Parodia sprawiedliwości
Crystal Palace nie zrobiło nic złego, a mimo to przy zielonym stoliku zabroniono mu grać w Lidze Europy, gdzie miało zadebiutować w kontynentalnych pucharach.
Prezes Orłów Steve Parish czuje wielki żal po decyzji UEFA. Fot. IMAGO / Press Focus
ANGLIA
Owszem, w 1998 roku Orły zaliczyły dwumecz w Pucharze Intertoto, ulegając tureckiemu Samsunsporowi, ale kto na poważnie uwzględnia dziś te rozgrywki? Palace w roku swojego 120-lecia liczyło na debiut w poważnych pucharach, bo niedawno pokonało sensacyjnie w finale Pucharu Anglii Manchester City. W Premier League londyńczycy zajęli swoje zwyczajowe miejsce w środku stawki, konkretnie 12., będąc synonimem przeciętności. Zwycięstwo w FA Cup – pierwsze klubowe trofeum – dało im jednak możliwość gry w Lidze Europy. UEFA jednak im tę możliwość odebrała, „degradując” do Ligi Konferencji. Niby puchary, ale to nie to samo. A o co poszło?
Właścicielskie zamieszanie
Problemem okazał się... Olympique Lyon. Opisywaliśmy w naszym dzienniku problemy, jakie miał słynny francuski klub, który miał być zdegradowany do drugiej ligi z przyczyn finansowych. Ostatecznie udało mu się pozostać w Ligue 1, utrzymując też możliwość gry w Lidze Europy, wywalczoną w poprzednim sezonie. To okazało się gwoździem do trumny Crystal Palace, które pod koniec tygodnia usłyszało werdykt o przesunięciu z LE do LK. W Londynie byli wstrząśnięci. Prowodyrem zamieszania był Amerykanin John Textor, właściciel (większościowy udziałowiec) Lyonu, który miał także 43 procent udziałów w Palace (najwięcej z wszystkich udziałowców). Przepisy UEFA mówią jednak, że kluby, które mają tego samego właściciela, nie mogą występować w tych samych rozgrywkach, stąd cała afera. To jednak nie wszystko, bo na ten moment... Textora już w Crystal Palace nie ma!
Amerykanin był świadomy, jakie są przepisy UEFA, w związku z czym 23 czerwca pojawiła się informacja, że biznesmen sprzedał swoje udziały (Robertowi Woodowi Johnsonowi, współwłaścicielowi zespołu futbolu amerykańskiego New York Yets, za 190 mln funtów, czyli 222 mln euro). Textor pierwotnie nosił się z zamiarem wykupienia pozostałych udziałowców w angielskim zespole (doszło tam też do kłótni), lecz postąpił odwrotnie. Pomagało w tym CFCB, czyli Organ Kontroli Finansowej Klubów będący częścią UEFA. Na początku czerwca Textor oraz mniejszościowy udziałowcy tłumaczyli się na przesłuchaniach, jak wygląda sytuacja, informowali o planach. Europejska federacja, czekająca na rozstrzygnięcie sprawy Lyonu, wydając werdykt, oparła się jednak na dokumentach dostarczonych jej... 1 marca.
Rozżalony prezes
Steve Parish jest jednym z trzech mniejszościowych udziałowców (mają po 10 procent) Orłów. Od 2010 roku jest prezesem klubu, przejmując go, gdy ten skończył drugoligowy sezon na przedostatnim bezpiecznym miejscu. Jego obecna sytuacja boli najbardziej. – Czułem się, jakbym wygrał na loterii, ale nie dostał nagrody – powiedział Parish. – Nie mam numeru telefonu do nikogo z Lyonu. To niesamowita parodia sprawiedliwości. Nie jesteśmy częścią żadnego konsorcjum wieloklubowego. Prezydent UEFA Aleksander Čeferin był na świeczniku podczas wspierania małych klubów, gdy razem postanowiliśmy sprzeciwić się Superlidze. Nie chciałem rozgrywek, w których takie drużyny byłyby zablokowane. Może gdybyśmy nie byli Crystal Palace, tylko jakimś innym klubem, dochodzenie UEFA nie zaszłoby tak daleko – mówił rozżalony Parish. Czy miał na myśli przykład Red Bulla?
Lipsk, Salzburg i Nottingham
W 2017 roku Red Bull (RB) Salzburg i RasenBallsport (RB) Lipsk zagrały razem w Lidze Mistrzów, mimo że za jednymi i drugimi stoi słynny koncern napojów energetycznych. W praktyce założył oba kluby, finansuje je i wpływa na wszelkie decyzje. W teorii – w Austrii jest tylko sponsorem, a w Niemczech posiada dozwolone maksymalne 49 procent udziałów. UEFA nie ma z tym problemu.
Palace odwoła się do Trybunału Arbitrażowego, a ich miejsce w LE zajmuje na ten moment Nottingham Forest. Właścicielem jest tam Grek Evangelos Marinakis, będący też szefem Olympiakosu Pireus. Żeby jednak uniknąć problemów, jeszcze przed 1 marca przekazał swoje udziały w Forest do funduszu inwestycyjnego, będącego słupem. Takie prawo, takie przepisy.
Piotr Tubacki