Nie do ugryzienia
Chris Gotterup jeszcze w marcu błąkał się gdzieś w trzeciej setce rankingu światowego. Teraz wygrał Genesis Scottish Open, gdzie zatrzymał wracającego do formy giganta golfa.
Chris Gotterup z największym zwycięstwem w swojej karierze. Fot. Facebook Genesis Scottish Open
Tymczasem nic takiego nie miało miejsca! Pochodzący z kilkunastotysięcznego miasteczka Easton w stanie Maryland pretendent do tytułu mistrzowskiego radził sobie zadziwiająco dobrze. Szczerze mówiąc był jak skała.
Stuprocentowa skuteczność
Wcześniej tylko raz był liderem po 54. dołkach turnieju PGA Tour. I też wygrał! W dodatku dość przekonująco, z sześcioma uderzeniami przewagi nad Alistairem Dochertym i Davisem Thompsonem. Były zawodnik University of Oklahoma triumfował po raz pierwszy w swoim 27. starcie w lidze, kończąc z wynikiem 22 poniżej par. Mając cztery uderzenia przewagi przed rozpoczęciem rundy finałowej na polu The Dunes, zaliczył bogeya na pierwszych dwóch dołkach. Szybko jednak odrobił straty, wjeżdżając birdie-eagle-birdie na kolejnych trzech dołkach i kończąc dzień imponującą rundą 67. „Niezależnie od turnieju i od tego, jak będzie wyglądała moja gra, będę walczył do upadłego” – powiedział wtedy mistrz Myrtle Beach Classic. „Zawsze tak robiłem”.
Od tego czasu przeżywał dość ciężkie chwile. To, co uważał za przełom w swojej karierze, stało się jedynym jasnym punktem w rozczarowującym sezonie. Niektórzy wręcz mówili o farcie, o jednorazowym błysku formy. Do końca roku nie udało mu się załapać do pierwszej dwudziestki, a poza tym wyłączony był na trzy miesiące z gry z powodu kontuzji ręki. Trudności przeniosły się również na aktualny sezon. Zaczął od miejsca pod koniec klasyfikacji w hawajskim turnieju mistrzów - The Sentry, a później nie przeszedł cuta w ośmiu z kolejnych jedenastu turniejów. Fortuna w końcu zaczęła się do niego uśmiechać, kiedy zmienił caddiego, wybierając w połowie sezonu byłego zawodowca, Brady'ego Stocktona. W ośmiu z ostatnich dziewięciu startów plasował się w pierwszej trzydziestce, w tym cztery razy z rzędu w pierwszej dwudziestce i osiągnął najlepszy w karierze wynik w turnieju wielkoszlemowym, przytulając sympatyczne 23. miejsce w Oakmont Country Club. „Ma świetny temperament” – tłumaczył skromnie jego nowy caddy . „Nie sądzę, żebym to ja zrobił coś wyjątkowego. Myślę, że po prostu w końcu czuje się tu komfortowo i nadszedł jego czas”.
Gra driverem to jego żywioł. W drugiej połowie sezonu była ona lepsza niż kiedykolwiek, plasując go w najlepszej dziesiątce w rankingu zyskanych uderzeń z tee. Mocy też mu nie brakuje. Pod tym względem może równać się prawie z każdym, również McIlroyem. „Ma niesamowitą moc” – tłumaczył Jacob Bridgeman, jeden z najbliższych przyjaciół Chrisa na PGA Tour. „Nawet w temperaturze 18 stopni Celsjusza, potrafi osiągać 190 prędkości piłki i uderzać bez końca”.
Na luzie
Niedzielne 66 Chrisa było o całe dwa uderzenia lepsze od wyniku Rory’ego. Bez większych dramatów, przez cały dzień zaliczył dwa bogeye, na pierwszym i piętnastym dołku, dorzucając do tego sześć skwierczących birdie. Rory dla odmiany wypstrykał się ze wszystkich swoich birdie już na pierwszych ośmiu dołkach. Trafił ich tylko trzy, z bogeyem na trójce. Od tamtej pory zanotował 10 parów z rzędu, niespecjalnie rozumiejąc się ze swoim putterem. Na podium oprócz „Rorsa” załapał się jeszcze Anglik Marco Penge, również z rundą 66. Kiedy było już po wszystkim Gotterup był tak wzruszony, że ledwo mógł wydusić z siebie słowo. Chwilę przecierał oczy, zanim powiedział: „Do wszystkich w domu… to jest niesamowite. Nie dam rady się pozbierać”.
„Chris rozegrał świetną rundę. Był niesamowicie solidny” – chwalił swojego rywala McIlroy. „Zrobił bogeya na piętnastce, ale odrobił straty i zaliczył naprawdę ładne birdie na szesnastce. Po tym, jak wyszedł na prowadzenie z dwoma uderzeniami, nie zdołałem już tego odrobić”.
Genesis Scottish Open tradycyjnie był jednym z najmocniej obsadzonych turniejów w roku. Gotterup, wyszarpał tam najwyższą w karierze 49. pozycję w rankingu światowym oraz miejsce w przyszłorocznym Masters. Przede wszystkim zdobył też jeden z trzech ostatnich biletów na rozpoczynający się już w najbliższy czwartek ostatni turniej wielkoszlemowy roku – The Open Championship, obok finiszującego na czwartym miejscu Duńczyka Nicolaia Hojgaarda i siedemnastego Niemca Mattiego Schmida.
No.1 - Scottie Scheffler ostatniego dnia co prawda zaatakował, awansując siedem miejsc w klasyfikacji, jednak tym razem wystarczyło to na tylko ósme miejsce w turnieju, dzielone z Xanderem Schauffele i Ludvigiem Abergiem.
The Open!
Przed nami święto golfa – 153. edycja najstarszego i najzacniejszego turnieju golfowego na naszej planecie. Tym razem The Open rozegrany zostanie w irlandzkim Royal Portrush, wracając do tej lokalizacji po raz pierwszy od 2019 roku, a po raz drugi od 1951. Ostatnio w Irlandii Północnej zwyciężał Irlandczyk Shane Lowry. Obrońcą tytułu będzie Xander Schauffele, który rok temu w angielskim Royal Troon pokonał dwoma uderzeniami Amerykanina Billy’ego Horschela i reprezentanta gospodarzy Justina Rose’a. W Irlandii nie wystąpi Adrian Meronk, który mimo kilku prób nie zdołał w tym roku się tam zakwalifikować. Turniej transmitowany będzie na antenach Polsatu Sport Premium, od rana do późnych godzin wieczornych. Pierwsza transmisja w czwartek od 7.30. Komentuje rodzinny duet w składzie: Jacek Person i Andrzej Person.
To będzie prawdziwa uczta golfowa.
Kasia Nieciak
Rory jednak nie pożarł młodszego rywala. Fot. Facebook Genesis Scottish Open
Royal Portrush gotowy na wielkie emocje. Fot. Facebook The Open