Sport

Nie wypłynęli z portu

Druga połowa była tragiczna – nie ukrywał trener Pogoni Robert Kolendowicz, której obrona chyba jeszcze... nie wróciła z ciepłych krajów.

Pogoń w Radomiu? Jeden wielki chaos! Fot. Piotr Polak/PAP

WYDARZENIE KOLEJKI

W zeszłym sezonie szczecinianie byli jedną ze słabszych drużyn ekstraklasy, jeśli chodzi o mecze wyjazdowe. Średnio zdobywali tam tylko punkt, podczas gdy u siebie – znakomite 2,41. Różnica był więc gigantyczna, ale nawet mimo tego w delegacji stracili wówczas w sumie 26 bramek w 17 występach. Teraz, po tylko jednym meczu w Radomiu, Pogoń wyrobiła 20 procent z tamtego wyniku. Radomiak pokonał Valentina Cojocaru pięciokrotnie. Jakim cudem?

Lista upokorzonych

Nie chodzi tu bynajmniej o ujmowanie czegokolwiek gospodarzom. Osiągnęli znakomity wynik, dzięki któremu po inauguracyjnej kolejce są liderem ekstraklasy. Jednakże faworytem tamtego meczu nie był Radomiak, ale właśnie Pogoń. Portowcy tym samym dołączyli do listy upokorzonych gigantów, na której znajdują się także Jagiellonia (0:4 z Bruk-Betem) oraz Lech (1:4 z Cracovią). Najbardziej skompromitowali się z tego grona chyba białostoczanie (w końcu grali z beniaminkiem), ale w wydarzeniu kolejki „doceniamy”, że nikt nie stracił w miniony weekend więcej bramek niż Pogoń. – Ciężko podsumować spotkanie, gdy przegrywa się tak wysoko – mówił wyraźnie niezadowolony trener szczecinian Robert Kolendowicz. – Druga połowa była tragiczna. Nasza organizacja gry bardzo mi się nie podobała. To duży falstart i zimny prysznic dla nas wszystkich. W tej kolejce jednak przegraliśmy nie tylko my. Ekstraklasa to maraton, a my potknęliśmy się na pierwszym kilometrze – mówił szkoleniowiec, przypominając jednocześnie, że nieważne, czy wygrywa się 1:0 czy 5:1, zawsze punktuje się za trzy.

Nie tylko obrona

Trudno wskazać obrońcę Pogoni, którego można by z czystym sumieniem pochwalić. Cojocaru także dorzucił swoje, głównie przy ostatnim golu. Jednakże – czym podprogowo próbował się bronić klub ze Szczecina w materiałach publikowanych na swojej stronie – trzeba zaznaczyć, że Radomiak wykorzystywał swoje sytuacje ponad stan. Według statystyki goli oczekiwanych (tak, tak, statystyki nie grają) radomianie mieli okazji na 1,03 bramki. Pogoń? Na 1,37. I to akurat było widać głównie na początku, bo goście mieli np. słupek czy zmarnowaną kapitalną szansę króla strzelców poprzedniego sezonu Efthymiosa Koulourisa. Grek w końcu swojego gola strzelił (na 1:2), potem dorzucił drugiego, lecz wtedy akurat... spalił. Jeśli Portowcy szybko napoczęliby przeciwnika, wrzucili mu dwie „sztuki”, spotkanie mogłoby potoczyć się w zupełnie innym kierunku (a nawet nie „mogłoby”, tylko zapewne by tak było). – Pozytywy? Myślę, że początek wyglądał całkiem nieźle. Mieliśmy cztery dogodne sytuacje, ale nie potrafiliśmy strzelić gola – słusznie zauważył Kolendowicz.

Karygodne zachowanie

Można lekko współczuć Motorowi Lublin, który będzie kolejnym przeciwnikiem Portowców. W Pogoni wszyscy są wściekli, już zapowiadają chęć odkupienia win. Kolendowicz jak mantra powtarzał krytykę organizacji gry swojego zespołu, mówił o „karygodnym zachowaniu” przy utratach bramek. – Jeśli ktoś nie wykonuje zadań, będzie miał problem, żeby grać w moim zespole. Wszystkich goli przy innych zachowaniu można było uniknąć. Musimy to zmienić – zaznaczył jasno Kolendowicz.

Piotr Tubacki

99,61 KILOMETRÓW przebiegła w meczu z Radomiakiem ekipa Pogoni. To drugi najniższy wynik w 1. kolejce. Mniej przebiegła tylko Korona Kielce, które jednak kończyła swoje spotkanie w dziewięciu (czerwone kartki w 7 i 51 minucie – tam więc zwyczajnie... nie miał kto biegać).