Piekło Dunkierki
Po pełnym kraks trzecim etapie Tour de France rozgorzała dyskusja na temat bezpieczeństwa kolarzy i posypały się pierwsze kary.
Emilien Jeanniere podczas kraksy, do której doszło w samej końcówce, doznał urazu twarzy i bardzo się potłukł, ale o własnych siłach jako ostatni, 181. kolarz przejechał linię mety. Fot. Le Tour de France
Najbardziej poszkodowany Belg Jasper Philipsen jest już po operacji w szpitalu w Herentals. Zwycięzca pierwszego etapu przewrócił się na lotnej premii przy prędkości ponad 60 km/h. Doznał złamania obojczyka z przemieszczeniem i jednego żebra. Kolejne kraksy nastąpiły w końcówce etapu już w strefie ochronnej, która na płaskich odcinkach została wydłużona z trzech do pięciu kilometrów przed metą. Teoretycznie ma to dać kolarzom większy komfort i bezpieczeństwo, ale na mecie trzeciego etapu tak nie było.
Wypadki odbiły się szerokim echem w peletonie. – Przeszliśmy przez piekło. Za każdym razem, gdy słyszałem za sobą kraksę, moje serce biło 300 razy na minutę. Działo się to tak szybko. W pewnym momencie pomyślałem nawet o tym, żeby się zatrzymać – komentował erytrejski sprinter Biniam Girmay.
– Nawet kolarze, którzy zazwyczaj nie finiszują, chcieli się włączyć do walki. Za wszelką cenę szukali schronienia przed wiatrem, aby jechać tak szybko, jak to możliwe. Wszyscy pchali się na siebie – opowiadał Anthony Turgis.
Wielu kolarzy i szefów ekip podkreślało, że powodem coraz częstszych kraks jest ogromna presja, jakiej poddane są wszystkie ekipy. – Po mistrzostwach świata wygranie etapu Wielkiej Pętli jest największym celem dla zawodowego kolarza. Dlatego gotowość do podejmowania ryzyka jest niezwykle wysoka – ocenił Niemiec Phil Bauhaus, trzeci na mecie w Dunkierce. – Pierwszy tydzień jest najbardziej niebezpieczny, bo każdy myśli, że może zapisać się w historii kolarstwa. W drugim lub trzecim każdy już wie, gdzie jest jego miejsce. Wtedy czasami wycofuje się i zwalnia – dodał Rolf Aldag, dyrektor sportowy ekipy Red Bull-Bora-hansgrohe.
Kontrowersje na etapie do Dunkierki skutkowały pierwszymi w TdF żółtymi kartkami, które otrzymało czterech zawodników. Druga będzie oznaczać wykluczenie z wyścigu. Za nieprawidłowy sprint przed lotną premią żółte kartki dostali Francuz Bryan Coquard i Belg Edward Theuns. Pierwszy z nich spowodował wypadek Philipsena. – Chcę go przeprosić, chociaż oczywiście nie było to celowe. Nie jestem złym facetem – powiedział Coquard. Za podobne przewinienie, ale na finiszu etapu, ukarani zostali Włoch Davide Ballerini i Holender Danny van Poppel. Cała czwórka zapłaci grzywny po 500 franków szwajcarskim oraz straci w klasyfikacji punktowej po 13 „oczek”.
System żółtych kartek wdrożyła na początku sezonu Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) w celu zdyscyplinowania coraz szybszego peletonu. Dotyczy on nie tylko kolarzy, ale także dyrektorów zespołów oraz motocyklistów lub kierowców samochodów w kolumnie wyścigowej, winnych wykroczenia wykrytego przez komisarzy wyścigu lub na podstawie nagrania wideo. W czerwcu Holender Oscar Riesebeek został pierwszym kolarzem, który otrzymał dwie żółte kartki w tym samym wyścigu, co doprowadziło do wykluczenia go z Tour of Belgium.