Odmienieni dosłownie i w przenośni
Odra pokazała, że potrafi walczyć o zwycięstwo nawet w osłabieniu.
Filip Kendzia (nr 26) zdobył gola, ale meczu nie dokończył. Fot. Odra Opole/odraopole.pl
ODRA OPOLE
Po słabym meczu inaugurującym sezon piłkarze Odry Opole znaleźli się na cenzurowanym. Kibice mieli ogromne pretensje do podopiecznych Jarosława Skrobacza zarówno o rozmiary porażki (0:3) w Głogowie, jak i postawę Niebiesko-czerwonych w meczu z Chrobrym. Nic więc dziwnego, że do następnego spotkania zespół ze stolicy polskiej piosenki przystąpił odmieniony dosłownie i w przenośni.
W wyjściowej jedenastce na starcie z Miedzią Legnica pojawiło się sześciu innych piłkarzy, a co najważniejsze drużyna zaczęła grać jak z nut. Efektem tego koncertu był gol strzelony przez jednego z pięciu, którzy się ostali w „przewietrzonym” zespole. Filip Kendzia po dośrodkowaniu Joshuy Pereza, wykonującego rzut wolny, główkując z 5 metra, otworzył strzeleckie konto opolan w nowym sezonie.
Akcja ratunkowa
Dodajmy jednak, że wychowanek Rawii Rawicz jest stoperem, więc baczniejszą uwagę niż na jego grę ofensywną, kibice zwracali na postawę w defensywie, a ta była bez zarzutu… do 81 minuty. Wtedy w pojedynku z napastnikiem legniczan obrońca Odry popełnił faul, który po wideoweryfikacji sędzia uznał za akcję ratunkową i wyciągnął czerwoną kartkę. Opolanie musieli się więc mocno napracować, żeby w dziesiątkę utrzymać prowadzenie 2:1 do ostatniego gwizdka sędziego.
Kamień z serca
- Nie będę ukrywał, że gdy sędzia zakończył mecz, to kamień spadł mi z serca – powiedział 28-letni stoper Odry. – Gdy arbiter po moim faulu najpierw wyciągnął żółtą kartkę, pomyślałem, że może nie osłabię zespołu. Kiedy już jednak anulował poprzednią decyzję i sięgnął po czerwoną, a ja zszedłem z boiska, zobaczyłem tę sytuację na ekranie. Ewidentnie było to przewinienie na czerwoną kartkę. Wiedziałem, jak gra Daniel Stanclik, bo przecież przez ostatnie półtora roku graliśmy razem w Zniczu Pruszków. Większość naszych bezpośrednich starć wygrałem, ale w tej akcji piłka tak się odbiła, że ześlizgnęła mi się po stopie, a Daniel, który walczy o każdą piłkę do końca, mógłby wykorzystać ten błąd techniczny. Dlatego musiałem faulować. Bardzo tego żałuję, ale jednocześnie bardzo chciałem podziękować drużynie za serce włożone w grę w końcówce meczu, po mojej czerwonej kartce. Możemy się razem cieszyć ze zwycięstwa. Myślę, że to nas napędzi na dalsze spotkania, bo sezon jest długi i wszystkie mecze zapowiadają się jako ciężkie. Ja wprawdzie w najbliższym meczu nie zagram, bo muszę pauzować, ale wierzę, że wrócę mocniejszy.
Goście dominowali
Mimo zwycięstwa opolanie mają sporo do poprawy. Od 37 minuty, gdy kontuzji doznał Mato Milosz, zastąpiony przez Jakuba Pochcioła, legniczanie przejęli inicjatywę. Wprawdzie stracili gola po juniorskim błędzie swojego bramkarza i profesorskim skarceniu przez Lucę Ramosa, ale w drugiej połowie goście wręcz dominowali na murawie.
- W drugiej połowie faktycznie Miedź zepchnęła nas do niskiej obrony – powiedział obrońca niebiesko-czerwonych. – Dobrze jednak walczyliśmy i wybijaliśmy piłki. Próbowaliśmy też wyprowadzać kontry, ale tak naprawdę nie mieliśmy okazji na strzelenie gola. W końcówce już tylko się broniliśmy. Możemy być jednak zadowoleni. Pokazaliśmy, że stać nas na zwycięstwo w każdym meczu. Ten pierwszy nam naprawdę nie wyszedł. Zagraliśmy bardzo ospale i Chrobry nas stłamsił. Nie mogliśmy się ocknąć, a gdy w drugiej połowie zaczęliśmy grać lepiej, to straciliśmy drugą bramkę i już nie mogliśmy nic zrobić. W spotkaniu z Miedzią natomiast była dobra energia w zespole. Czuliśmy w tygodniu, że musimy się zrehabilitować i pokazać naszym kibicom, że Odra będzie walcząca w tym sezonie i mam nadzieję, że w każdym spotkaniu będziemy wyglądać lepiej.
Jerzy Dusik
