Sport

Osłupienie

Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado

Smutek wzbudził we mnie przegrany mecz z Finlandią, przygnębienie wzbudziło lanie na młodzieżowych mistrzostwach Europy. Przerażenie dopadło jednak dopiero, gdy dotarła do mnie informacja, że ktoś chciałby rozegrać towarzyski mecz z okazji… dziesięciolecia dotarcia przez Polskę do ćwierćfinału mistrzostw Europy w 2016 roku. Mecz z udziałem jego uczestników. Osłupiałem... Rety! Serio?

Nie deprecjonuję bynajmniej tamtego wyniku, ale przecież ćwierćfinał mistrzostw Europy to nie jest – a przynajmniej nie powinno być – coś nadzwyczajnego. To nie jest/nie powinno być jakieś niezwykłe osiągnięcie, cud, przełom… Owszem, tamta reprezentacja na tamtym turnieju, przyniosła nam najwięcej radości w XXI wieku, ale tylko dlatego, że tej radości było w ostatnich dekadach, ile kot napłakał. Cóż, na bezrybiu i rak ryba… A przecież polska piłka miała kiedyś dni prawdziwej chwały, nie takiej pompowanej! Na najważniejszych turniejach potrafiła wygrywać z największymi. A podczas Euro 2016 nie zdarzyło się przecież ani jedno zwycięstwo z drużyną ze światowego topu…

Dlatego w mojej opinii narażamy się na śmieszność takimi dziwacznymi pomysłami, widzę ich ogromną słabość wizerunkową. Oczywiście każdy ma prawo do świętowania jakichkolwiek rocznic. Jednak przedostanie się do przestrzeni publicznej pomysłu świętowania rocznicy tego rodzaju osiągnięcia, ba – sam pomysł, że można w ogóle czcić rocznicę czegoś takiego - dobitnie wskazuje jedynie na sukcesywne zmniejszanie się naszych ambicji jako państwa i narodu. Jest to w moim przekonaniu wręcz szkodliwe, bo ściąga w dół nasze aspiracje, nazywa sukcesem coś, co tak naprawdę sukcesem nie jest. Owszem, w naszych warunkach jest, przyjmijmy, osiągnięciem. Wiem, że to smutne… Sukcesem jednak absolutnie nie, miejmy, proszę, własną godność!

Owszem, zdaję sobie sprawę, że dekadami nie potrafiliśmy się dostać do mistrzostw Europy, nawet w czasie gdy mieliśmy najsilniejsze drużyny, nawet te, które świetnie radziły sobie na mundialach. Który jednak z tamtych meczów rozegranych podczas Euro 2016 można uznać za legendarny, który można uznać za stojący na fenomenalnym poziomie, który był tak ognisty, że mamy w pamięci jego przebieg?

Przypomnę: wygraliśmy wtedy 1:0 z dwoma zespołami, które nigdy wcześniej, ani później nie zdobyły medalu mistrzostw świata i Europy (Irlandia Północna i Ukraina). Bezbramkowo zremisowaliśmy też z jedną z legend światowego futbolu (Niemcami), a potem, już w fazie pucharowej wygraliśmy w karnych ze Szwajcarią i przegraliśmy w karnych z Portugalią. Zdobyliśmy cztery gole w pięciu meczach. I już… Jeszcze gdyby udało się przekroczyć tę magiczną granicę, która jest bezsporna, wóz albo przewóz, czyli wejście do strefy medalowej. Ale nie… Tu jest tylko przewóz. Ale może nie mam racji? Może my gwałtownie spadamy ? Może za dziesięć lat będziemy chcieli świętować rocznicę zwycięstw z Maltą i Litwą w obecnych eliminacjach?

Nigdy nie zdobyliśmy mistrzostwa świata, dekadami nie dawaliśmy rady dostać się do finałów mistrzostw Europy, jednak prawdziwe sukcesy potrafiliśmy w przeszłości osiągać. Zrozumiałbym, gdyby ten ćwierćfinał był największym osiągnięciem w całej historii naszego futbolu - wtedy Krzysztof Mączyński albo Artur Jędrzejczyk mogliby pretendować do miana legend polskiej piłki.

Szanujmy się!