Sport

Orły wypadły z gniazd

POWRÓT DO KORZENI - Michał Listkiewicz

Orły to zjawiskowe ptaki, są bohaterami wielu legend, często pojawiają się na flagach państwowych i godłach znamienitych rodów. Nie inaczej miało być z naszymi piłkarskimi talentami, potocznie zwanymi orlętami lub orlikami. Dokładnie sześć lat temu ówczesny prezes PZPN Zbigniew Boniek, który w swych młodzieńczych latach był orlikiem wyrastającym szybciej od innych, a później orłem szybującym w futbolowym kosmosie, stwierdził, co następuje: „Doczekaliśmy się dobrych czasów, dużo zagranicznych federacji pyta nas o nowe koncepcje szkoleniowe, które wprowadziliśmy i realizujemy w ostatnich latach”. Koniec cytatu.

Teraz wypada powiedzieć „sprawdzam” albo zapytać, co się stało z naszą klasą? Akademie Młodych Orłów miały być strzałem w dziesiątkę, a okazały się kapiszonem, jeśli nie niewypałem. Pijar (PR) był i jest mocną stroną Zibiego, ale proza życia często go weryfikuje. Orły powypadały z gniazd zamiast wzbić się na pułap Roberta Lewandowskiego. Ówcześni nastolatkowie to dziś pokolenie, które fatalnie reprezentowało nas w młodzieżowych mistrzostwach Europy.

Zgodnie z teorią Kazimierza Górskiego mecz można wygrać, przegrać albo zremisować, ale oprócz wyniku liczy się też styl. Grę podopiecznych trenera Adama Majewskiego charakteryzował niestety brak jakiegokolwiek stylu. W pięściarstwie trener rzuciłby ręcznik na ring już w przerwie. Francuzi i Portugalczycy stłukli nas na miazgę, nawet Gruzini zdominowali. Larum grają i będą grali jeszcze długo, znikąd nadziei w sytuacji, gdy młody Polak na ligowych boiskach staje się okazem tak rzadkim, jak orzeł bielik w naszych lasach.

Gruzja leje nas w futbolu, Słowenia w szczypiorniaku, Łotwa w koszykówce. To są małe kraje o populacji Warszawy. Czyli nie w demografii problem, a w bylejakości szkolenia, braku nawyków sportowych od najmłodszych lat, marnych horyzontach myślowych decydentów. Czy ministrem sportu zawsze musi być koleżanka/kolega politycznego lidera, przysłowiowy krewny i znajomy królika? Witold Bańka był ostatnim prawdziwym fachowcem na tym stanowisku, a wcześniej tylko Stanisław Stefan Paszczyk zasługiwał na to miano.

Zaczyna się od szkoły podstawowej. W pierwszych klasach do sportu przekonują - zarazem zniechęcając - panie specjalizujące się w nauczaniu początkowym, muzycznym, plastycznym lub religijnym. Tracimy najważniejsze lata, gdy powinno się kształtować sprawność ogólną, koordynację ruchową, wolę walki. Tego dystansu już nie da się nadrobić. Produkujemy zastępy trenerów, już w wioskowych klubach swoje laptopowe mądrości szerzą absolwenci kursów A, B, C, pro i kontra. Brakuje trenerów – wychowawców, jakimi byli legendarni Jerzy Słaboszowski, Michał Globisz, Andrzej Zamilski, Krzysztof Chrobak. Potrafili dostrzec zalety i wskazać braki, kształtować młodego człowieka, a nie tylko wytrenowanego sportowca. Autor wielkich sukcesów międzynarodowych Michał Globisz przed każdym wyjazdem zagranicznym zalecał młodym piłkarzom czytanie o historii, geografii i kulturze kraju, do którego się wybierali na turniej. Na miejscu drobiazgowo ich z tej wiedzy odpytywał. Grzegorz Krychowiak i Wojciech Szczęsny do dziś Globiszowe lekcje wspominają z sentymentem.

Jedyny Polak grający na czterech mundialach, czyli Władysław Żmuda, wizytował kiedyś na moją prośbę zajęcia w Szkołach Mistrzostwa Sportowego, protoplastach wspomnianych AMO tylko dla orłów. Po obejrzeniu wielu treningów filar polskiej defensywy w najlepszych czasach naszego futbolu skwitował swoją misję jednym słowem: „TRAGEDIA!”. Wskazał na brak sprawności, symptomy otyłości, zadufanie trenerów. Kultowe podręczniki profesora Jerzego Talagi trzymano w magazynach, uważano za obciach.

To było dość dawno temu, ale dziś jest chyba jeszcze gorzej. Polski futbol opanowali skauci i menedżerowie, w klubowych akademiach dzieciaki z regionu to egzemplarze unikalne jak wspomniane orły bieliki w przestworzach nad Polską. Kiedyś kluby szczyciły się wychowankami, w Górniku i Ruchu dominowali Ślązacy, w Wiśle i Cracovii Krakusi, w Lechii i Arce Kaszubi. To se ne vrati, choć akurat w Czechach w trzeciej czy czwartej lidze grają lokalsi.

Mam radę dla moich rówieśników: ruszajcie się, niech was ciągnie do ludzi, interesujcie się nowinkami, nie wykreślając wspomnień. Jak w wierszu „Daremne żale” Adama Asnyka poświęconym relacjom między przeszłością i przyszłością. Polecam, to jedne z moich ulubionych strof lirycznych. Przeszłość relacji ministra sportu Sławomira Nitrasa z prezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosławem Piesiewiczem była burzliwa, teraźniejszość jest napięta, a przyszłość niepewna. Przez wiele miesięcy przypominało to sytuację „złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. Minister atakował oponenta państwowymi kontrolami, medialnymi szykanami, poważnymi oskarżeniami. Piesiewicz schował się za podwójną gardą, ale teraz wyprowadził kontratak niczym Lucjan Trela w starciu z wyższym i cięższym Georgem Foremanem. Pomógł mu w tym wybór Karola Nawrockiego na prezydenta (jeszcze elekta) RP. Prezes PKOl cieszy się wyraźną sympatią odchodzącego prezydenta Andrzeja Dudy, nie inaczej będzie z jego następcą.

Czy panowie umówią się na ustawkę, by pobaraszkować jak misiaczki? Pewnie nie, ale sporo partii szachów polityczno-sportowych na pewno rozegrają. W tej rozgrywce zachowuję neutralność, ale bliżej mi do idei olimpijskiej niż urzędniczej, bez względu na personalia.

Najważniejsze, by ofiarami wojenki na górze nie zostali sportowcy przygotowujący się do kolejnych igrzysk olimpijskich. A te zimowe już przecież za niecały rok. Mam nadzieję, że zabrzmi na nich Mazurek Dąbrowskiego, a Dariusz Szpakowski wysłucha go w pozycji na baczność jak przystoi człowiekowi z zasadami. Młodzi komentatorzy powinni go naśladować nie tylko za mikrofonem, także w życiu.

Po bieganiu na murawie Stadionu Śląskiego przy komplecie widzów i z samym Ronaldinho wybieram się teraz na rajd maluchami, czyli kultowymi Fiatami 126p rodem z Bielska Białej. Stworzę załogę ze słynnym dziennikarzem, nie tylko sportowym, Michałem Olszańskim. Sobiesława Zasady, Rafała Sonika i Krzysztofa Hołowczyca pewnie nie pokonamy, ale tematów dla Czytelników „Sportu” na pewno nie zabraknie!

Grę podopiecznych trenera Adama Majewskiego na Euro U-21 charakteryzował brak jakiegokolwiek stylu. Fot. Mateusz Sobczak/Pressfocus