Nikt nic nie musi
KOMENTARZ „SPORTU” – Piotr Tubacki
Ach, jak lubię powiew świeżutkiej I ligi w lipcowy weekend. Pisałem już nieraz, że zmagania na zapleczu ekstraklasy niejednokrotnie bywają ciekawsze niż sama ekstraklasa, bo w piłce nie liczy się szczebel rozgrywkowy – tylko emocje. Oczywiście, tak jak smucić się zawsze lepiej w diamentowej kolii, popijając drogiego szampana niż siedząc pod zagrzybiałym mostem, tak i futbolem lepiej delektować się na pięknych, pełnych stadionach, przy świetnie opakowanym produkcie TV, śledząc obiecujące nazwiska z całego świata. W tym kontekście ekstraklasa przewyższa I ligę i zawsze to będzie robić, choć pod względem ogólnego postrzegania zaplecze na pewno w ostatnim czasie zbliżyło się do elity. Prawie 20 tysięcy na meczu spadkowicza Śląska z beniaminkiem Wieczystą? No, no...
Nie będzie nudy w tym sezonie, to pewne. Wieczysta jak Wieczysta, ale radę dali też pozostali beniaminkowie. Pogoń z Grodziska Mazowieckiego zaskoczyła Stal Rzeszów, aczkolwiek honorowa bomba Sebastiena Thilla z miejsca stała się kandydatem do gola sezonu. A Polonia Bytom? Trzy bramki w Łęcznej! To się szanuje. Jednocześnie to pokazuje, że skazywani raczej na walkę o utrzymanie ci dwaj beniaminkowie (bo nie Wieczysta) wcale osamotnieni w tej batalii być nie muszą. Zresztą w I lidze... nikt nic nie musi, ale każdy może. I to jest w tym wszystkim najlepsze.