Pół życia...
MÓJ SPORT
Jacek Błasiak
Moją zawodową przygodę - piękną przygodę - ze „Sportem” cechują palindromy, czyli zjawiska językowe - słowa, zdania i liczby jednakowo brzmiące od lewej jak i od prawej strony, na przykład „kobyła ma mały bok”. W moim przypadku są to liczby. Pracę jeszcze przy Młyńskiej w Katowicach rozpocząłem w 1991 roku, gdy miałem 33 lata. Trafiłem do korekty, odpowiadając na ogłoszenie w czytanym codziennie „Sporcie”, a na pieczątce w książeczkowym dowodzie osobistym (takie były!) miałem potwierdzenie, że zatrudnia mnie firma „Fibak Sport”. Zupełnie nie interesowało mnie wtedy, czy Wojciech Fibak był właścicielem, współwłaścicielem czy „tylko” inwestorem „Sportu” i nie wiem tego do dziś, ale pamiętam, że z żalem wychodziłem późną nocą z pracy, ale już cieszyłem się, że jutro tam wrócę. Kosmiczny dla mnie awans do sekretariatu redakcji, wraz z legitymacją dziennikarską, spotkał mnie w 1996 r. (to nie... palindrom), ale już rok 2002 (!), kiedy miałem lat... 44, kojarzy mi się z pierwszym z wielu zakrętów, jakie „Sport” musiał przechodzić po ustrojowo-gospodarczej transformacji. Nasz niezawodny zespół redakcyjny ze wszystkich wiraży wychodził, często poturbowany, a ja z nim, aż do emerytury, na którą przeszedłem w wieku... 66 lat, czyli rok później niż mogłem, a to z miłości do „Sportu”, w którym pracowałem 33 (!) lata, a dziś kibicuję Kolegom i Nowemu Właścicielowi w ujarzmianiu coraz trudniejszego rynku prasy. Powodzenia!
Jacek Błasiak