Nie zlekceważyć Żyliny
Po wygranej trzema bramkami u siebie, rewanż w Żylinie wydaje się formalnością. W Rakowie do wyjazdu na Słowację podchodzą jednak z pełną powagą.
W Częstochowie czekają na wystrzał formy Karola Struskiego. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus
Według mapy Google'a z obiektu Rakowa do Stadionu pod Dubnim, gdzie swoje mecze rozgrywa wicemistrz Słowacji, jest niewiele ponad 260 kilometrów, a droga nie powinna potrwać dłużej niż trzy godziny z małym okładem. Te argumenty sprawiły, że częstochowianie w środowe popołudnie udali się do Żyliny autokarem. Ucieszyła się z tego na pewno księgowa, ale z pragmatycznego punktu widzenia również było to optymalne rozwiązanie - samolotem cała eskapada zajęłaby po prostu o wiele więcej czasu.
Rywalizacja niezakończona
Choć Raków ma za sobą już trzy mecze o stawkę, to wciąż jest jeszcze na etapie zgrywania i ostatecznego kształtowania kadry. Mimo niedzielnej porażki w kiepskim stylu z Wisłą Płock (1:2) wielkich powodów do niepokoju przy Limanowskiego raczej nie ma. Nawet jeśli pierwsze spotkanie ze Słowakami ułożyło się dla drużyny Marka Papszuna w sposób idealny za sprawą szybko strzelonej bramki po zmianie stron i czerwonej kartki dla rywali, to nikt nie powinien mieć żadnych wątpliwości co do tego, że w przekroju całego meczu Raków był po prostu kilka klas od rywali lepszy. Złudzeń nie pozostawiają statystyki, które czarno na białym pokazują, że częstochowianie po prostu zmiażdżyli rywali. Do tego stopnia, że na pomeczowej konferencji Marek Papszun został nawet zapytany, czy w rewanżu da odpocząć podstawowym zawodnikom. - Nie można nawet myśleć w ten sposób, że ta rywalizacja jest już całkowicie rozstrzygnięta. Zamierzam wystawić najmocniejszą jedenastkę, jaką mam w tym momencie. Zaliczka jest pokaźna, ale nie takie rzeczy się w futbolu zdarzały. Są różne zbiegi okoliczności i nie przyszłoby mi do głowy, żeby rewanż potraktować ulgowo. Kilka sezonów temu wygraliśmy pierwszy mecz z Astaną 5:0 i również uczulałem zespół, że rywalizacja nie jest zakończona. Można dostać szybko bramkę i zrobi się nerwowo. Żylina pokazała w pierwszej połowie, że jest zbyt dobrym zespołem, aby wystawić sobie na nich rezerwy - odpowiedział szkoleniowiec.
Wzmocnią środek pola
Szacunek do rywala to jedno, ale z drugiej strony nikt w Rakowie nie dopuszcza myśli, że drużyna mogłaby nie awansować do III rundy. Jeśli tak się stanie, to prawdopodobnie do rywalizacji z kolejnym rywalem (Maccabi Hajfa lub Torpedo Żodzino) Raków przystąpi wzmocniony Marko Bulatem, który w środę przechodził testy medyczne w klubie, a podpisanie kontraktu wydaje się być przesądzone. O tego piłkarza w Częstochowie starali się już wcześniej, ale Chorwat miał wątpliwości, ponieważ w Dinamie Zagrzeb miał dobrą pensję i ważny, trzyletni kontrakt. Ostatni sezon spędził na wypożyczeniu w belgijskim Standardzie Liege (30 występów, jeden gol). O wyborze ekstraklasy ostatecznie zdecydowały perspektywy na grę w podstawowym składzie. - To zawodnik do środka pola, z bardzo dobrym przeglądem sytuacji, świetnie wyszkolony technicznie, potrafi też bardzo dobrze uderzyć z rzutu wolnego. Na tej pozycji tak dobrego piłkarza chyba tu jeszcze nie było - słyszymy w klubie o 6-krotnym reprezentancie Chorwacji.
Pozyskanie gracza do środka pola jest absolutnym priorytetem transferowym częstochowian, bo o ile Oskar Repka wkomponował się w drużynę Papszuna idealnie, to Karol Struski na razie raczej zawodzi. W Rakowie jednak wciąż w niego wierzą, zdając sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie potrzebuje więcej czasu na aklimatyzację. Do klubu powraca również Peter Barath, który zostanie wykupiony z Ferencvarosu. Nie będzie za to Martina Petkowa, ponieważ w klubie uznali, że Bułgar jest za słaby na pozycję numer dziesięć w Rakowie. W sytuacji pozyskania Tomasza Pieńki oraz mającego być gotowym do gry za trzy tygodnie Iviego Lopeza praktycznie byłby skazany na głęboką ławkę rezerwowych.
Mariusz Rajek
2. runda kwalifikacji do Ligi Konferencji
Czwartek, 31 lipca, godz. 20.30
MSK Żylina - Raków Częstochowa
Sędzia Genc Nuza (Kosowo)
