O tym mówią wszyscy
Konflikt Michała Probierza z Robertem Lewandowskim rozgrzewa Polskę. Nie tylko futbolową!
Takiego zdjęcia z treningu już nigdy nie da się zrobić. Fot. PressFocus
Poprosiliśmy o komentarz uznane postaci ze świata sportu. Opinie są różne.
Jednostka nie może mieć specjalnych praw!
◼ Marcin Możdżonek, były mistrz Europy i świata w siatkówce
Robert Lewandowski jest wielkim piłkarzem, to nie ulega wątpliwości. Nie ulega dla mnie jednak wątpliwości, że nie powinien obrażać się na reprezentację, przecież ona jest dobrem najwyższym. Z własnego doświadczenia wiem, że nie ma nic piękniejszego niż grać dla własnego kraju, cieszyć się ze zwycięstw i nawet przeżywać porażki. Rozumiem oczywiście, że czasem są trudności w komunikacji, rozumiem, że można nie dogadywać się z selekcjonerem. Zresztą, którymś kolejnym… Sam nie dogadywałem się w siatkarskiej reprezentacji ze Stephane'em Antigą, jednak wszelkie nieporozumienia czy konflikty nie powinny mieć wpływu na dobro reprezentacji Polski. Wiadomo, że nie zawsze jest przyjemnie, czasem mimo poświeceń zostają tylko pot, krew i łzy, ale krytyka czy presja nigdy nie powinny mieć wpływu na nastawienie wobec reprezentacji Polski. Robert Lewandowski to wybitny zawodnik, jednak kiedy obserwowałem jego mowę ciała podczas meczów Biało-czerwonych, czasami wyraźnie widziałem ostentacyjny wręcz przekaz: „jestem najlepszy”. A przecież nie ma koło siebie amatorów, przecież tworzy - tworzył - tę drużynę z nie byle jakimi piłkarzami, bo byle jacy nie reprezentują kraju. Jest mi o tyle przykro, że mam wątpliwości, czy Lewandowski dawał tej reprezentacji tyle, ile mógł… Fakt, że jest już teraz legendą polskiej piłki, nie oznacza, że może mieć specjalne w niej prawa. Jeśli jeden zawodnik reprezentacji miałby mieć w niej większe prawa niż inny – oznaczałoby to właściwie jej koniec.
Rozumiem rozgoryczenie
◼ Antoni Piechniczek, były selekcjoner
Bardzo żałuję, że w ogóle doszło do takiej sytuacji, Żałuję, że ludzie, którzy całe życie poświęcili piłce, nie potrafią się dogadać. Chciałbym, żebyśmy byli względem siebie bardziej życzliwi. Rozumiem jednak rozgoryczenie Roberta Lewandowskiego. Żyje pod taką presją, która uprawnia, żeby powiedzieć czasami „dość”. Dlatego myślę również, że z tych względów Piotr Zieliński nie powinien brać opaski po Lewandowskim. Po innych – tak. Po nim – nie. To tak jakby Kaziu Górski zabrał opaskę Deynie i przekazał Bońkowi, a ten by ją przyjął…
Uważa, że jest najważniejszy
◼ Cezary Kucharski, były menedżer Roberta Lewandowskiego
Konflikt Michała Probierza z Robertem Lewandowskim był moim zdaniem nieunikniony, był jedynie kwestią czasu. Uważałem tak już od momentu, kiedy Michał, którego charakter znałem, bo przecież graliśmy razem w piłkę (Probierz i Kucharski są rówieśnikami - przyp. red.) - został selekcjonerem. Wiedziałem, że Michał będzie chciał poradzić sobie z rozkapryszonymi gwiazdami i przywrócić w tej reprezentacji priorytety. Byłem przekonany, że prędzej czy później dojdzie do konfrontacji między nimi. Prawda jest bowiem taka, że Lewy nie jest w stanie podporządkować się interesowi reprezentacji. Uważa, że jest najważniejszy, że nie musi podlegać żadnym regułom. Jest przekonany, że jego nie obowiązują żadne zasady, że nikt nie ma prawa mu nic powiedzieć. Znając ich obu i tak jestem zdziwiony, że do otwartego konfliktu doszło dopiero teraz. Ostatnie zachowania, sposób w jaki Lewy zrobił z Grosika głupka, twierdząc, że wszystko było zaplanowane (chodzi o jego niespodziewane pojawienie się na Śląskim na pożegnalnym meczu Grosickiego - przyp. aut.) – przelały czarę goryczy.
Nie gra się dla trenera
◼ Włodzimierz Lubański, były napastnik reprezentacji Polski
Patrzę na to z dystansu i na pewno nie znam wszystkich detali, ale skoro sprawy zaszły tak daleko, to znaczy, że współpraca między selekcjonerem a Lewandowskim nie układała się najlepiej. To indywidualna decyzja Roberta, który zapewne odebraniem opaski kapitana czuł się urażony czy zawiedziony, ale chciałbym zwrócić uwagę, że w reprezentacji nie gra się dla tego czy innego trenera, ale dla jedynej w swoim rodzaju drużyny o nazwie Polska. Wielu młodych ludzi marzy o tym, by choć raz wystąpić w reprezentacji, więc rezygnacja z tego przywileju raczej nie mieści się w moim sportowym światopoglądzie. W każdej sytuacji konfliktowej przychodzi jakiś punkt graniczny, że trzeba usiąść i rozmawiać, zrobić wszystko, by osiągnąć porozumienie. Tego chyba w tej sprawie zabrakło mi najbardziej. Kontakt kapitana z trenerem kadry powinien być nie tylko najczęstszy, ale i lepszy niż innych zawodników, a tutaj chyba tak nie było. No i obu stronom chyba specjalnie nie zależało na znalezieniu wyjścia z sytuacji. Zabrakło mi też reakcji PZPN-u, jakiejś mediacji, bo przecież związkowi, jego szefom powinno zależeć, by reprezentacji wiodło się jak najlepiej i grali w niej najlepsi piłkarze. Na pewno to będzie miało wpływ na zespół, na atmosferę. Trudno teraz jednak przewidzieć, jaki ten wpływ będzie. Mnie przeciw Finom szło całkiem nieźle i mam miłe wspomnienia (w Szczecinie w 1965 roku, w meczu wygranym przez Biało-czerwonych 7:0, Lubański zdobył cztery bramki, wszystkie w pierwszej połowie - przyp. red.). Ale teraz zostaje mi już tylko trzymanie kciuków i kibicowanie.
Paweł Czado, (pap)
