Sport

Niezatapialny

Adam Scott wydaje się odporny na upływający czas. Mimo 44 lat wciąż zachwyca miliony fanów na całym świecie.

Adam Scott jest bliski stu kolejnych występów wielkoszlemowych. Fot. Facebook zawodnika

Adam Derek Scott urodził się 16 lutego 1980 roku w Adelajdzie, w Południowej Australii. Dzięki zakochanym w golfie rodzicom pierwsze kroki w tym sporcie stawiał jako czterolatek. Po kilku latach rodzina przeniosła się na Wschodnie Wybrzeże, do stanu Queensland, najpierw do metropolii Sunschine Coast, by po kilku latach osiąść w szóstym największym mieście Australii - Gold Coast, przyciągającym surferów z całego świata. Ojciec Adama, Phil, był członkiem australijskiego PGA i pierwszym dyrektorem pola Twin Waters, zaprojektowanego przez legendarnego Petera Thomsona – pięciokrotnego triumfatora The Open. Co zrozumiałe był pierwszym trenerem małego Adasia. Uczeń błyskawicznie przerósł mistrza, po raz pierwszy pokonując ojca w wieku 13 lat. Adam był dobry nie tylko w golfie - czegokolwiek spróbował, był w tym świetny, w krykiecie, tenisie czy futbolu. Od czasu przeprowadzki do mekki surferów oddawał się też pasji ujeżdżania słynnych australijskich fal.  

Polski akcent

Naukę w szkole średniej rozpoczął w Southport School, spędzając tam pierwsze dwa lata, później stając się inspiracją do utworzenia tam odrębnej szkoły golfowej. Potem przeniósł się do Kooralbyn International School, znanej z doskonałego programu golfowego. Peter Claughton tak wspominał przyszłą gwiazdę golfa: - Wiedział wszystko o polach na świecie, wielkich graczach, zawodowcach i poczynaniach amatorów. Dokładnie planował treningi. Nie był dzieciakiem, który po prostu wybija piłki. Zawsze miał plan i pracował nad czymś konkretnym.” Już wtedy był w kadrze narodowej. Jego największymi triumfami amatorskimi były dwa tytułu Australian Boys’ Amateur, w latach 1997 i 1998. Po szkole średniej wyjechał do USA, gdzie rozpoczął naukę na Uniwersytecie Nevada w Las Vegas. W 2000 roku przeszedł na zawodowstwo, a rok później w Alfred Dunhill Championship w Johannesburgu dobył pierwsze zawodowe trofeum. Od tego czasu zwyciężał w ponad 30 turniejach, w tym czternastu PGA Tour i jedenastu European Tour, zawsze chętnie podróżując po całym świecie. Trofeów byłoby przynajmniej o jedno więcej, jednak powstrzymał go... Adrian Meronk, w grudniu 2022 roku wygrywając czwarty najstarszy turniej golfowy globu - Australian Open, grając z Adamem w rundzie finałowej, gdzie delikatnie go rozwałkował, pokonując wielkiego mistrza pięcioma strzałami. W 2004 roku Scott wygrał - często szumnie nazywany piątym turniejem wielkoszlemowym – THE PLAYERS Championship. Później musiał bardzo długo czekać na tego prawdziwego Szlema.

Butch, Scotty i Tiger

Kluczową postacią w jego karierze był słynny Butch Harmon. Jeszcze kiedy studiował w Las Vegas, tata zrozumiał potrzebę przekazania syna pod opiekę nowego trenera: - Podczas Amatorskich Mistrzostw USA w Pebble Beach w 1999 roku zrozumiałem, że nadszedł czas, żeby wycofać się z trenowania  Adama  – tak opisywał to Phil Scott. - Tydzień później przyjaciel umówił nas na spotkanie z Butchem Harmonem - wówczas trenerem Tigera Woodsa. Butch poprosił tam Adama, żeby ten uderzył kilka piłek. Po chwili obserwacji rzucił lakonicznie: „I like it”. Tak właśnie to wszystko się zaczęło. Dla Scotta współpraca z Butchem oznaczała nie tylko opiekę najsłynniejszego  trenera na świecie, ale też możliwość treningów z Tigerem. - Trzymaliśmy się razem – wspominał to Adam. - Na koniec dnia  urządzaliśmy konkursy puttowania i chippowania. 

Oglądając filmy z tamtych czasów, uderza niezwykłe podobieństwo zamachów Woodsa i Scotta. Wtedy byli przyjaciółmi. Po wielu latach sprawy skomplikowały się, kiedy po osobistych perturbacjach Woodsa jego wieloletni caddy, Steve Williams, rozpoczął współpracę ze Scottem. To już jednak zupełnie inna historia.

Przez łzy

Podczas Masters w 1996 roku 15-letni Adam płakał przed telewizorem. Jego idol i niewątpliwie najsłynniejszy australijski golfista w historii, roztrwonił w niedzielę aż sześciopunktową przewagę. Po szokującej rundzie 78, przegrał pięcioma oczkami" z Nickiem Faldo. 16 lat później, podczas niedzielnej  rundy 141 The Open, w Royal Lytham to Adam doświadczył podobnych emocji, w bardzo  widowiskowy sposób trwoniąc zwycięstwo. Stojąc na osiemnastym greenie, potrząsnął głową i szepnął do siebie: „Wow”. Pokonał go 42-letni Ernie Els, który tracił na półmetku ostatniego dnia sześć uderzeń do Scotta, a później wykręcił cztery uderzenia poniżej par. Kiedy Scott zaliczył birdie na czternastce, prowadził czterema uderzeniami przed Elsem. Zamiast pewnej wygranej zaliczył cztery kolejne bogeye, pieczętując jednopunktową przegraną oraz szansę na pierwszego Majora. - Nie potrafię usprawiedliwić tego co dzisiaj zrobiłem  – tłumaczył zdruzgotany. - Zdaję sobie sprawę, że wypuściłem z rąk idealną okazję. 

Kilka miesięcy później szczęście uśmiechnęło się do niego.

Zielona Marynarka

Po tak widowiskowej katastrofie pierwszy triumf wielkoszlemowy musiał być równie spektakularny. Trafiając na drugim dołku dogrywki ponad 4-metrowego putta na birdie, został pierwszym w historii Australijczykiem, który wygrał w Auguście. Kilkadziesiąt minut wcześniej też trafił długiego putta na osiemnastym greenie i wysforował się na jednopunktowe prowadzenie przed Argentyńczyka Angela Cabrerę. Wydawało się, że teraz się udało. Obserwujący z ostatniego tee całą sytuację Cabrera już wiedział, że aby po raz drugi założyć Zieloną Marynarkę, też potrzebuje birdie. Zagrał więc metr od flagi i doprowadził do dogrywki. Chwilę później obaj rywale na tym samym dołku lądowali za krótko, tuż przed greenem. Najpierw piłka Argentyńczyka otarła się o dołek, niemal do niego wpadając. Scott odpowiedział solidnym zagraniem pod sam dołek i pewnym remisem. Reszta jest historią. 

W ślady rekina

Scott swój gigantyczny triumf zadedykował idolowi z lat młodości i przyjacielowi, Gregowi Normanowi, który w Masters był drugi… trzykrotnie. Norman nigdy nie wygrał w Auguście, a Scott odczarował klątwę. - Jeden człowiek zainspirował całą nację golfistów. Zawsze był dla mnie wspaniały i część tego zwycięstwa zdecydowanie należy do niego – składał hołd mentorowi. Sam „Great White Shark” był bardzo zdenerwowany oglądając niedzielny finał, a kiedy rozpoczęła się druga dziewiątka nie wytrzymał i poszedł do siłowni. Na koniec nie krył ekstazy, kiedy okazało się, że mylili się ci, którzy twierdzili, że Scott nie jest wystarczająco twardy na takie okazje i nigdy nie pozbiera się po Royal Lytham. - Myślę, że on wygra więcej Majorów niż którykolwiek Australijczyk. Zawsze bardzo w niego wierzyłem i teraz jestem bardzo dumny. Sam zdobył dwa Szlemy i… osiem drugich miejsc, w tym 4 razy dostawał się do dogrywki. Greg Norman, lata później zawiadujący LIV Golf, mimo usilnych prób i góry pieniędzy, w 2022 roku nie zdołał przeciągnąć Scotta do saudyjskiej ligi.

Oakmont

W 125. edycji U.S. Open Adam Scott grał w swoim 96. z rzędu turnieju wielkoszlemowym! Od The Open w 2001 roku nie odpuścił ani jednego z nich. To wyczyn niezwykły, najdłuższa passa wśród aktywnych zawodników, choć do rekordu Jacka Nicklausa wciąż brakuje mu czterech kolejnych występów. Imponującą serię rozpoczął w The Open Championship w Royal Lytham i od tego czasu kwalifikował się i grał w każdym kolejnym Majorze. Dwudziestokrotnie gościł w najlepszej dziesiątce, trzy razy był trzeci, dwa razy drugi, 23 razy nie przechodził cuta, raz wygrał.

W sobotę w Oakmont wykręcił fenomenalną rundę dnia 67, awansując na dzielone z J.J. Spaunem drugie miejsce. Był wtedy jedynym golfistą z trzema rundami na par lub lepszymi, przez dwa pierwsze dni notując 70 uderzeń. Wyobraźnia zaczynała pracować i rósł apetyt. Gdyby wygrał, zostałby najstarszym zwycięzcą U.S. Open od czasu Hale’a Irwina w 1990 roku. - To byłoby superspełnienie się - powiedział w sobotni wieczór. - Każdy tutaj ma swoją podróż. Stawianie się w takich pozycjach nie zdarza się po prostu przypadkiem. 

Przerywana przez burzę niedzielna runda, rozgrywana w brutalnie trudnych warunkach, zupełnie nie poszła po jego myśli. 79 uderzeń, jeden skromny birdie, osiem bogeyów i double bogey zepchnęły go na dwunaste miejsce, 7 strzałów za zwycięzcą – J.J. Spaunem. Po 96 kolejnych występach wygląda na to, że przynajmniej dorzuci trzy kolejne Szlemy, śrubując swój własny rekord do 99. W lipcu zagra w The Open w Royal Portrush i już teraz zapewnił sobie miejsce w Masters i PGA Championship w 2026 roku.

Dla niegdyś najlepszego golfisty świata setka wydaje się na wyciągnięcie ręki.  

Kasia Nieciak

125. edycja U.S. Open rozgrywana była w brutalnie trudnych warunkach. Fot. Facebook Adama Scotta

Gracja w każdym calu. Fot. Facebook Adama Scotta