Sport

Oszukany na Łotwie

Shuma Nagamatsu to drugi Azjata w barwach Ruchu. Do Polski trafił w sposób typowo... japoński, choć nie obyło się bez problemów.

Czy Nagamatsu pokaże w Ruchu taką formę, jak w Zniczu Pruszków? Fot. Marcin Bulanda/Press Focus

RUCH CHORZÓW

Kazachstan leży częściowo w Europie, ale 88 procent jego terytorium znajduje się w Azji. Właśnie stamtąd, z miasta Taraz pod granicą z Kirgistanem, pochodził jedyny dotychczasowy zawodnik Ruchu z największego kontynentu świata, Aleksandr Kuczma, który zakotwiczył w Chorzowie na chwilę w 2005 roku. Shuma Nagamatsu urodził się... 5500 kilometrów dalej, w Moriguchi, mieście znajdującym się w prefekturze Osaki, trzeciego największego miasta Kraju Kwitnącej Wiśni.

Zapłacił za testy

W Japonii popularne są ligi uniwersyteckie, w których kwitną notabene studenckie talenty piłkarskie. Jeśli wypatrzą ich tam skauci z Europy, Japończycy długo się nie zastanawiają, pakują walizki i wyjeżdżają spróbować swoich sił na Stary Kontynent. Nie każdemu jest to jednak dane. Wielu młodych piłkarzy za własne pieniądze udaje się na drugi koniec świata, by w mniej oczywistych krajach, często z niższych lig, przejść testy, po których – jeśli zakończą się powodzeniem – stopień po stopniu piąć się wyżej. Często kierunkiem, jaki obierają Japończycy, jest wschodnia część Europy, w tym kraje bałtyckie. Pierwszy u nas był Kimitoshi Nogawa, który w 2004 roku odbił się od Górnika Zabrze, gdzie trafił... przez Brazylię. Trwający do dziś „rzut” Japończyków zaczął z kolei drugi gracz stamtąd, który zresztą z powodzeniem grał dla Pogoni Szczecin – Takafumi Akahoshi. On trafił do Portowców właśnie z Litwy w 2012 roku. A jak było z Nagamatsu? Jakiś czas temu nowy Niebieski opowiadał: – Po ukończeniu studiów w Japonii trafiłem na Łotwę. U nas trudno jest znaleźć kontakty w Europie, więc musiałem zapłacić agentowi, żeby przyjechać na testy do klubu z drugiej ligi łotewskiej. To nie jest normalne, ale nie miałem wyboru, to była jedyna szansa, żeby trafić do Europy. A do Polski? To dziwna historia... Nie wiem, czy mogę o tym mówić. Po zakończeniu kontraktu z FK Tukums nie zachowali się fajnie wobec mnie. Wygraliśmy ligę, a pięć kolejek przed końcem rozwiązali ze mną kontrakt, nie wiem dlaczego. Po prostu się ze mną pożegnali. Mój agent ukradł moje pieniądze i uciekł. Nie miałem wyboru. Skontaktował się ze mną agent z Polski, z którym do teraz współpracuję. Czułem, że mogę mu zaufać i trafiłem tutaj – opowiadał.

Zaczął w Szczecinie

Na Łotwę Nagamatsu przyjechał jako 23-latek, a po dwóch sezonach znalazł się w Świcie Szczecin, w którym znakomicie spisał się w III lidze. Tam wyhaczył go Znicz Pruszków, w którym trzymał poziom w II lidze, wywalczając awans do I ligi. Na ekstraklasowym zapleczu większe grono poznało jego umiejętności, tym bardziej że Japończyk rozegrał najlepszy sezon w karierze, w 33 meczach – liga i puchar – zdobywając 11 bramek i 6 asyst. Wielu piłkarzy wypromowało się wówczas w Zniczu, w tym także trener Mariusz Misiura, który latem 2024, po przejściu do Wisły Płock, chciał mieć Nagamatsu u siebie. Ten jednak – swoją drogą przyciągający zainteresowanie już po pół roku gry w I lidze – trafił do ekstraklasowej Korony Kielce. Dla kielczan był to świetny biznes, bo ofensywny pomocnik przyszedł za darmo, a nie miał wielkich oczekiwań finansowych. W najwyższej lidze mu jednak nie poszło. W 17 występach zaliczył niecałe 400 minut, strzelając gola (wygrana 1:0 z Widzewem) i notując asystę z Rakowem (1:1).

Typowy Japończyk

W 2025 roku Nagamatsu pojawił się na boisku tylko trzy razy, w sumie grając pół godziny. Ostatnie 6 kolejek spędził poza kadrą meczową, gdy Korona już pogodziła się z jego odejściem. – To był dla mnie ciężki sezon, bo nie dostałem zbyt wiele czasu na grę, choć walczyłem ciężko. Mogę jednak powiedzieć, że rozwinąłem się i poszedłem do przodu, zarówno jako piłkarz, jak i jako człowiek. Zebrałem doświadczenie i stałem się silniejszy – powiedział w Ruch TV. W klubie pojawił się stosunkowo późno, bo późno wrócił z urlopu z Japonii. Mimo że sztab chciał mu dać jeszcze odpocząć, zjawił się na pierwszym treningu Niebieskich, prezentując wielką energię i chęć pracy. Typowy Japończyk – można rzec.

Piotr Tubacki