Pocałunek śmierci
CO BZYCZY W TRAWIE - Tomasz Mucha
Arthur Rinderknech, czyli jeden z tych, którzy nie mieli „szacunku” dla rywala z czołowej dziesiątki na świecie. Fot. PAP / EPA
Sukcesy w turniejach kontrolnych przed Wielkim Szlemem często są dla ich triumfatorów „pocałunkiem śmierci”. Przekonały się o tym w poniedziałek i wtorek aż cztery tenisistki. Maya Joint z Australii była najlepsza w Eastbourne, ale w Londynie szybko padła z 19. na świecie Rosjanką Ludmiłą Samsonową - co niespodzianką jeszcze nie było. Za to klęska w 57 minut rozstawionej z „trójką” Jessiki Peguli ze 116. w rankingu Włoszką Elisabettą Cocciaretto jest największą sensacją w rywalizacji kobiet. Amerykanka w sobotę świętowała zwycięstwo nad Igą Świątek i tytuł w Bad Homburg, ale trzy dni później zostało już tylko „bad” - 24 niewymuszone błędy i ledwie 5 punktów po własnych zagraniach (!). Jeżeli dodać, że w 1. rundzie przegrały także najlepsza w Nottingham Amerykanka McCartney Kessler oraz sensacyjna mistrzyni z londyńskich kortów Queen’s Club Niemka Tatjana Maria, mamy doborowe grono „ucałowanych”.
◼ Top 10, czyli klęska
Aż czterech tenisistów z pierwszej dziesiątki rankingu ATP pożegnało się już z Wimbledonem po pierwszym meczu. Do Duńczyka Holgera Rune (8.) i Rosjanina Daniiła Miedwiediewa (9.) we wtorek dołączyli Włoch Lorenzo Musetti (7.), a przede wszystkim Alexander Zverev (3.). W dwudniowym meczu panów z opaskami na czołach - i najdłuższym w 1. rundzie (4 godziny i 44 minuty) - Niemiec przegrał z 72. na świecie Arthurem Rinderknechem. Francuz może być rywalem w 3. rundzie Kamila Majchrzaka.
Formą zaimponował za to lider rankingu Włoch Jannik Sinner, który nie zostawił złudzeń rodakowi Luce Nardiemu i załatwił sprawę w 108 minut.
Wśród pań oprócz Peguli do „upadłych dziesiątek” dołączyła numer 5 Qinwen Zheng, która uległa Katerinie Siniakovej. Mistrzyni olimpijska okazała się gorsza od tenisistki niby dopiero 81. w rankingu, ale blondwłosa Siniakova to przecież najlepsza deblistka świata, broni w Wimbledonie tytułu w grze podwójnej. Czyżby Czeszce było za mało?
◼ „Gladiator” patrzył
Skoro już o naszych sąsiadkach. Słabo weszła w turniej broniąca tytułu Barbora Krejcikova, która przegrała pierwszą partię z Alexandrą Ealą 3:6, ale w dwóch kolejnych setach - na oczach gwiazd kina Russella „Gladiatora” Crowe’a oraz Cate Blanchett - Baśka wzięła się w garść i oddała Filipince już tylko trzy gemy. Z Wimbledonem pożegnała się za to „na zawsze” Petra Kvitova; porażka z Emmą Navarro była ostatnim występem kończącej karierę dwukrotnej mistrzyni (2011, 2014) na londyńskiej trawie. Děkuji za všechno, Petra!
◼ Marta w odwrocie
Coś niedobrego dzieje się z Martą Kostjuk. Rozstawiona z nr 26 Ukrainka przegrała już w 1. rundzie ze 171. na świecie kwalifikantką ze Słowenii Veroniką Erjavec. Podopieczna katowiczanki Sandry Zaniewskiej jest ostatnio do bólu konsekwentna: przegrała też z kwalifikantką w 1. rundzie Rolanda Garrosa oraz wszystkie trzy mecze otwarcia w imprezach na trawie - w Berlinie, Bad Homburg i Wimbledonie. Oj, chyba Martę z Sandrą czekają trudne rozmowy.
◼ Było bić nasze?
Nie powojowała też Iva Jovic, która w kwalifikacjach odprawiła aż dwie reprezentantki Polski - Lindę Klimovicovą i Katarzynę Kawę. 17-letnia Amerykanka chyba się zbytnio ucieszyła, bo ugrała całe dwa gemy z przeciętną Holenderką Suzan Lamens. Mleko się rozlało - było bić nasze?
◼ Taylor przetrwał
Dwie piłki dzieliły od porażki rozstawionego z „piątką” Taylora Fritza w dwudniowym meczu z Giovannim Mpetshi Perricardem - było 0-2 w setach, a potem 1-5 w tie-breaku czwartej partii, jednak Amerykanin odrobił straty i wygrał 7 z ośmiu kolejnych punktów, wymuszając decydującego seta. Mecz został zawieszony w poniedziałek z powodu zbliżającej się (23.00) w Wimbledonie godziny policyjnej (All England Club jest wciśnięty w dzielnicę domów mieszkalnych). We wtorek w decydującej partii Fritz najlepsze zostawił na koniec - przełamał Perricarda w przy stanie 5:4 i to do zera!
◼ Rekord na pociechę
Na pociechę mierzącemu 203 cm Perricardowi pozostaje zapis w księdze rekordów Wimbledonu, gdy wykonał najszybszy serwis w historii turnieju - w pierwszym gemie piłka poleciała z prędkością 246 km na godzinę. Poprzedni rekord należał do Amerykanina Taylora Denta, który w 2010 roku popisał się podaniem z prędkością 238 km/h. Co ciekawe - Fritz nie tylko zareturnował rekordowy serwis, ale wygrał cały punkt!