Sport

Nie zdążyli na statek

Dokładnie 95 lat temu rozegrano jeden z najlepszych finałów w historii futbolowych mistrzostw globu.

Piłkarska reprezentacja Urugwaju – pierwszy mistrz świata. Fot. FIFA

 Z LAMUSA 

Historia piłkarskich mistrzostw świata jest ledwie kilkanaście lat starsza od… naszego „Sportu”, który przecież właśnie dzisiaj obchodzi swoje 80. urodziny. Jeżeli chodzi o wyłonienie najlepszej jedenastki na świecie, to FIFA od swojego powstania w 1904 roku miała w zamyśle organizację mistrzowskiego turnieju. Na przeszkodzie stawały jednak konflikty polityczne, jak Wielka Wojna, czyli I wojna światowa w latach 1914-18 czy postawa Brytyjczyków. Kolebka futbolu nie miała ochoty na fraternizowanie się z plebsem (czytaj: resztą futbolowego świata). Zresztą w 1928 roku mocarstwowa angielska FA, Football Association, wystąpiła z FIFA, do której ponownie została włączona dopiero w 1946. Z tego powodu o pełnym turnieju z uwzględnieniem wszystkich reprezentacji nie można było mówić.

Ufundował Złotą Nike

Zresztą pewnie do niczego by nie doszło, gdyby nie osoba trzeciego szefa FIFA Julesa Rimeta. Wybrany na stanowisko w 1921 roku francuski prawnik i niestrudzony działacz swoją funkcję pełnił aż do 1954. Był najdłużej urzędującym prezydentem Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej. To jego pomysłem było zorganizowanie turnieju, który zgromadziłby najlepszych, ale jak to zrobić w skonfliktowanym po I wojnie świecie? Francuz niestrudzenie zabiegał o organizację zawodów, a wspierały go mocne wtedy federacje z Ameryki Południowej. W 1928 roku kongres FIFA w Amsterdamie zdecydował, że turniej w końcu się odbędzie.   

Na futbolowym topie był wtedy Urugwaj. Dwukrotne mistrzostwo olimpijskie na igrzyskach w Paryżu w 1924 roku i w Amsterdamie w 1928, gdzie w finale Urusi pokonali swojego wielkiego rywala Argentynę (remis w pierwszym meczu 1:1, w dodatkowym wygrana 2:1). Do tego trzykrotne triumfy w Copa America w latach 20. XX wieku, w 1923, 1924 i 1926 roku.

To właśnie Urugwaj – za obietnicę opłacenia podróży i pobytu wszystkich uczestników na pierwszych mistrzostwach czy wtedy Pucharze Świata albo jeszcze inaczej Pucharze Rimeta – otrzymał miano gospodarza. Prezydent FIFA ufundował nawet puchar, szczerozłotą, legendarną Złotą Nike, mającą wysokość 32 cm i ważącą 3,8 kg. Statuetka była przechodnia, a na własność miała zostać u tego, kto wygra turniej trzy razy.

Długa podróż statkiem

Turniej w Urugwaju miał uczcić stulecie niepodległości tego kraju. Zresztą tamten okres jest czasem prosperity. Niestety, nie wszystko przebiegało tak, jak powinno. Wieki kryzys gospodarczy, zapoczątkowany krachem na giełdzie nowojorskiej w październiku 1929 roku, postawił pod znakiem zapytania udział europejskich drużyn w dalekim wyjeździe. Nie tylko europejskich. Ostatecznie za ocean na włoski liniowiec „Conte Verde” weszły reprezentacje Francji i zaprzyjaźnionych z nią krajów – Belgii, Jugosławii i Rumunii. Mieli być jeszcze Egipcjanie, ale… nie zdążyli na statek z powodu sztormów u swoich wybrzeży. Podróż trwała od 21 czerwca do 4 lipca 1930 roku. Oprócz piłkarzy na statku był też późniejszy sędzia finałowego starcia, znakomity belgijski arbiter John Langenus, a także sam Rimet. Po drodze do Montevideo w Rio de Janeiro wsiadła jeszcze brazylijska delegacja. Ostatecznie w szranki stanęło 13 ekip: aż siedem z Ameryki Południowej, dwie z Ameryki Północnej i cztery europejskie. Zabrakło przedstawiciela Azji, bo Japonia i Syjam (Tajlandia) wycofały się, a wspomniani Egipcjanie z Afryki nie zdołali dotrzeć. Każdy z uczestników imprezy miał dostać od FIFA czek w wysokości 4 tysięcy dolarów.  

Egzaminy zamiast meczu  

Faworytem były jedenastki z Ameryki Południowej. Zdobywca Copa America z 1929 roku Argentyna w swoim pierwszym spotkaniu wygrała z Francją 1:0 po bramce Luisa Felipe Monti. To piłkarz, który najpierw grał dla Albicelestes, a potem – z racji korzeni – dla Włoch, z którymi w 1934 roku wywalczył mistrzostwo świata. Był jednym z najlepszych graczy na świecie okresu międzywojnia. Argentyna z trzema zwycięstwami w grupie 1 pewnie awansowała do półfinału, ale też miała swoje problemy. Jakie? Oto po pierwszym meczu turnieju z Francją zespół opuścił jeden z najlepszych zawodników, kapitan zespołu Manuel Ferreira. Ku konsternacji wszystkich spakował walizkę i popłynął do stolicy Argentyny.

– Co robisz?! – dopytywali skonsternowani koledzy.   

– Przepraszam panowie, ale wracam do Buenos Aires. Mam ważne egzaminy prawnicze. W ataku zastąpi mnie Guillermo Stabile. To będzie dobre rozwiązanie – skomentował wszystko Ferreira. Napastnik Estudiantes wrócił jednak potem na decydujące spotkania, w tym finał z gospodarzami.

Ze szkocką pomocą

Ci w grupie 3 nie zaczęli efektownie, bo od skromnej jednobramkowej wygranej z Peru, ale potem było już tylko lepiej. Musiało być, bo przecież na majestatycznym Estadio Centenario Urusów wspierało 70-80 tysięcy kibiców. Urugwajczycy grali w błękitnych koszulkach, nawiązujących do ich olimpijskich zwycięstw z 1924 i 1928 roku, tak jest zresztą do dziś. W składzie mieli wielu genialnych zawodników. Piątka „olimpijczyków” została mistrzami świata – był to znakomity obrońca, kapitan zespołu Jose Nasazzi, a także zawodnicy z przedniej formacji – grano wtedy systemem 1-2-3-5, stąd wysoka średnia goli, prawie 4,00 na mecz – Jose Leandro Andrade i Alvaro Gestido oraz dwaj znakomici napastnicy Hector Scarone i Pedro Cea. Cała ta znakomita piątka miała ogromne doświadczenie.

Czarnym koniem turnieju została jedenastka Stanów Zjednoczonych, która w grupie wygrała dwa razy po 3:0 z Belgią i Paragwajem. W ich zespole znalazła się prawdziwa legia cudzoziemska graczy mających korzenie w Europie, a konkretnie w Szkocji, jak urodzeni tam Bart McGhee, który znalazł się nawet w jedenastce mistrzostw, a także Jim Brown, Alexandre Wood czy Jimmy Gallacher. Ostatecznie Amerykanie skończyli turniej na 3. miejscu, ale to… okazało się po latach. Meczu o tę pozycję podczas urugwajskiego Pucharu Świata nie rozegrano, a o wyższej lokacie ekipy USA zdecydowały mecze rozegrane w grupie i lepszy bilans niż Jugosławia.

Plavi, którzy bronili honoru Europy, nie mieli łatwo. Najpierw ograli Brazylię 2:1, a potem Boliwię 4:1. Ich atutem był napastnik Ivica Bek. Trafił z Brazylijczykami, zdobył dwa gole w rywalizacji z Boliwijczykami. Potem w latach 30. grał w reprezentacji Francji. W półfinałach było bez historii, najpierw Argentyna rozbiła Stany Zjednoczone 6:1, o dzień później Urusi w takim samym stosunku pokonali Jugosławię.

Zwycięstwo albo śmierć!              

Finał rozegrano w środę 30 lipca 1930 roku. O mało co nie poprzedził go… konflikt zbrojny pomiędzy obu krajami! Poszło o wejściówki na decydujące starcie. Sąsiedzi zza La Platy otrzymali „tylko” 20 tysięcy biletów, a chcieli znacznie więcej. „Zwycięstwo albo śmierć!”, „Argentyna tak, Urugwaj nie!” – takie hasła widniały na wielkiej manifestacji w Buenos Aires. Już przed samym meczem doszło do kolejnej awantury – tym razem o to, którą… piłką grać! Argentyńczycy chcieli, żeby była to ich skórzana futbolówka, gospodarze upierali się przy swojej. Ostatecznie prowadzący mecz belgijski arbiter Langenus zaproponował kompromisowe rozwiązanie – jedną połowę grano piłką urugwajską, a drugą argentyńską. Co do rozjemcy, to miał też przygotowaną drogę ucieczki, gdyby w finale coś poszło nie tak… Południowoamerykański futbolowy fanatyzm już wtedy nie znał bowiem granic.

Do przerwy mistrzem byli Argentyńczycy, którzy prowadzili 2:1. Drugą bramkę tuż przed przerwą strzelił Stabile, dla którego było to ósme trafienie i został pierwszym królem strzelców mistrzostw. Po przerwie wyrównał Cea (pięć goli w turnieju), Potem jeszcze na listę strzelców wpisali się Irarte oraz Castro tuż przed ostatnim gwizdkiem i to dwukrotni mistrzowie olimpijscy cieszyli się z upragnionego triumfu w turnieju, który okazał się wielkim sukcesem Julesa Rimeta. Cztery lata później grano w Europie, na włoskich stadionach, ale to już zupełnie inna historia.

Michał Zichlarz                

I MŚ W URUGWAJU

Data : 13 – 30 lipca 1930 roku
Ilość drużyn : 13
Średnia bramek na mecz : 3,89
Średnia widzów na mecz : 32 tys.
Kolejność : 1. Urugwaj, 2. Argentyna, 3. Stany Zjednoczone, 4. Jugosławia
Król strzelców : Guillermo Stabile (Argentyna, 8 bramek)   


Bramkę w finale na 1:0 dla Urugwaju strzela Pablo Dorado. Fot. „Historia do Futebol” Almeida Castro