Sport

Odrobiona strata

Tyszanie udowodnili w Warszawie, że mają szeroki wachlarz możliwości wygrywania spotkań.

GKS Tychy nie schodzi ze zwycięskiego kursu... Fot. Łukasz Sobala/PressFocus

Na zakończenie niedzielnej serii gier 2. kolejki zmierzyły się drużyny, które w rundzie rewanżowej poprzedniego sezonu zaimponowały kibicom. Polonia pod wodzą Mariusza Pawlaka wywalczyła prawo gry w barażach o awans do ekstraklasy, a w Pucharze Polski dotarła do ćwierćfinału. Naprzeciw Czarnych Koszul stanął mistrz wiosny.

W dodatku zawodnicy trenera Artura Skowronka pokazali się z najlepszej strony na inauguracji obecnych rozgrywek, wygrywając 4:3 z Miedzią Legnica i zapowiadali utrzymanie swojej formy. Stołeczni, którzy w 1. kolejce przywieźli tylko punkt z Siedlec, bardzo chcieli pokazać swoim kibicom, że deklaracje walki o awans nie są tylko czczym gadaniem.

I faktycznie gospodarze błyskawicznie rzucili się do ataku. W 2 minucie tyszanom dopisało szczęście, bo po dośrodkowaniu Oliwiera Wojciechowskiego z rzutu rożnego główkujący z pola bramkowego Suleymane Cisse trafił w poprzeczkę. Zresztą stałe fragmenty gry były zmorą gości w pierwszych fragmentach gry, bo raz za razem w ich polu karnym robiło się gorąco.

A kiedy po kwadransie gry wydawało się, że Trójkolorowi opanowali sytuację i zaczęli wypracowywać okazje, przytrafił im się błąd w wyprowadzaniu akcji spod swojej bramki. Złe zagranie Maksymiliana Stangreta i bierność Damiana Kądziora sprawiły, że po „główce” Erjona Hoxhollariego najlepszy strzelec Polonii Łukasz Zjawiński wbiegł w pole karne, mając przed sobą tylko bramkarza. Depczący mu po piętach Jakub Bieroński nie dopuścił wprawdzie do oddania strzału, ale w ten sposób jedynie odroczył egzekucję, bo za faul został ukarany żółtą kartką, a poszkodowany pewnie wykorzystał rzut karny.

Tyszanie, którzy w poprzednim meczu 4-krotnie wychodzili na prowadzenie, tym razem musieli odrabiać straty i pokazali, że tę sztukę też opanowali. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry, po dalekim wyrzucie piłki z autu przez Marcela Błachewicza, wybita z pola bramkowego piłka trafiła pod nogę Marcina Szpakowskiego i środkowy pomocnik tyszan z 15 metrów trafił w „okienko”.

Po kwadransie spędzonym w szatni lepiej nastawieni do gry w drugiej połowie wyszli przyjezdni i potrzebowali 115 sekund, żeby rozstrzygnąć losy spotkania. Tym razem po rzucie rożnym wykonanym przez Kądziora futbolówka dotarła do zamykającego akcję za „długim” słupkiem Bierońskiego, który głową podał do Błachewicza, a ten z najbliższej odległości ustalił rezultat.

Co prawda Polonia atakowała do końca, a GKS - choć gra niespecjalnie mu się kleiła - co pewien czas wyprowadzał kontry, ale wynik już nie uległ zmianie. Nic więc dziwnego, że gdy po ostatnim (13.) rzucie rożnym w 7 minucie doliczonego czasu gry, piłkę po strzale Kacpra Śpiewaka z 5 metra sprzed linii bramkowej wybił Kasjan Lipkowski, a sędzia odgwizdał koniec meczu, Leon-Oumar Wechsel na kolanach wyściskał obrońcę-wybawiciela. To był także sygnał do ogromnej radości tyszan, którzy po 2. kolejce są w gronie trzech drużyn z kompletem punktów, a kibice w Tychach już mogą zacząć sobie ostrzyć apetyt na starcie z liderującą Wisłą Kraków.

Jerzy Dusik

OCENA MECZU ⭐ ⭐

◼  Polonia Warszawa – GKS Tychy 1:2 (1:1)

1:0 – Zjawiński, 21 min (karny), 1:1 – Szpakowski, 45+3 min, 1:2 – Błachewicz, 47 min (głową)

POLONIA: Kuchta – Olszewski, Cisse, Grudniewski, Hoxhollari (46. Durmas) – Dadok (80. Kapusta), Poczobut, Gnaase (87. Wasin), Wojciechowski (80. Bajdur), Vega – Zjawiński (67. Śpiewak). Trener Mariusz PAWLAK.

TYCHY: Wechsel – Lipkowski, Tecław, Ggłogowski (87. Stefansson) – Keiblinger, Bieroński, Szpakowski, Błachewicz – Kądzior (84. Kubik), Stangret (63. Wełniak), Niemann (63. Sanyang). Trener Artur SKOWRONEK.

Sędziował Jacek Małyszek (Lublin). Widzów 2497. Żółte kartki: Hoxhollari, Gnaase – Bieroński, Szpakowski.