Po nocy przychodzi dzień
To był rewanż za finał w Paryżu, tym razem wicemistrzowie olimpijscy pokonali mistrzów.
Alaksandar Nikołow dobrze zostanie zapamiętany przez naszych siatkarzy, bo bezlitośnie obijał polski blok. Fot. PAP/Adam Warżawa
LIGA NARODÓW SIATKARZY
Nie tak sobie wyobrażaliśmy ostatni turniej Ligi Narodów, polscy siatkarze w Gdańsku zaprezentowali się poniżej oczekiwań. Porażki z Kubą i Bułgarią nie przynoszą im chluby. Dopiero na zakończenie podopieczni trenera Nikoli Grbicia pokazali lwi pazur i po niezwykle emocjonującym spotkaniu pokonali Francję 3:2. To był niewątpliwie ich najlepszy występ, choć i tak nie ustrzegli się błędów
Kolejne zakłócenia
Po porażce z Kubą mieliśmy prawo obawiać się meczu z Bułgarami, którzy może nie grają perfekcyjnie, ale niezwykle solidnie. Trener Nikola Grbić tym razem zdecydował się na wystawienie po raz pierwszy Bartosza Bednorza. Wcześniej miał problemy z łydką i przechodził rehabilitację, ale uznano, że warto go poddać sprawdzianowi. W roli atakującego wystąpił Bartłomiej Bołądź, zaś parę środkowych tworzyli Szymon Jakubiszak i Mateusz Poręba. Ten ostatni, jak się później okazało, był najlepiej punktującym w naszym zespole. To tylko świadczyło o skrzydłowych, którzy po raz kolejny zawodzili. Nasi siatkarze nie tworzą zgranego zespołu i to chyba jest ich największy problem.
Przebieg 1. seta był wielce obiecujący, bo po wyrównanym początku i asie serwisowym Poręby nasi siatkarze objęli prowadzenie 14:12. i już go nie oddali do samego końca. Po tej dość krótkiej tej odsłonie mało kto przypuszczał, że Biało-czerwoni będą mieli potem aż takie kłopoty.
Bułgarzy doszli wniosku, że jeżeli nie zwiększą siły zagrywki to raczej nie mają żadnych szans. Rozpoczęli bardzo udanie i po asie serwisowym Martina Atanasowa objęli prowadzenie 4:1. A potem Alaksandar Nikołow wysłał czytelny sygnał, że nie zamierza się oszczędzać i zdobył kolejne punkty. Dobra postawa Bednorza w ataku sprawiła, że wynik oscylował wokół remisu. Po udanej akcji Szalpuka objęliśmy prowadzenie 22:20, ale promyk nadziei na wygraną szybko zgasł. Wenisław Antow popisał się bowiem asem serwisowym, Bułgarzy objęli prowadzenie 23:22 i zdobyli dwa kolejne punkty. Końcowe fragmenty w naszym wykonaniu były fatalne i wszyscy w naszym zespole sprawiali wrażenie zaskoczonych takim obrotem sprawy.
To była surowa lekcja i nasz zespół wreszcie zaczął grać uważniej, a akcje był nadzwyczaj staranne. Przy stanie 19:15 mało kto przypuszczał, że możemy mieć po raz kolejny kłopoty w końcowych fragmentach. Przewaga stopniała do dwóch punktów (20:18), a po kolejnej punktowej zagrywce Aleksa Grozdanowa (upolował kolegę klubowego Wilfredo Leona) był już remis 21:21. Potem Atanasow wyprowadził Bułgarów na prowadzenie 23:21, a przy stanie 24:23 Bednorz z pola serwisowego posłał piłkę w siatkę. Końcowe fragmenty znów były kiepskie w naszym wykonaniu. Trener Grbić mocno przeżywał te niepowodzenia...
Kolejnej odsłonie towarzyszyły niesłychane emocje. Wynik oscylował wokół remisu i doszło do gry na przewagi. Rywale mieli dwie piłki meczowe (24:23 i 26:25), ale ich nie wykorzystali. Przy remisie 27:27 punkt zdobył Leon, a chwile potem Jakub Kochanowski zaliczył asa serwisowego. Tie-break od stanu 6:6 toczył się pod kontrolą Bułgarów. Zdobyli dwa punkty przewagi i skrzętnie jej pilnowali. Ostatnie akcje to popis Grozdanowa, który najpierw skutecznie zablokował Leona, zaś chwilę potem posłał asa z pola serwisowego. Bułgarzy zasłużenie wygrali, bo byli bardziej zdeterminowani i w swoich szeregach mieli rozgrywającego Simeona Nikołowa, który wykorzystywał wszystkie opcje w ataku, a zwłaszcza brata Alaksandara.
- W naszej grze jest wiele do poprawy i Bułgarzy obnażyli wszystkie braki – mówił po meczu Mateusz Poręba, który nieco wcześniej walczył z bólem w kolanie, ale fizjoterapeuci sprawili, że mógł wystąpić. - Blok, bo na to zwracam szczególną uwagę, jest do poprawy, bo przecież obijali nasze ręce ile wlezie. Ponadto dały o sobie błędy własne (32 – przyp.red.).
Z Bułgarami przegraliśmy po raz pierwszy po 14 latach!
Nagrodzona cierpliwość
Nasi siatkarze po dwóch porażkach w meczu z Francuzami chcieli zatrzeć kiepskie wrażenie. Do wyjściowego składu powrócił rozgrywający Marcin Komenda oraz młody środkowy Jakub Nowak. W roli skrzydłowych wystąpili Wilfredo Leon, Kamil Semeniuk oraz Kewin Sasak. Od pierwszego gwizdka rozpoczęła się szalona walka. Jedni i drudzy wypracowali sobie najwyżej 2-punktową przewagę, która była błyskawicznie niwelowana. Nasi siatkarze po dwóch autowych atakach Francuzów objęli prowadzenie 24:22, ale zrewanżowaliśmy się rywalom złą zagrywką Leona i autowym atakiem Tomasza Fornala. Polacy dopiero za szóstą zagrywką skończyli tę odsłonę. Nareszcie byli górą w końcowych fragmentach.
W kolejnej partii znów iskrzyło. Trójkolorowi posiadali inicjatywę, wypracowali 3-punktową przewagę (15:18) i trener Grbić wziął czas, apelując do zawodników o cierpliwą grę, bo tylko ona może przynieść wymierny efekt. Po asie serwisowym Sasaka doprowadziliśmy do remisu 19:19. Przy serwisie rozgrywającego Antoine'a Brizarda Francuzi znów wypracowali sobie 3 pkt przewagi i szybko skończyli seta. O naszej przegranej zadecydowały błędy własne, bo popełniliśmy ich 11, zaś rywale tylko 4. A ponadto Trójkolorowi sporą szkodę wyrządzali zagrywką.
W kolejnej odsłonie scenariusz był podobny. Znów rozgorzała twarda walka, zaś wynik oscylował wokół remisu. W końcu po bloku i asie Leona Polacy wypracowali 4-punktową przewagę (21:17). Rywale nie dawali za wygraną, ale nasi siatkarze byli skoncentrowani i w końcu aktywny Leon doprowadził do wygrania seta. Biało-czerwoni świetnie zaprezentowali się w ataku i zanotowali 65% skuteczności. To niewątpliwie była najlepsza partia w tym turnieju.
W czwartej partii jedni oraz drudzy nie oszczędzali się w polu serwisowym i znów wszystko „kręciło” się koło remisu. A od stanu 20:20 emocje sięgnęły zenitu. Oddaliśmy dwa punkty złymi zagrywkami i one sprawiły, że rywale wygrali seta i doprowadzili do tie-breaka. W nim znów bombardowali Polaków zagrywką, którzy nie mieli dobrego przyjęcia i trudno im było o przeprowadzenie skutecznego ataku. Francuzi objęli prowadzenie 5:3, wtedy trener Grbić poprosił o przerwę. Ta przyniosła efekt, bo znów był remis. Końcowe fragmenty były popisem już naszego zespołu, a kluczowe punkty zdobywał Leon.
(sow)
◼ Polska – Bułgaria 2:3 (25:17, 22:25, 23:25, 29:27, 11:15)
POLSKA: Firlej (1), Bednorz (12), Jakubiszak (6), Bołądź (11), Szalpuk (8), Poręba (15), Granieczny (libero) oraz Leon (10), Komenda, Sasak, Semeniuk, Fornal (6), Kochanowski (3). Trener Nikola GRBIĆ.
BUŁGARIA: S. Nikołow (2), Asparuchow (2), Georgiew (5), A. Nikołow (24) Tatarow (6) Grozdanow (10), Bożiłow (libero) oraz Atanasow (13), Antow (13), Palew, Petkow (2), Kolew (libero). Trener Gianlorenzo BLENGINI.
Sędziowali: Juraj Mokry (Słowacja) i Ismail Ibrahim Alblooshi (Zjednoczone Emiraty Arabskie). Widzów9687.
Przebieg meczu
I: 9:10, 15:12, 20:15, 25:17.
II: 10:9, 15:13, 20:18, 22:25.
III: 10:7, 15:12, 20:1623:25.
IV: 9:10, 15:13, 20:18, 25:24, 29:27.
V: 5:3, 8:10, 11:15.
Bohater – Aleksandar NIKOŁOW
◼ Polska – Francja 3:2 (32:30, 20:25, 25:20, 23:25, 15:12)
POLSKA: Komenda, Leon (30), Kochanowski (10), Sasak (14), Semeniuk (1), Nowak (10), Popiwczak (libero) oraz Szalpuk, Fornal (10), Bednorz. Trener Nikola GRBIĆ.
FRANCJA: Brizard (4), Henno (17), Gueye, Faure (28), Louati (13), Huetz (7), Grebennikow (libero) oraz Toniutti, Carle, Le Gof. Trener Andrea GIANI.
Sędziowali: Ismail Ibrahim Alblooshi (Zjednoczone Emiraty Arabskie) i Stanislava Simic (Serbia). Widzów 10231.
Przebieg meczu
I: 10:9, 15:13, 19:20, 25:24, 32:30.
II: 10:9, 13:15, 19:20, 20:25.
III: 9:10, 15:13, 20:17, 25:20
IV: 10:6, 14:15, 19:20, 23:25.
V: 3:5, 10:9, 15:12.
Bohater – Wilfredo LEON.