo dobrze, szczególnie biorąc pod uwagę ostatnią falę upałów. Moja gra jest dość dobra, ostatnio miałem lekki spadek formy, ale wróciłem do starych “swing thoughts”, które działały na początku tego sezonu, więc cieszę się, że moje granie wróciło na dobrą trajektorię. Zostaje nic tylko walczyć jutro o jak najlepsze miejsce, a w niedzielę wyjeżdżam na turniej HotelPlanner Tour w Niemczech” - depeszował „Bardżi”.
Prawdziwą batalię o pozostanie w turnieju stoczył tegoroczny triumfator na Pro Golf Tour - Alejandro Pedryc. Po słabej rundzie w środę, kiedy to nastukał 72 uderzenia, w czwartek wiedział, że musi zaatakować, żeby pozostać w grze. Tak też zrobił, chociaż wcale nie ruszył z kopyta. Zaczynając dzień od dziesiątego dołka, na pierwszej dziewiątce trafił tylko dwa birdie, jakoś gwałtownie nie zbliżając się do linii odcięcia. Obudził się dopiero na swoim czternastym dołku, akurat kiedy podeszłam mu pokibicować i popstrykać trochę zdjęć. „Pędzilla” rozpoczął tam piorunującą serię pięciu birdie z rzędu! Zwolnił dopiero na ostatnim dołku, gdzie zamiast kolejnego birdie, po zagraniu do wody po prawej stronie, nie udało mu się obronić para, mimo bardzo dobrego uderzenia na green, po wcześniejszym upuszczaniu piłki i doliczeniu sobie uderzenia karnego.
Cut najpierw długo utrzymywał się na poziomie -3, by na sam koniec dnia podskoczyć jednak do zapowiadanego przeze mnie poziomu -4. Niestety okazało się to zgubne w skutkach dla dwóch kolejnych Polaków, Maxa Białego i lokalnego trenera - Oskara Zaborowskiego, którzy z wynikiem -3 nie zdołali awansować do finałowej rozgrywki. Z gry odpadli również: Grzegorz Zieliński, Marcin Bogusz, Bruno Machalica, bardzo rześki senior - Bogdan Bigus, Tristan Kolasiński, David Shinto, Filip Wysokiński, Michał Guzowski, Adrian Kaczała, Piotr Kajkowski i Franek Moczarski, który pierwszego dnia został zdyskwalifikowany za złamanie reguły „jednej piłki”.
Dzisiaj rozstrzygnięcia. Kibicujemy!
Kasia Nieciak
Kibic niejedno ma imię
Tomek Pedryc i Mateusz Gradecki czekają na Alejandro przy ostatnim greenie
Narybek golfowy chłonie wrażenia
Grzegorz Zieliński był jednym z tych, którym w czwartek zabrakło szczęścia
