Otwarcie Nafciarzy
Decydujący gol padł na 31 sekund przed końcem dogrywki.
Drużyna z Kanady udanie rozpoczęła finał Pucharu Stanleya, ale droga do sukcesu jeszcze daleka. Fot. NHL
NHL
W 78 minucie i 17 sekundzie Tomas Nosek, napastnik Florida Panthers, powędrował do boksu kar za opóźnianie gry, zaś 72 sekundy później Leon Draisaitl zakończył koronkową akcję zespołu i na 31 sekund przed końcem dogrywki zdobył zwycięskiego gola. Krążek wędrował jak po sznurku, z lewej strony od Evana Boucharda do Ryana Nugent-Hopkinsa, potem do Coreya Perry'ego, Connora McDavida i w końcu niemiecki napastnik z prawego pola bulikowego trafił do siatki. Tym samym Edmonton Oilers w Rogers Place pokonali Pantery 4:3 (1:2, 1:1, 1:0, 1:0) i udanie rozpoczęli finałową serię. – Kilka świetnych zagrań moich kolegów sprawiło, że miałem ułatwione zadanie i sfinalizowałem akcję. To wyjątkowe uczucie, ale przed nami długa droga do sukcesu – stwierdził bohater tej potyczki.
Draisaitl, 29-letni napastnik rodem z Kolonii, mający za wzór swojego ojca, Petera, byłego hokeistę, trafił do Edmonton w drafcie w 2014 roku, ale – jak to w zwyczaju NHL bywa – przez prawie dwa sezony terminował w klubach farmerskich w WHL i AHL. Kiedy w 2016 zakotwiczył w końcu w zespole Nafciarzy, stał się jednym z kluczowych napastników. W 2021 roku został skojarzony w ataku z McDavidem i od tego momentu zostali nierozłączną parą na tafli. Obaj znakomicie się uzupełniają i – z reguły – zajmują czołowe miejsca w punktacji kanadyjskiej. Niemiec rozegrał 71 meczów w sezonie regularnym – zaliczył 106 pkt (52 goli+54 podań) i został nominowany do nagrody dla najbardziej wartościowego zawodnika (Hart Trophy) sezonu. W 17 tegorocznych spotkaniach play offu ma już 27 pkt (9+18), zaś w karierze zaliczył 91 potyczek oraz 135 pkt (50+85). Trudno się dziwić, że we wrześniu 2024 roku podpisał nowy 8-letni kontrakt o wartości 122 mln USD!
Draisaitl otworzył listę strzelców na początku pierwszej tercji i zakończył w... czwartej. Przewaga gospodarzy była dość widoczna, bo w strzałach było 46–32, zaś w blokach 21–19, ale to Pantery w 22 minucie prowadziły 3:1, bo Jeffa Skinnera dwukrotnie pokonał Sam Bennett, a raz Brad Marchand. Bramkarz gospodarzy popisał się potem kilkoma udanymi interwencjami i uchronił zespół przed stratą kolejnych bramek. Nafciarze wykazali się jednak cierpliwością i za sprawą Viktora Arvidssona oraz Mattiasa Ekholma doprowadzili do remisu.
– Po ubiegłorocznym finale wyciągnęliśmy wnioski i jesteśmy teraz dojrzalszym zespołem – przekonywał po meczu trener zwycięzców, Kris Knoblauch. – Gdy przegrywaliśmy, nie wpadliśmy w panikę, ale cały czas naciskaliśmy i osiągnęliśmy cel. Jednak cały czas musimy być skoncentrowani, bo nasz rywal jest bardzo groźny.
Obrońcy tytułu mieli powody do niezadowolenia, ale po przegranej zbytnio nie rozpaczali, bo doskonale zdają sobie sprawę, że w kolejnym meczu znów muszą podjąć wyzwanie.
Finał Pucharu Stanleya
◼ Edmonton Oilers – Florida Panthers 4:3 (1:2, 1:1, 0:1, 1:0) po dogrywceStan rywalizacji 1-0
1:0 – Draisaitl – Kapanen – Walman (1:06), 1:1 – Bennett – Verhaeghe – Tkachuk (10:49), 1:2 – Marchand – Schmidt – Rodrigues (12:30), 1:3 – Bennett – Schmidt - Verhaeghe (22:00), 2:3 – Arvidsson – Podkolzin – Bouchard (23:17), 3:3 – Ekholm – McDavid – Kapanen (46:33), 4:3 – Draisaitl – McDavid – Perry (79:29).
Kolejne spotkanie z piątku na sobotę polskiego czasu w Edmonton.
(ws)
