Sport

Nominacja dla Oskara

WYMIANA KOSZULEK, cotygodniowy felieton Wojciecha Kuczoka

Komu przyznać tego Oskara? Nadal obstawiałbym jednak kadrę U-21; niech sobie chłopak poszaleje na skrzydle na tle innych młodziaków, niech pozakłada siateczki Ormianom i Czarnogórcom, niech wyjdzie na boisko z pewnością i bezczelnością wielkiej gwiazdy juniorskiej piłki, niech czyni to wszystko na luzie i w samopoczuciu gościa, który nikomu niczego nie musi udowadniać, nie musi się spłacać w każdym dryblingu i rajdzie. Niechże on się jeszcze tą piłką pobawi! Szum medialny zmienił się już w potężny łoskot, sztuczna inteligencja generuje krzykliwe nagłówki w trybie nakazu: „teraz to już Urban musi go powołać!”, a ja sobie myślę, że im bardziej musi, tym łacniej tego nie uczyni. Szczęśliwie FC Porto rozgrywa swoje mecze ligowe późnymi wieczorami, nie kolidują zatem z hitami lig TOP 5, można je sobie na spokojne zwieńczenie weekendu obejrzeć. Tak jak w tę niedzielę, kiedy Oskar Pietuszewski wreszcie „zrobił cyfrę”, czyli konkret do statystyk, zaliczając swoją pierwszą asystę w lidze portugalskiej. Co prawda już w debiucie w pewnym sensie asystował przy golu, bo to po faulu na nim sędzia przyznał Smokom karnego, zamienionego później na bramkę, ale w niedzielę przeciw Rio Ave nastolatek z Białegostoku pokazał swoje firmowe zagranie, a przynajmniej takie, do którego wyraźnie jest przez trenera Farioliego profilowany. Wyprzedzenie rywala w drodze do piłki, rajd lewym skrzydłem, wejście w pole karne i silne podanie wprost na nogę rozpędzonego napastnika. Miałby jeszcze asystę drugiego stopnia, ale o parę centymetrów spalił na skrzydle kolejną akcję bramkową, co VAR skrzętnie wychwycił. Ważne, że nasza młoda gwiazda wychodzi na mecze w pierwszej kadrze, trener nie zniechęca się irytującą ilością błędów technicznych, strat i chaotycznych zagrań Polaka, składając to na karb jego młodzieńczej wyrywności. Ostatecznie i tak się opłaca trzymać Pietuszewskiego na skrzydle – szarpał będzie dopóki mu starczy sił (na razie na mniej więcej godzinę gry), pomyli się dziewięć razy, ale za dziesiątym i tak zrobi akcję meczu i da trzy punkty. Jeszcze by tego brakowało, żeby chłopak nie miał nawet dowodu osobistego, a już był nieomylny. Ma czas, żeby dorosnąć, także do pierwszej reprezentacji – ja się jego powołania nie domagam, na chłodno zadaję bowiem pytanie: czy aby na tej pozycji nie mamy graczy dojrzalszych? Czy Nikola Zalewski w formie nie jest zawodnikiem większego formatu? A Jakub Kamiński, Michał Skóraś, Kamil Grosicki? W naszej reprezentacji ruch lewostronny ma się całkiem nieźle, gdyby futbol polegał wyłącznie na wyścigach skrzydłowych, bylibyśmy spokojni o awans na mundial.

Selekcjoner reprezentacji Polski musi się wykazywać odpornością na podszepty i naciski, zwłaszcza, że bez przerwy ktoś mu wciska jakieś nowe objawienie - co tam Pietuszewski, ja tu czytam, że Mateusz Żukowski to już absolutnie musi zostać powołany, wszak z niego bombardier nie lada, trafia jak na zawołanie dla… Magdeburga w dołach drugiej Bundesligi. Który tylko kopnie piłkę we właściwą stronę, a przy tym wykaże się dobrą motoryką, już jest pan piłkarz i nie powołać go do kadry się nie godzi. Wytrawny selekcjoner imponuje nominacjami nieoczywistymi, widzi więcej, niż wyłapują algorytmy w statystykach, wie, że są piłkarze wybitni i pożyteczni, którzy „nie robią liczb”, w przeciwnym razie PZPN nie musiałby mu wypłacać pensji, a wyboru kadrowiczów dokonywałoby AI na podstawie danych statystycznych. Intuicja selekcjonerska to jest ten nieoceniony dar, którym Jan Urban zdaje się dysponować, przeto obstawiałbym, że Pietuszewski sobie jeszcze na grę w seniorskiej kadrze poczeka, za to na marcowym zgrupowaniu pojawić się może człowiek, o którym dzisiaj nic w trawie nie piszczy, i może zostać bohaterem potyczki z Albanią.

Oskar młody, to dużo biega i dużo drybluje, z prowincjonalnym klubikiem z dołów Primeira Liga błysnął, ale zaliczył też kilka strat, które z poważniejszym rywalem mogłyby się skończyć katastrofalnie. Tymczasem my w barażach marginesu błędu już nie mamy. O tym, jak można spaprać mecz z powodu żałosnych, juniorskich błędów, nawet gdy się ma potężną przewagą w posiadaniu piłki, pokazała niestety w czwartek Jagiellonia. Na co dzień znakomity młodzieżowiec Sławomir Abramowicz popełnił szkolny kiks i sparował sobie do bramki strzał z ostrego kąta. Zdolny i promowany junior Dawid Drachal karygodnie i bez sensu sfaulował napastnika wybiegającego z pola karnego i sprokurował „jedenastkę”. To były dwa gole pół-samobójcze i to jest niestety ryzyko nieuniknione w przypadku stawiania na graczy w wieku juniorskim, bo w nich drzemie potencjał, ale też często eksploduje niepoczytał. W miniony weekend inna gwiazda przyszłości naszej piłki Jan Faberski tak się podjarał asystą w meczu ligi holenderskiej, że chwilę potem wyleciał z boiska za wjazd wyprostowanymi nogami w rywala. Nie jesteśmy wystarczająco mocni piłkarsko, żeby umieć odrabiać tak frajerskie straty – na baraże potrzeba nam kadry starych wyjadaczy okrzepłych w bojach, to nie jest czas na promocję.

Oskar Pietuszewski i jego magiczna nóżka - na razie na miarę pierwszej asysty w lidze portugalskiej. Fot. PAP/EPA